#eQELl

Zdecydowaliśmy się z mężem na dziecko. Chcieliśmy go, czekaliśmy na nie. Jednak nigdy nie byłam słodkopierdzącą mamusią w ciąży, która dostała zapalenia odpieluszkowego, czy jakoś tak. W końcu nadszedł dzień porodu. Miałam cesarskie cięcie. Kiedy się obudziłam... no właśnie. Pierwsza myśl – radość, że zaraz zobaczę moje dziecko. Jednak kiedy dano mi dziecko do potrzymania, pierwsza moja myśl brzmiała „ja pierniczę, jaka ona jest brzydka...”. Żeby nie było – kocham córkę, chcę dla niej jak najlepiej, ale do dziś za każdym razem, kiedy na nią patrzę, nie mogę wyzbyć się ze swojej głowy myśli, że jest okropnie brzydka. Kochana, grzeczna, ale brzydka. I nic tego nie zmieni. Kiedy mąż/mama/teściowa/dziadek/koleżanka rozczula się nad nią, mówiąc: „jaka ona śliczna/urocza”, to patrzę na nich z niedowierzaniem i politowaniem i zastanawiam się, czy mają problemy ze wzrokiem, czy mówią tak, żeby mnie pocieszyć, bo przecież sami widzą, że mam brzydkie dziecko.

I nie chcę, żeby to zabrzmiało pusto czy próżnie, ale mąż jest naprawdę przystojny (nie tylko wg mnie, ale wielu kobiet), ja też nie jestem brzydka, powiedziałabym – takiej przeciętnej urody. Ale z córą coś nie wyszło ;)

#MCVZp

Bardzo się boję tego, że jestem brzydka, a inni mówią mi komplementy, żeby mi nie było przykro. Może to coś z moją twarzą czy coś, ale jak robię sobie sama zdjęcie telefonem, to wyglądam normalnie. Natomiast gdy ktoś mi robi zdjęcie tylną kamerką, prawie zawsze wyglądam, jakby mnie coś przejechało, przemieliło i wypluło :(

#R0cXo

Jestem totalnym życiowym hipokrytą. Przykłady? Proszę bardzo. Jak z rękawa.

Naokoło twierdzę, że nie słucham disco polo, a prywatnie w ukryciu, na słuchawkach leci właśnie to.
Krytykuję paradokumenty, seriale, ale jak jestem sam, to je oglądam z zamiłowaniem.
Wszyscy myślą, że mam świetne zdrowie, że nie chodzę do lekarza. W rzeczywistości moje konto na e-pacjencie jest pełne wizyt u lekarza, i to z byle pierdołami. Albo w mieszkaniu mam pełno leków bez recepty.
Oficjalnie kawy nie piję, a w mieszkaniu mam dwie kawiarki i dzień od kawy zaczynam.

Wkurza mnie to, bo nie dość, że okłamuję wszystkich wokoło, to jeszcze sam siebie. Mam jakiś dziwny lęk przed otoczeniem i zgrywam bohatera.

#liczW

Pewnego razu mąż wrócił z balkonu (chodzi na balkon palić) i powiedział mi, że pod naszym blokiem, pod naszym oknem, na chodniku stoi samochód z drzwiami otwartymi na oścież. Za około pół godziny wyszedł znowu, a auto nadal stało z rozwalonymi drzwiami.
Posterunek policji mamy dosłownie minutę pieszo od nas. Mąż poszedł pod to auto, zajrzał, czy nikogo w środku nie ma. Nie było, więc pomyślał, że pójdzie, zgłosi na policję, niech po numerze tablicy rejestracyjnej sprawdzą czyje i niech sprawdzą, czy wszystko OK. Poszedł na komisariat, zapewnili go, że za chwilę ktoś podejdzie pod auto i się tym zajmą.
Czekaliśmy cztery godziny.... I nic. Żaden policjant nie przyszedł. Było już późno, co więcej mogliśmy zrobić? Poszliśmy spać.
Rano auto było już zamknięte.

Nikt od tych policjantów nie wymagał cudów. Niepotrzebna była brygada antyterrorystyczna, pies tropiący czy CSI. Ja rozumiem procedury itp., ale serio pięć minut – dwie minuty na drogę z posterunku w te i z powrotem, trzy minuty na ogarnięcie rejestracji i auta, czy w środku jest wszystko OK, czy nie ma np. śladów krwi. Nie chcę dramatyzować, ale przecież wersji wydarzeń jest dużo: może ktoś okradł to auto i w pospiechu zostawił otwarte drzwi, może kierowcę ktoś napadł i wyciągnął z auta, może ktoś porzucił ukradzione auto. Przecież nikt normalny nie zostawia auta na chodniku z otwartymi drzwiami. Policja nie zrobiła nic. Owszem, może jak poszliśmy spać, ktoś przyszedł... No ale jeśli tak, to dopiero po tylu godzinach?
Poza tym, po co obiecywali mężowi, że już zaraz ktoś podejdzie sprawdzić?

Dotknęła mnie ta sytuacja, bo skoro z takimi „drobnostkami”, z poświęceniem pięciu minut, nie można liczyć na policję, to jak to ma wszystko dobrze działać? To na co my możemy liczyć?

Jeśli czyta mnie jakiś policjant – ja naprawdę rozumiem, że macie procedury, rozkazy, ale serio... Aż tak to musi wyglądać?

#2ds5P

Akcja się działa, kiedy chodziłem do 2 klasy szkoły podstawowej. Siedziałem w moim pokoju i odrabiałem lekcje. W tym samym czasie moja mama tłumaczyła coś mojemu starszemu bratu i powiedziała sarkastycznie: „Niedługo będziesz się trzema iksami podpisywał”. Uznałem to za kanon wiedzy tajemnej wyższych klas.

Następnego dnia w szkole chwaliłem się kolegom, że mój brat jest taki mądry, że niedługo będzie się trzema iksami podpisywał. Klasa potraktowała to tak samo poważnie jak ja, a pech chciał, że tego samego dnia mieliśmy sprawdzian z matematyki. Wielkie było zdziwienie naszej matematyczki, kiedy po zebraniu sprawdzianów zobaczyła przy rubryce „imię i nazwisko” same „xxx” :)

#5nAbP

Mimo że od dziecka pasjonowałam się biologią i chemią, nigdy nie rozważałam studiów medycznych. Ostatnio nagle zmieniłam zdanie i wszyscy z mojego otoczenia pytają, jak to się stało, że jednak medycyna.
Nikt oprócz was, drodzy Anonimowi, nie dowie się, że za moją decyzją stoi jeden, jedyny fakt. Otóż zdałam sobie sprawę, że w trakcie studiów medycznych będę miała okazję wziąć udział w sekcji zwłok i zobaczyć, jak naprawdę wyglądamy w środku.

#aU7KA

Mam ze sobą szereg problemów i dlatego chodzę na terapię. Ostatnio miałam wyjątkowy przypływ szczerości i wyrzuciłam z siebie, jaka straszna potrafię być dla swojego partnera. Dla kontrastu opowiedziałam, jaki on jest cierpliwy, cudowny i kochany.
Moja terapeutka spojrzała na mnie w pewnym momencie bardzo uważnie i zapytała, czy mój ukochany istnieje naprawdę, czy jest tylko wytworem mojej wyobraźni.

Zawsze wiedziałam, że ładna nie jestem, ale że aż tak?

#zg7Br

Rodzice mojego narzeczonego mnie nie akceptują, bo nie chodzę do kościoła. Nie wyglądają na dewotów, dobrze zarabiają, podróżują, są modnie ubrani, na ich ścianach nie wiszą krzyże, ale nie mogą znieść myśli, że nie uczęszczam co niedzielę na mszę. Mówiłam, że wierzę w Boga, ale na tym etapie życia nie czuję potrzeby, żeby chodzić do kościoła, zresztą jestem dorosła i zwyczajnie nie potrafię zrozumieć, jak osobę pełnoletnią można zmuszać do wiary. Oni twierdzą natomiast, że nie posiadam moralności i dają do zrozumienia mojemu narzeczonemu, że jestem degeneratką.
Kiedyś zaprosili mnie, żebym pojechała z nimi na mszę, ja jednak odmówiłam, nie chciałam robić coś wbrew sobie, mimo że dzięki temu zapunktowałabym w ich oczach. Od tego momentu zostałam ostatecznie przekreślona i już oznajmili, że na nasz ślub nie przyjdą. Co trochę śmieszne, ci sami ludzie potrafią wyśmiewać się z wyglądu innych i patrzeć z góry na kogoś, kto nie żyje na podobnej stopie życiowej co oni. Oceniają wszystko u drugiej osoby: standard, na jaki może sobie pozwolić, wykształcenie, ambicje, ale także wzrost, wagę, nawet ubrania.

Skutek jest taki, że sama ich nie akceptuję i jeszcze bardziej obrzydzili mi chodzenie do kościoła.

#u4phV

Moja rodzicielka uwielbia moją przyjaciółkę. Do tego stopnia, że zaprasza ją na obiady, mówi do niej „moja druga córcia” i każe mówić do siebie „mamo”. W czym problem? Jestem z nią od 2 lat w związku, a moja mama jest bardzo przeciwna związkom jednopłciowym i o niczym nie wie. Domyśla się? Nie, bo przy każdej wzmiance w telewizji o związkach tej samej płci wygłasza swoje poglądy.

#QwUAx

Działo się to z dziesięć lat temu, kiedy byłem na drugim roku studiów. Z powodu trudnej sytuacji życiowej i materialnej rodziców mogłem liczyć tylko na siebie. Pracowałem na pewnej stacji paliw. Zmiany były 12-godzinne, pracowałem 25 dni w miesiącu. Po wypłacie płaciłem wszystkie koszty stałe: mieszkanie, czesne, i w portfelu najczęściej zostawało mi 50 złotych na życie.
Mieliśmy niepodpięty do systemu LPG. Kiedy klient zostawiał mnie samego podczas nalewania gazu, zawsze zawyżałem rachunek – złotówka, 50 groszy. Zerowanie licznika po tankowaniu, żeby nikt nic nie widział. Na koniec zmiany po 10 złotych dla mnie i drugiego kasjera wychodziło. Dzięki temu mogłem kupić chleb i jakąś najtańszą opcję jego obłożenia.

Po jakimś czasie udało mi się wyrwać z tego zaklętego koła. Nigdy nie byłem z tego dumny, żałuję, że oszukałem tyle osób, a co najgorsze wiem doskonale, że złamałem jakaś wewnętrzną granicę i nauczyłem się do perfekcji kłamać, manipulować, oszukiwać i mam tylko nadzieję, iż nigdy więcej nie będę musiał tego robić.
Dodaj anonimowe wyznanie