#zVMnH
Dziś jest mi strasznie wstyd za to, jaka byłam. Żebym zrozumiała jak bardzo moje poglądy są krzywdzące, musiałam sama doświadczyć niechcianej ciąży w najgorszym możliwym momencie. Pół roku temu zaczęłam bardzo chorować, musiałam odejść z pracy i przerwać studia. Pieniędzy brakowało, wiec musiałam zamieszkać w wynajmowanym pokoju, w bardzo średnich warunkach. Życie mi się wtedy zawaliło, wszystko szło nie tak, byłam wycieńczona, załamana i ledwo starczało mi na chleb, bo byłam w stanie łapać tylko dorywcze, chwilowe prace, gdy moje problemy ze zdrowiem chwilowo odpuszczały. Na domiar złego zostawił mnie partner – po sześciu latach związku odszedł do innej. Strasznie źle to przeżyłam, cierpiałam jak jeszcze nigdy. Po tygodniu od rozstania okazało się, że jestem w ciąży z byłym partnerem. To był szok (miałam wtedy założoną spiralę), rozpacz, panika i wręcz agonia. Pierwsze, co zrobiłam, to poinformowałam byłego. Stwierdził: „To twój problem, ja dziecka nie chcę, mogę ci tylko płacić alimenty”. Jeszcze bardziej mnie to dobiło. Wiedziałam, że w moim życiu nie ma teraz miejsca na dziecko, nie ma nawet miejsca na ciążę. Podświadomie wiedziałam, że muszę usunąć, choć przez chwilę próbowałam od siebie odsuwać tę myśl. Jednak nie było szans, abym zatrzymała dziecko. Koszt tej decyzji był za duży, zrujnowałabym swoje życie już do reszty. Poza tym nie czułam miłości do dziecka. Zawsze myślałam, że każda kobieta w ciąży to czuje i tylko psychopatki nie mają takich uczuć, wiec usuwają. I tutaj w końcu mogłam się skonfrontować z tym, jak wyglądały moje poglądy w praktyce. Okazały się skrajnie błędne, bo nie dość, że nie czułam miłości, to z dnia na dzień zaczynałam odczuwać nienawiść. I przyznam się, że to była nienawiść jak do najgorszego wroga, mimo że to było tylko niewinne dziecko.
Po przepłakanym tygodniu byłam już przekonana, że ciążę usunę. Pożyczyłam od znajomej pieniądze, aby zamówić leki przez internet. Okres oczekiwania na nie był chyba najgorszy. Miałam straszny mętlik w głowie. Z jednej strony wiedziałam, że muszę to zrobić i chcę, a z drugiej odzywały się myśli, że to przecież złe. Jednak jeszcze gorsze byłoby zatrzymanie dziecka. Wzięłam tabletki, był to bardzo bolesny zabieg. Jak obfita miesiączka, ale sto razy bardziej bolesna. Spodziewałam się, że zjedzą mnie wyrzuty sumienia, jednak po zabiegu ku mojemu zdziwieniu poczułam ogromną ulgę. Do dziś nie żałuję, że to zrobiłam. Minęło pół roku, a ja powoli układam sobie życie. I wiem, że jestem straszną hipokrytką.
Moralność konserwatystów. Niczym ci posłowie od Jarosława krzyczący o tradycyjnej, katolickiej rodzinie, a u boku kolejny już mąż czy żona.
Żyj i daj żyć innym.
Cóż, Bozia (czy cokolwiek) dała Ci lekcję empatii. Podziękuj i wyciągnij wnioski.
W każdym razie hipokrytką BYŁAŚ, wyznanie wyraźnie wskazuje, że zmieniłaś nastawienie i już ją nie jesteś. Przynajmniej w kwestii aborcji.
Może inne poglądy też mogłabyś zrewidować. A może poza tym jesteś doskonała, nie wiem - nie znam Cię.
Wiadomo, w Twoim przypadku to był wyjątkowy przypadek
No straszną, nie ma usprawiedliwienia, tym bardziej jak wcześniej obrażałaś kobiety,które to zrobiły
ta historia to rage bait? skrajna aktywistka zmieniła poglądy, bo NIE zaszła w ciążę skrajnie upośledzoną, w której wizja przyszłości ją przeraziła, NIE dostała strasznej diagnozy, np. raka, gdzie musiała wybierać albo ciąża albo własną terapię, NIE została zgeałcona, I okazało się, że została jej pamiątka, tylko dokonała aborcji, bo się rozstała z chłopakiem i miała kłopoty finansowe 🙄 czyli aborcja z powodu niedogodności. Ja wiedziałam że z was banda hipokrytów, ale nie aż tak
Zajączkowska to ty?