#mHPBH
#w7dup
#QlXWg
#6u0WM
Rano obudziłem się jeszcze pod wpływem i prawie nic nie pamiętałem. Mój status na fejsie zdobył 5 lajków, ale nikt nie napisał. Podziękowałem koledze, ubrałem się i wyszedłem. W kieszeni kurtki poczułem coś miękkiego. Pomyślałem „a no tak, mój znaleziony papieros”. Wyjmuję go z kieszeni i okazało się, że to frytka... Zwykła frytka, która komuś wypadła z kebaba. Do dzisiaj dziękuję Bogu, że nie spotkałem nikogo po drodze, by zapytać o ognia :-)
#l4knX
Nie wiem kiedy, ale z tej błogości zasnęłam. Cudownie, prawda? Do czasu.
Obudził mnie pierd. Mój pierd. Z racji tego, że głowę miałam w otworze w łóżku, jedyne co mi przyszło do głowy to udawać, że dalej śpię. Biedny mój pan masażysta odskoczył od łóżka... I mu się nie dziwię, bo po chwili poczułam smród... Wiadomo, dieta świąteczna do lekkich nie należy +leżenie na brzuchu... Niby na nieświadomce, ale było mi bardzo wstyd i żal tego nieszczęsnego pana, który dłuższy czas do mnie nie podchodził. W głowie miliony myśli, jak spojrzeć temu biedakowi w twarz, w twarz, w którą być może mu pierdnęłam, bo zaraz po przebudzeniu i po puszczeniu bączala masował moje nogi.
Udaję, że śpię dalej. W końcu pan podchodzi i kończy masaż. Minęło może 10-15 min i pan miłym głosem, myśląc, że śpię, mówi: „Wstajemy, droga pani, ja już skończyłem, mam nadzieję, że masaż się podobał, chyba przespała pani większość z tych 60 minut”. Ja zmieszana wydukałam, że tak, podziękowałam, udawałam, że ziewam. Pan podziękował i wyszedł, a ja czym prędzej się ubrałam i wyszłam, modląc się, żeby nie spotkać tego pana gdzieś na korytarzu. Udało się, bo nigdzie go nie było, ale za to pani w recepcji mnie zatrzymała z pytaniem jak się podobało i kiedy zapisuję się na kolejną wizytę. Szybko odpowiedziałam, że masaż świetny, a na kolejną wizytę zadzwonię, by się umówić, bo teraz trochę się śpieszę. Już byłam przy drzwiach, już trzymałam za klamkę, ale nie, spektakl żenady trwa w najlepsze. Nie ma tak łatwo, że sobie ucieknę niezauważona. Zanim zdążyłam otworzyć drzwi, one otworzyły się same, bo ktoś z dworu wchodził do budynku. Kto? Pan masażysta, chyba wracał z papierosa, bo było czuć.... Nasze twarze się spotkały, ja burak na maksa, „do widzenia”, „do widzenia”, próbuję go wyminąć i jak to w takich sytuacjach bywa, gdy ja w prawo, to i on w prawo, potem ja w lewo i on, w końcu udało się, wyszłam na zewnątrz. Zestresowana wywaliłam się na schodku... Więcej tam nie wrócę – pomyślałam.
Jestem fryzjerką, ten pan przyszedł dziś do naszego salonu. Na szczęście nie ja musiałam go obcinać.
#cfsf2
#R0Llj
Wraz z partnerem od półtora roku mieszkam w mieszkaniu jego rodziców. Teściowie nie pobierają od nas żadnego odstępnego, jedynie opłacamy mieszkanie, jakby było nasze. Z ich strony jest to bardzo ładny gest. Sami wraz ze swoim synem mieszkają w drugim końcu Polski, co zaczyna rodzić coraz większe problemy. Poniżej przytoczę kilka z nich, które mocno mi leżą:
1. Syn teściów przyjeżdża bez zapowiedzi. Zdarzało się, że o drugiej w nocy wchodził i szarpał za klamkę. Mieszkanie traktuje jak hotel, sprowadza swoich znajomych, zaprasza ich, nie pytając nas o zdanie. Nie robi burd, jednak lubię znać osoby, które naruszają moja prywatność, a co najmniej lubię wiedzieć o ich wizycie.
2. Gdy teściowie przyjeżdżają, w mieszkaniu (40 m kw.) w ciągu 10 minut robi się rozgardiasz. Wszystko jest wszędzie. Na każdej półce i komodzie leki, torby, torebki, rzeczy prywatne, jedzenie, kubki, talerze. Stół uwalony. Teściowie mają swoje komody, do których my nic nie wkładamy, są całe ich, a mimo to znaczna część rzeczy jest wszędzie w koło
3. Chodzenie w mieszkaniu w butach. Dla niektórych pierdoła, dla mnie brak szacunku do mojej i partnera ciężkiej pracy.
4. Przez czas obecności teściów w mieszkaniu (około 7-14 dni co 3-4 miesiące) mam poczucie braku prywatności i intymności. Rano w weekendy teściowa zagląda do sypialni z pytaniami o śniadanie i kawkę. Gdy robią pranie, otwierane są nasze szuflady i szafki. Wiem, że teściowa robi to z dobroci, chce nam pomóc, jednak po dłuższej chwili mnie to przytłacza.
5. Zamykanie deski sedesowej. W mieszkaniu łazienka jest razem z toaletą, szczoteczki do zębów są na wierzchu, jednak nikt z teściów nie widzi w tym problemu i mimo próśb, notorycznie deska jest otwarta.
Jak widzicie, są to błahe sytuacje, jednak ja czuję się jak wrak. Aktualnie są u nas już dwa tygodnie (z przerwami). Zostają jeszcze na tydzień. W tym momencie siedzę w pracy i prawdę mówiąc, nie mam ochoty wracać do domu. Nic złego mi nie zrobili, nic złego nie powiedzieli, a ja czuję się jak śmieć. Mam poczucie przytłoczenia, a zarazem wrażenie, że jestem niewdzięcznikiem.
Nie jestem już pewna, czy problem przypadkiem nie leży już we mnie.
#uxw1Z
Mimo iż z polaka dostałem sześć, to i tak mam żal do polonistki, że nie zapytała o zgodę o przeczytanie, bo takiego coming outu to bym nie chciał...
A co do koleżanki, to spławiałem ją trzy miesiące :D
#JVGAl
Obudziłem się w ciemnościach. Kompletnych. Leżałem pomiędzy siedzeniami autobusu. Szybko zorientowałem się, że nie mam przy sobie telefonu (został na stole w pubie, na szczęście kumple mi go przechowali). A autobus tymczasem stał na jakiejś zajezdni, gdzieś w szczerym polu na obrzeżach miasta. Podszedłem do drzwi. Zamknięte na amen. Ciągnę, szarpię, walę. Nic. Perspektywa spędzenia reszty zimowego wieczoru w śmierdzącym autobusie MPK nie była szczytem moich marzeń.
Udało mi się otworzyć jedno z tych małych okienek na górze. Nie mieściłem się jednak w nim. Zdjąłem więc kurtkę, bluzę, a nawet szalik. Rzuciłem ciuchy na podłogę i podjąłem kolejną próbę. Teraz już lepiej. Przelazłem jakoś i wyrżnąłem o beton nabijając sobie guza. Wtedy dopiero zorientowałem się, że moje ubrania zostały w autobusie. Próbowałem więc tam wrócić. Dwa razy zleciałem nabijając sobie kolejne guzy, za trzecim wylądowałem na ziemi razem z szybą, która wypadła z prowadnic.
Po ostatnim podejściu narobiłem takiego hałasu, że chyba obudziłem jakiegoś psa pilnującego zajezdni, bo usłyszałem szczekanie. Jeszcze nigdy tak szybko nie biegłem. Brama zamknięta, ale jest płot. Wysoki, trzymetrowy. Wskoczyłem na niego.
I wtedy dopadł mnie pies. Wpadłem w panikę. Może nie było to jakieś wielkie bydlę, ale kąsało upiornie (do dziś mam bliznę na łydce). Sukinsyn chwycił mnie za nogawkę i szarpał jak wściekły, podczas gdy ja usiłowałem wejść na ten cholerny płot. W końcu ściągnął mi gacie z tyłka. Straciłem też jednego adidasa... Ale byłem wolny! W środku trzaskającej zimy. Na totalnym zadupiu. Ubrany jedynie w koszulkę, bokserki i jeden but.
Do domu szedłem dwie godziny. Ostatnie kilometry mojej podróży spędziłem w radiowozie. Przejeżdżający patrol zlitował się nade mną i podrzucił mnie, do granic już zziębniętego, pod same drzwi domu.
Następnego dnia pojechałem do zajezdni, aby odzyskać moje fanty i zapłacić za szybę. Panowie z MPK nie przyjęli kasy. Obśmiali mnie za to straszliwie, bo jak się okazało, moje akrobacje nagrały kamery.
Ech, a to wszystko przez mojego kolegę, któremu wykluło się dziecko...