#SNDvJ

Trzymam w tajemnicy przed znajomymi i rodziną fakt, że po rozstaniu się z moją byłą dziewczyną wszedłem z nią w relację fwb tylko ze względu na to, jak bardzo brakuje mi bliskości i czułości z jej strony. Dalej ją kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niej i boli mnie to, że mimo praktycznie codziennego kontaktu fizycznego ona nie czuje do mnie tego samego co ja do niej. Nie potrafię się pozbierać i nadal robię sobie nadzieję, choć wiem, że nie ma szans, że będziemy razem.

#mHPBH

Babcia mojego męża zawsze była wobec mnie miła i serdeczna. Gdy cztery lata po naszym ślubie jego babcia poważnie zachorowała i zaproponowała nam, abyśmy jej pomogli, a ona w zamian przepisze na nas mieszkanie, to mąż był wniebowzięty, bo mieszkanie bez kredytu. Nie pracowałam w tamtym czasie, tylko opiekowałam się dwuletnią córką, i się zgodziłam z mężem. A teraz żałuję... Babcia męża jest upierdliwa i złośliwa, a ja nie daję już rady. Mąż twierdzi, że powinnam zacisnąć zęby, a poza tym nie jest taka zła. Jest. Żałuję podjętej decyzji i tego, że tak naprawdę nie mogę się z niej już wymiksować.

#QlXWg

Jestem podglądaczem. Jak przechodzę wieczorem ulicą i ktoś ma zapalone światło w domu, to zaglądam mu przez okno. Jadąc samochodem (jako pasażer), gapię się innym ludziom do samochodu. Kiedy jakaś para całuje się na ulicy, większość ludzi odwraca wzrok. Ja wręcz przeciwnie. Gdy ktoś rozmawia w pobliżu mnie, uważnie słucham jego rozmowy. Umiem podglądać tak, żeby podglądany myślał, że nikt nie widzi i podsłuchiwać tak, żeby podsłuchiwany myślał, że nikt nie słyszy. Nie opowiadam nikomu tego, co ukradnę ludziom z prywatności. Zachowuję to dla siebie. Po prostu lubię wiedzieć. Chwała anonimowym!

#6u0WM

Rok temu wybrałem się z kolegami do klubu. Tej nocy przesadziłem z alkoholem. Do mojej znajomej, którą spotkałem, powiedziałem „Jestem pijany tylko w 99%” i rzeczywiście tak było... Mieliśmy już wracać do domu, ale jeden kolega gadał w samochodzie z jakąś dziewczyną, drugi poszedł na kebab, tak że stwierdziłem, że wrócę sam z buta. Koło budki z kebabem na chodniku ujrzałem całego papierosa. Nie paliłem od dwóch miesięcy i stwierdziłem, że sobie przynajmniej zapalę, co mi tam. Schowałem go do kieszeni i poszedłem z myślą, że jak kogoś spotkam po drodze, poproszę o zapalniczkę. W połowie drogi moi koledzy dogonili mnie samochodem i odwieźli do domu. Okazało się, że nie mam kluczy od domu. Wszedłem na Facebooka i napisałem status „Kto nie śpi pisać pilne”. Zadzwoniłem do kolegi, z którym byłem w klubie i zgodził się mnie przenocować.
Rano obudziłem się jeszcze pod wpływem i prawie nic nie pamiętałem. Mój status na fejsie zdobył 5 lajków, ale nikt nie napisał. Podziękowałem koledze, ubrałem się i wyszedłem. W kieszeni kurtki poczułem coś miękkiego. Pomyślałem „a no tak, mój znaleziony papieros”. Wyjmuję go z kieszeni i okazało się, że to frytka... Zwykła frytka, która komuś wypadła z kebaba. Do dzisiaj dziękuję Bogu, że nie spotkałem nikogo po drodze, by zapytać o ognia :-)

#l4knX

Na święta dostałam voucher na trzy wybrane masaże w jednym z lepszych salonów masażu u nas w mieście. Bardzo się ucieszyłam i zaraz po świętach zadzwoniłam, żeby zapisać się na pierwszy masaż. Nie musiałam długo czekać, zostałam zapisana na następny dzień. Tak więc po pracy wróciłam do domu, szybko się ogarnęłam i prędziutko poszłam na masaż. Wybrałam masaż relaksacyjny. Okazało się, że masaż będzie wykonywał pan, całkiem przystojny pan. Rozebrałam się, ręczniczek i na łóżko. Przygasły światła, paliło się kilka świeczek, unosił się miły zapach i w tle słychać było relaksującą muzykę. Żyć nie umierać... zwłaszcza że pan masażysta masaż wykonywał świetnie.
Nie wiem kiedy, ale z tej błogości zasnęłam. Cudownie, prawda? Do czasu.
Obudził mnie pierd. Mój pierd. Z racji tego, że głowę miałam w otworze w łóżku, jedyne co mi przyszło do głowy to udawać, że dalej śpię. Biedny mój pan masażysta odskoczył od łóżka... I mu się nie dziwię, bo po chwili poczułam smród... Wiadomo, dieta świąteczna do lekkich nie należy +leżenie na brzuchu... Niby na nieświadomce, ale było mi bardzo wstyd i żal tego nieszczęsnego pana, który dłuższy czas do mnie nie podchodził. W głowie miliony myśli, jak spojrzeć temu biedakowi w twarz, w twarz, w którą być może mu pierdnęłam, bo zaraz po przebudzeniu i po puszczeniu bączala masował moje nogi.
Udaję, że śpię dalej. W końcu pan podchodzi i kończy masaż. Minęło może 10-15 min i pan miłym głosem, myśląc, że śpię, mówi: „Wstajemy, droga pani, ja już skończyłem, mam nadzieję, że masaż się podobał, chyba przespała pani większość z tych 60 minut”. Ja zmieszana wydukałam, że tak, podziękowałam, udawałam, że ziewam. Pan podziękował i wyszedł, a ja czym prędzej się ubrałam i wyszłam, modląc się, żeby nie spotkać tego pana gdzieś na korytarzu. Udało się, bo nigdzie go nie było, ale za to pani w recepcji mnie zatrzymała z pytaniem jak się podobało i kiedy zapisuję się na kolejną wizytę. Szybko odpowiedziałam, że masaż świetny, a na kolejną wizytę zadzwonię, by się umówić, bo teraz trochę się śpieszę. Już byłam przy drzwiach, już trzymałam za klamkę, ale nie, spektakl żenady trwa w najlepsze. Nie ma tak łatwo, że sobie ucieknę niezauważona. Zanim zdążyłam otworzyć drzwi, one otworzyły się same, bo ktoś z dworu wchodził do budynku. Kto? Pan masażysta, chyba wracał z papierosa, bo było czuć.... Nasze twarze się spotkały, ja burak na maksa, „do widzenia”, „do widzenia”, próbuję go wyminąć i jak to w takich sytuacjach bywa, gdy ja w prawo, to i on w prawo, potem ja w lewo i on, w końcu udało się, wyszłam na zewnątrz. Zestresowana wywaliłam się na schodku... Więcej tam nie wrócę – pomyślałam.

Jestem fryzjerką, ten pan przyszedł dziś do naszego salonu. Na szczęście nie ja musiałam go obcinać.

#cfsf2

Przed świętami wychowawczyni powiedziała, żebyśmy przynieśli coś na wigilię klasową. Ostatnia klasa technikum, w klasie sporo śmieszków, więc postanowiliśmy zaszaleć. Były paluszki, chipsy i... karp. Żywy, największy, jakiego znaleźliśmy w mieście. No i wyszło tak, że na wigilii siedzieliśmy dookoła miski i karmiliśmy go paluszkami :D

#R0Llj

Coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że chyba nie lubię ludzi – a przynajmniej ich nadmiaru.

Wraz z partnerem od półtora roku mieszkam w mieszkaniu jego rodziców. Teściowie nie pobierają od nas żadnego odstępnego, jedynie opłacamy mieszkanie, jakby było nasze. Z ich strony jest to bardzo ładny gest. Sami wraz ze swoim synem mieszkają w drugim końcu Polski, co zaczyna rodzić coraz większe problemy. Poniżej przytoczę kilka z nich, które mocno mi leżą:
1. Syn teściów przyjeżdża bez zapowiedzi. Zdarzało się, że o drugiej w nocy wchodził i szarpał za klamkę. Mieszkanie traktuje jak hotel, sprowadza swoich znajomych, zaprasza ich, nie pytając nas o zdanie. Nie robi burd, jednak lubię znać osoby, które naruszają moja prywatność, a co najmniej lubię wiedzieć o ich wizycie.
2. Gdy teściowie przyjeżdżają, w mieszkaniu (40 m kw.) w ciągu 10 minut robi się rozgardiasz. Wszystko jest wszędzie. Na każdej półce i komodzie leki, torby, torebki, rzeczy prywatne, jedzenie, kubki, talerze. Stół uwalony. Teściowie mają swoje komody, do których my nic nie wkładamy, są całe ich, a mimo to znaczna część rzeczy jest wszędzie w koło
3. Chodzenie w mieszkaniu w butach. Dla niektórych pierdoła, dla mnie brak szacunku do mojej i partnera ciężkiej pracy.
4. Przez czas obecności teściów w mieszkaniu (około 7-14 dni co 3-4 miesiące) mam poczucie braku prywatności i intymności. Rano w weekendy teściowa zagląda do sypialni z pytaniami o śniadanie i kawkę. Gdy robią pranie, otwierane są nasze szuflady i szafki. Wiem, że teściowa robi to z dobroci, chce nam pomóc, jednak po dłuższej chwili mnie to przytłacza.
5. Zamykanie deski sedesowej. W mieszkaniu łazienka jest razem z toaletą, szczoteczki do zębów są na wierzchu, jednak nikt z teściów nie widzi w tym problemu i mimo próśb, notorycznie deska jest otwarta.

Jak widzicie, są to błahe sytuacje, jednak ja czuję się jak wrak. Aktualnie są u nas już dwa tygodnie (z przerwami). Zostają jeszcze na tydzień. W tym momencie siedzę w pracy i prawdę mówiąc, nie mam ochoty wracać do domu. Nic złego mi nie zrobili, nic złego nie powiedzieli, a ja czuję się jak śmieć. Mam poczucie przytłoczenia, a zarazem wrażenie, że jestem niewdzięcznikiem.
Nie jestem już pewna, czy problem przypadkiem nie leży już we mnie.

#uxw1Z

W 1 klasie liceum podobał mi się jeden kolega, a że na polskim panowała straszna nuda, postanowiłem napisać o nim wiersz. Jako że jestem romantykiem, wiersz był dosyć dobry, ale nie miałem zamiaru go nikomu pokazywać. Ziomek siedzący przede mną jednak wziął mi kartkę, co zwróciło uwagę polonistki, która przejęła kartkę, po czym zachwyciła się poezją i zarecytowała przy klasie. Na szczęście nie było tam znaków szczególnych tej konkretnej osoby, więc każdy uznał, że idealne włosy odbijające promyki słońca, ten sposób chodzenia z gracją i tajemniczy wzrok odnoszą się do najładniejszej dziewczyny z klasy.

Mimo iż z polaka dostałem sześć, to i tak mam żal do polonistki, że nie zapytała o zgodę o przeczytanie, bo takiego coming outu to bym nie chciał...
A co do koleżanki, to spławiałem ją trzy miesiące :D

#JVGAl

Wszystko zaczęło się w piątkowy wieczór. Kumplowi urodziło się dziecię, więc wyszliśmy na miasto. Jak nieczęsto piję, tak teraz pozwoliłem sobie na kilka piwek. Potem ktoś postawił szoty wódki, następnie na stole wylądowała butelka łychy. Tak to się wszystko potoczyło szybko, że nawet nie pamiętam kiedy zawirował cały świat (♫ heeej, hooo! ♪), a z moich ust wydobywał się już tylko nieskładny bełkot. Resztką sił pożegnałem się z towarzystwem i wziąwszy się w garść doturlałem me ciało do nocnego autobusu. Ba, nawet udało mi się do niego dostać i zająć miejsce siedzące... Potem film mi się urwał. System wykonał nieprawidłową operację i nastąpiło jego zamknięcie.

Obudziłem się w ciemnościach. Kompletnych. Leżałem pomiędzy siedzeniami autobusu. Szybko zorientowałem się, że nie mam przy sobie telefonu (został na stole w pubie, na szczęście kumple mi go przechowali). A autobus tymczasem stał na jakiejś zajezdni, gdzieś w szczerym polu na obrzeżach miasta. Podszedłem do drzwi. Zamknięte na amen. Ciągnę, szarpię, walę. Nic. Perspektywa spędzenia reszty zimowego wieczoru w śmierdzącym autobusie MPK nie była szczytem moich marzeń.
Udało mi się otworzyć jedno z tych małych okienek na górze. Nie mieściłem się jednak w nim. Zdjąłem więc kurtkę, bluzę, a nawet szalik. Rzuciłem ciuchy na podłogę i podjąłem kolejną próbę. Teraz już lepiej. Przelazłem jakoś i wyrżnąłem o beton nabijając sobie guza. Wtedy dopiero zorientowałem się, że moje ubrania zostały w autobusie. Próbowałem więc tam wrócić. Dwa razy zleciałem nabijając sobie kolejne guzy, za trzecim wylądowałem na ziemi razem z szybą, która wypadła z prowadnic.
Po ostatnim podejściu narobiłem takiego hałasu, że chyba obudziłem jakiegoś psa pilnującego zajezdni, bo usłyszałem szczekanie. Jeszcze nigdy tak szybko nie biegłem. Brama zamknięta, ale jest płot. Wysoki, trzymetrowy. Wskoczyłem na niego.
I wtedy dopadł mnie pies. Wpadłem w panikę. Może nie było to jakieś wielkie bydlę, ale kąsało upiornie (do dziś mam bliznę na łydce). Sukinsyn chwycił mnie za nogawkę i szarpał jak wściekły, podczas gdy ja usiłowałem wejść na ten cholerny płot. W końcu ściągnął mi gacie z tyłka. Straciłem też jednego adidasa... Ale byłem wolny! W środku trzaskającej zimy. Na totalnym zadupiu. Ubrany jedynie w koszulkę, bokserki i jeden but.
Do domu szedłem dwie godziny. Ostatnie kilometry mojej podróży spędziłem w radiowozie. Przejeżdżający patrol zlitował się nade mną i podrzucił mnie, do granic już zziębniętego, pod same drzwi domu.
Następnego dnia pojechałem do zajezdni, aby odzyskać moje fanty i zapłacić za szybę. Panowie z MPK nie przyjęli kasy. Obśmiali mnie za to straszliwie, bo jak się okazało, moje akrobacje nagrały kamery.
Ech, a to wszystko przez mojego kolegę, któremu wykluło się dziecko...
Dodaj anonimowe wyznanie