#7fzAT

Jestem tradycjonalistką, która urodziła się i wychowała w jednym z najbardziej liberalno - lewicowych regionów w Polsce. Dodatkowo, uchodzę za osobę rozsądną i logiczną.

Na co dzień częściowo ukrywam moje poglądy przed większością znajomych, gdyż nie szukam konfliktów i chcę żyć z ludźmi w zgodzie. Cieszę się, gdy trafiam na swego, jak Polak na zagranicznych wakacjach, w państwie, w którym krajan raczej się nie spotyka, gdy natrafi na inną osobę z kraju nad Wisłą. Jeśli ktoś pyta mnie, co robiłam w niedzielę, mówię, że byłam w kościele. Niektórych to wręcz smuci, innych śmieszy albo przeraża. A ja jestem tylko dosyć pokojowo nastawioną i nieszkodliwą konserwatywką. O polityce nie rozmawiam. Większość moich koleżanek ma poglądy lewicowe i raz zepsuły mi nawet wyjście urodzinowe, zachwalając pewnego polityka, co trwało dosyć długo. Nie dałam nic po sobie poznać. Więcej ich nie zapraszałam. Częściej spotykam chłopaków, którzy się ze mną zgadzają. 

Ciekawi mnie, czy w innych regionach miałabym szansę na znalezienie większej ilości znajomych o podobnym światopoglądzie i czy nie musiałabym się tak ukrywać.

#FLrwN

W swoim życiu widziałem wiele dziwnych i zabawnych sytuacji, jednak ostatnie zdarzenie przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania.

Od 4 lat pracuje jako kierowca karetki, pewnego razu dostaliśmy wezwanie do hotelu gdzie odbywało się wesele. Dokładnie chodziło o to, że para zablokowała się podczas stosunku. Z pozoru zwykłe zdarzenie, które dość często się zdarza... Jednak nic bardziej mylnego. Po zajechaniu na miejsce, stał tłum ludzi przed hotelem. W pierwszej chwili przyszło mi go głowy, kurde uprawiali seks na sali? Jak się okazało po chwili, para która odbywała stosunek, była w jednym z pokoi. Nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że seks uprawiała panna młoda razem z drużbą i ktoś ich na tym nakrył... Oczywiście panna młoda nie była zbyt trzeźwa, ale błagam... Jak można zdradzić i to jeszcze podczas własnego wesela? To przekracza wszelkie granice...

Oczywiście wesele się dość szybko skończyło, a pan młody chyba został zmuszony do złożenia najszybszego wniosku o rozwód na świecie.

#fVC0s

Znam się trochę na prawie i denerwuje mnie, gdy ludzie nie mają podstawowej wiedzy na ten temat, twierdząc na przykład, że: rodzic może zezwolić niepełnoletniemu dziecku na ślub (może to zrobić sąd), rodzina może ubezwłasnowolnić (również tutaj należy udać się do sądu), albo że w Polsce nie ma kary dożywotniego pozbawienia wolności (jest od wielu lat). Hitem, bardzo popularnym, jest mylenie niepełnoletniego z nieletnim. Uwaga, nieletni to osoba, która w momencie popełnienia czynu zabronionego nie ukończyła 17. roku życia! Miałam niezły ubaw w tramwaju, gdy usłyszałam rozmowę dwóch dziewczyn. Jedna opowiadała, że uprawiała seks z jakimś chłopakiem, gdy była niepełnoletnia, ale miała skończone 15 lat. Z kolei on był pełnoletni. Jeśli dobrze zrozumiałam, była dumna z tego, że mogłaby teraz robić mu problemy, być może szantażować. Ktoś, kto ukończył 15. rok życia, może uprawiać seks, z kim chce, nawet z pełnoletnim, ale uważam, że "czego nie zabrania prawo, tego zabrania wstyd". Wiem, że ja również nie znam się na wielu branżach, ale przynajmniej nie udaję, że jest inaczej.

#meR9Y

Pracuję jako stewardesa. Podczas jednego z ostatnich rejsów, już po skończonym serwisie, zajęłam się uporządkowywaniem dokumentacji w tylnym bufecie – wygląda to tak, że nieoficjalnie staję się na ten czas „babcią klozetową”, ponieważ zaraz obok jest wejście do toalety, o którą często pytają przychodzący w potrzebie pasażerowie: a to czy zajęta, a to jak otwiera się te drzwi, a to już po skończeniu wychodzą zapytać, gdzie znajduje się przycisk od spłuczki... Raz jeden pan nawet chciał mi zapłacić (a może dać napiwek?) za skorzystanie! Mniejsza z tym.

W pewnym momencie pojawił się mężczyzna wielki niczym ochroniarz kogoś bardzo ważnego, taki z tych, co muszą telefon odbierać na głośniku czy tam patyku, żeby słyszeć i do ucha sięgać; uśmiechnął się i zaszył w jedynym miejscu na pokładzie, w którym można doznać błogiej i absolutnej prywatności. Przeszło mi przez myśl, jak on się tam zmieści, przecież już wcześniej musiał się pochylać, a w przejście wślizgnął się bokiem, bo nie przyjęłoby przecież jego barów.

Dosłownie kilka sekund po tym, jak się zamknął, nastąpiła niespodziewana i naprawdę solidna turbulencja – na tyle silna, że w momencie przeleciałam z jednego boku samolotu na drugi. Z przerażeniem pomyślałam o tym mężczyźnie, że jeśli nie zrobił sobie krzywdy, próbując zamknąć się w tej mikroskopijnej toalecie, to teraz już na pewno coś sobie uszkodził. Ale stwierdziłam, że dam mu jeszcze chwilkę, coby nie wyjść na wariatkę, która wali ludziom po drzwiach od kibelka i usiłuje ich stamtąd wydostać, kiedy jedynym, czego właśnie potrzebują, jest ten kibelek... Tymczasem samolotem nadal bujało, ale już nie tak gwałtownie.

Mija 5 minut... 10... 15... Facet w końcu wychodzi! Alleluja! A nawet jest cały i wygląda nieźle, poza tym, że nie wydaje się zachwycony warunkami, w jakich musiał załatwić potrzebę, która na lądzie jest prosta, szybka i oczywista. Spojrzał na kolejnego w kolejce pana oczami kogoś doświadczonego o jedno wydarzenie za wiele i tako rzecze:
„Niech pan sika na siedząco”...

#ioOs4

Miałam kupić: chleb, mleko kokosowe i wykałaczki. Mówię sobie - nie jestem głupia, przecież zapamiętam! Nie będę tego nigdzie zapisywała.
Po drodze do sklepu jednak cały czas sobie powtarzałam w myślach: chleb, mleko kokosowe, wykałaczki. Tak na wszelki wypadek.

Spotkałam sąsiada i co mu powiedziałam? No oczywiście: chleb, mleko kokosowe, wykałaczki! Od razu się zorientowałam, że nie powiedziałam mu dzień dobry. Na koniec więc dodałam jeszcze "dzień dobry". Chłop zupełnie zbaraniał. Nie dziwię mu się. Wygląda na to, że jednak jestem głupia :(

#YNaqb

Mam 19 lat. Historia, którą opowiem wydarzyła się 6 miesięcy temu.
Chciałam bardzo jechać ze znajomymi w góry zimą, ale rodzice nie chcieli mi dać kasy. Postanowiłam tej jeden jedyny raz spotkać się z facetem za kasę. Założyłam konto na gg, dałam nick "szukam sponsora". Odpisało dość dużo facetów, zdecydowałam spotkać się z jednym z nich. Facet napisał, że da mi 400 zł za godzinę. Kazał mi się odpowiednio ubrać. Trochę się bałam, więc spotkaliśmy się w dość ruchliwym miejscu, przyjechał po mnie samochodem i mieliśmy jechać do niego. Problem w tym, że tym facetem okazał się znajomy rodziców. W pierwszej chwili chciałam wycofać się, ale powiedział, że będzie milczał i zachowa to w tajemnicy. Ostatecznie pojechaliśmy do niego i zrobiliśmy to. Problem w tym, że co jakiś czas przychodzi do nas do domu i pije z tatą. Musiałam spotkać się z nim drugi raz żeby siedział cicho.

#CCVCq

Mój mąż podczas zasypiania ma tik nerwowy. Jest to spowodowane rozluźnieniem mięśni. Czasem kopnie nogą, niekiedy aż podskoczy na łóżku. On sam nie jest tego świadomy i tego nie czuje.

Pewnej nocy akurat spałam na skraju łóżka. Był odwrócony do mnie tyłem, przodem do ściany. Akurat miał swój tik, machnął tak ręką, że pięść utkwiła mu w ścianie. Ściana była z karton gipsu, więc nie trzeba dużo siły, by ją uszkodzić. Najlepsze jest to, że się nie obudził i spałby tak z ręką w ścianie, gdybym go nie obudziła.
Dobrze, że nie spałam pod ścianą, bo moich zębów tak szybko by się nie naprawiło jak ściany. A tak to był pretekst do remontu.

#vTXud

Zacznę bez zbędnego pitu pitu. Kobieta 27 lat, rok po ślubie, jak dotąd najcudowniejszym dniu mojego życia. Paczka naszych znajomych składa się z par i osób, które znają się jeszcze z czasów szkolnych. Jako że dwie pary pobrały się wcześniej niż my, a jednocześnie w podobnym czasie bardzo ze sobą rywalizowały i chwaliły się nie tylko weselem, ale i bardzo często tym, co dzieje się w ich życiu prywatnym (z tym, że w większości przypadków nie było czym). My z mężem postanowiliśmy nie chwalić się niczym i nie zdradzać niczego z naszego życia zanim nie doszło to do skutku. I takim sposobem żyliśmy spokojnie.

Problemy zaczęły się już jakiś czas po ślubie. Jedna para zaczęła wyśmiewać nas, ponieważ obecnie pomieszkujemy u rodziców męża, nie wiedzieli wtedy jeszcze, że zamierzamy się pobudować i po prostu nie chcemy wynajmować mieszkania i tracić pieniądze, tym bardziej, że mąż pracę ma praktycznie na miejscu, a po pracy pomaga swoim rodzicom/siostrom. Mnie z racji pracy i tak nie ma przez większość dnia, więc widzimy się tylko wieczorem i rano. Oprócz tego mój mąż nie dogaduje się z moimi rodzicami, choć i perspektywa zamieszkania u niego też nie była i nadal nie jest dla mnie komfortowa. Osoba, która się z nas śmiała sama posiadała problemy finansowe, ponieważ przez najpierw studia później ciążę, następnie chorobę małżonki przez większość czasu musiała utrzymywać rodzinę sama i mieszkali razem w wynajmowanym mieszkaniu.

Kiedy ogłosiliśmy budowę naszego domu, nagle wszystko przycichło, ponieważ okazało się że szydercy muszą przeprowadzić się do rodzinnego bloku, ponieważ czynsz wzrósł i niestety już ich nie stać na wynajem, a drugie dziecko w drodze. I tu też jeszcze jeden komentarz z mojej strony - buduję dom ponieważ chcę aby moje dzieci miały przestrzeń dla siebie, nie wyobrażam sobie mieszkania na kupie - na przykładzie mojej szwagierki - gdzie 4-osobowa rodzina gniotła się w jednym pokoju.

Tak, chciałabym już móc zdecydować się na dziecko (mój mąż już dawno o tym marzy, a jestem pewna, że byłby wspaniałym ojcem i zasługuje na to) ale po 1.wiem z jakimi wyrzeczeniami i ograniczeniami związanymi z moim zarobkowaniem się to wiąże, co moim zdaniem zatrzymałoby naszą budowę a po 2, nie wyobrażam sobie mieszkać z rodzicami męża bądź moimi podczas urlopu macierzyńskiego (za dużo naczytałam się o życzliwych matkach/teściowych i nie czułabym się swobodnie). Tego drugiego problemu nie rozumie za to ta druga para i nie ma oporów aby mi dokuczać, że jeśli będziemy zwlekać to może być w końcu za późno na dzieci (czym wzmagają jeszcze bardziej moje lęki). Z tym, że oni sami mieszkają z rodzicami (choć mają dla siebie całe piętro, a nie jak my tylko pokoik) nie rozumieją, że sami na nic nie zapracowali tylko dostali, jedynie dlatego, że mąż szyderczyni jest jedynakiem.
Dlaczego ludzie to hieny?
Dodaj anonimowe wyznanie