#38XSv

Magda to młode, energiczne i sympatyczne dziewczę, które niedawno zasiliło nasze szeregi. Z resztą dziewczyn ucieszyłyśmy się bardzo, bo roboty było dużo więc każde ręce były na wagę złota.
Jako pracownik sprawdza się świetnie. Szybko się uczy, jest ambitna, pracowita, w stresujących sytuacjach potrafi rzucić jakiś żart, by rozładować atmosferę.
Niestety, gdyby wszystko było z Magdą cacy, nie byłoby tego wyznania.

Po paru dniach zauważyłam, że Magda nie myje rąk po wyjściu z toalety. Nasza łazienka wygląda tak, że najpierw wchodzimy do pomieszczenia z dwiema umywalkami i lustrami, a dalej są dwie ubikacje. Pewnego dnia korzystałyśmy z tych ubikacji jednocześnie, z tym że ja po wyjściu poszłam umyć ręce, a ona jak gdyby nic wyszła z łazienki. Następnego dnia zaczepiła mnie koleżanka, która również zauważyła podobną sytuację. Zrobiło się niesmacznie, bo zdałyśmy sobie sprawę, że tymi nieumytymi dłońmi dotyka przedmioty, które potem dotykamy my, dokumenty, segregatory, klamki, długopisy, wszystko... Głupio było zwrócić jej uwagę bezpośrednio, np. „myj ręce”, za mocne byłoby zgłaszenie kierownikowi oddziału, myślałyśmy o wrzuceniu karteczki do torebki albo poruszenie tematu na forum, opowiadając o wymyślonej koleżance, która rąk po wyjściu z WC nie myła...
Na szczęście sprawa rozwiązała się sama po paru dniach.

Zalałam się kawą, więc poszłam do łazienki i próbowałam zaprać mój żakiet. W tym czasie przyszła Magda, weszła do WC, wyszła, podeszła do lustra i pogładziła się palcami po policzku twierdząc, że chyba wychodzi jej jakiś pryszcz, po czym zawiesiła głos, powąchała dłoń, którą przed chwilą macała się po twarzy...

Jej mina wyglądała komicznie, moja chyba zresztą też, bo byłam w niezłym szoku, ale najważniejsze, że chyba dotarło, jak ważne jest mycie rąk po skorzystaniu z WC :)

#hyw29

Powinienem mieć apkę, która sprawdza moją trzeźwość, zanim napiszę wiadomość. Jeśli nie ma takiej aplikacji, to powinna być, a przynajmniej dla takich głąbów jak ja.

Wypiłem ćwiarteczkę i zacząłem przeglądać fb. Patrzę, a tu dziewczyna, co kiedyś z nią chodziłem. Ja żonaty, ona mężatka, ale napisałem. Okazało się, że ona ciągle za mną tęskni. No i się rozpisałem z nią. Nie dość, że narobiłem nadziei, to w tygodniu poleciały do mnie jej nagie zdjęcia, no i oczywiście żonka je znalazła, bo wcześniej nic nie miałem do ukrycia, więc nawet blokady nie miałem na fonie.

Tłumaczenia, że po pijaku pisałem i to nic nie znaczy mało dały. Obiecałem, że już nie będę pił i się uspokoiła.
No i teraz o suchym pysku, od pół roku.

#cwrhT

Kilka lat temu wynajmowałem wraz z żoną mieszkanie w kamienicy. Administracja budynku pewnego razu wpadła na świetny pomysł, żeby zlikwidować ogólnodostępny kontener na odpady i nakazać mieszkańcom zakup indywidualnych pojemników na śmieci. Pomysł z idei niezły, ale pojemniki stały na niestrzeżonym podwórku i każdy miał do nich dostęp. Co niektórzy sąsiedzi majsterkowicze zakładali łańcuchy i kłódki na klapy od pojemników. Średnio co kilka dni znajdowaliśmy w swoim śmietniku worki z cudzymi śmieciami, butelki po jabolach, osrane pieluchy itp. Na początku to olewaliśmy, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to irytować do tego stopnia, że żyłki na skroniach robiły mi się niebieskie. Czasem z powodu braku miejsca w pojemniku musiałem wyciągać czyjeś worki, klnąc półgłosem, i ostentacyjnie rzucać gdzieś dalej, żeby sąsiedzi widzieli całą tę akcję.

Apogeum mojej irytacji osiągnąłem, gdy pewnego pięknego popołudnia będąc w delegacji, odebrałem telefon od żony, która zakomunikowała, że nasz 100-litrowy kubeł jest po klapę wypełniony sadzą z komina. Ważył chyba tyle co mały, chory słoń. Kazałem jej zrobić dyskretny wywiad po sąsiadach, żeby dowiedzieć się kto jest tak ograniczony umysłowo, że sprezentował nam pojemnik pełen czarnego złota. Okazało się, że w tym dniu odbyła się zakrojona na szeroką skalę akcja czyszczenia kominów w kamienicach. Pech chciał, że jakiś nie do końca rozgarnięty kominiarz wsypał sadzę z dwóch kamienic do naszego śmietnika. Przeczekałem noc i rano następnego dnia zadzwoniłem grzecznie do ADM-u z pytaniem, dlaczego sadza z dwóch kamienic jest w moim pojemniku. Oczywiście grzecznie się przedstawiłem. Babka, która odebrała, odpowiedziała, że nic nie wie, ale przekieruje mnie do jakiegoś speca, który się tym zajmuje. No to czekam. Odbiera gościu i mówi, że on nie wie o co chodzi, ale da mi numer do kogoś, kto zlecił czyszczenie. Zadzwoniłem więc do faceta, który po wysłuchaniu mnie powiedział, że dziś albo jutro ktoś się ze mną skontaktuje w sprawie odbioru tej sadzy.
Mija dzień. Mija drugi dzień. Dzwonię znów. Już nie byłem taki grzeczny. Ta sama śpiewka, że jutro ktoś odbierze ten syf. Oczywiście do piątku nikt się nie zgłosił.

W piątek wieczorem po powrocie z pracy postanowiłem zrobić coś ze zbędnym balastem. Przesypałem zawartość kubła szufelką do sześciu dużych worków, napisałem kartkę z wyjaśnieniem mojego postępowania, zapakowałem worki do auta i pojechałem pod siedzibę ADM. Tam przerzuciłem pięć worków przez ogrodzenie na posesję instytucji, a szósty worek po prostu opróżniłem za furtką wejściową. Wiecie jak to wyglądało? :)  Na koniec przykleiłem kartkę taśmą izolacyjną do pręta furtki i odjechałem.

Mimo że na kartce były podziękowania za załatwienie sprawy i mój podpis, nikt się do mnie nie zgłosił z pretensjami.

#KaIxC

Wychodząc po zakupy, wzięłam psa na spacer. Załatwił się, sprzątnęłam po nim i zamyślona poszłam do sklepu, cały czas mając woreczek w ręku. Przy stoisku z owocami i warzywami pracownik powiedział, żebym mu podała ten woreczek z rodzynkami, bo musi go zważyć. Niewiele myśląc, podałam mu go...

Pełnej obrzydzenia miny tego pana nie zapomnę do końca życia. Słowa nie powiedział, ale chyba pomyślał, że jestem nienormalna, spojrzał na mnie jak na debila. W sumie mu się nie dziwię ;)

#rB06R

Mój tata to troll.
Zadzwoniła do niego babka myśląc, że to numer księdza. Ojciec śmieszek podłapał i słuchał jej życiowych historyjek, a na końcu kazał jej porozwieszać krzyże na lampie, aby przyciągać dobro.
Najlepsze, że dzwoniła jeszcze kilka razy z podziękowaniami, że szczęście dzięki tacie się do niej przyczepiło.

#VWx69

Mieszkam na dość... łobuzerskim osiedlu. Jest tu dużo alkoholików, kiboli, dresów (nie mam nic do dresów, ale to ten bardziej waleczny sort :D), a nawet gangsterów w najnowszych jaguarach z cygarem w ręce. Jak można się domyślić, łatwo tu o zaczepkę. Udało mi się jednak opracować technikę, która pozwala mi przetrwać.

Zazwyczaj idąc do domu, słucham muzyki przez słuchawki. Kiedy zobaczę na horyzoncie kogoś kto mógłby mnie zaczepić, zaczynam udawać, że rozmawiam. W ten sposób sprawiam wrażenie „mającej ze sobą nietykalne zaplecze” i nikt mnie nie zaczepia. Jednak pewnego wieczora zapomniałam słuchawek. Przechodzę przez dosyć ciemny zaułek i widzę idącego z naprzeciwka mężczyznę, który jakoś podejrzanie się zachowuje. Zaczynam się modlić, żeby nie podszedł, ale on wyraźnie zbacza w moją stronę. Trzymam telefon w kieszeni, wkładam do niej rękę i na pamięć próbuję znaleźć ikonkę muzyki. Już słyszę, jak ten człowiek zaczyna do mnie coś mamrotać, ale w tym momencie rozlega się muzyka. „Och, przepraszam” mówię, wyciągam telefon i „odbieram”.
- Tak? Spokojnie tato, będę za minutę, no, jak podejdziesz do okna, to mnie zobaczysz... O, widzisz? *macham w stronę okna*
W tym momencie słyszę, jak mężczyzna klnie i zaczyna uciekać.

Chyba uratowałam sama sobie życie.
Tym bardziej że w oknie nikogo nie było. I to nie był mój blok ani nawet moja ulica, a w domu nikt na mnie nie czekał :)

#5g4Ns

Zdarzają się randki, których się żałuje.

Raz umówiłam się z facetem, bo tak strasznie mi się podobał... Spotkaliśmy się trzy razy, a każdy raz był coraz gorszy (gość zachowywał się jak nastolatka). Podziękowałam za znajomość.

Mimo tego, że spotkałam się z nim trzy razy w 2011 roku, gość do tej pory potrafi sobie o mnie przypomnieć i znaleźć jakiś kontakt, żeby odezwać się i wyrazić swoje zdanie, że jak mogłam odrzucić jego, a wybrać mojego obecnego męża, dodając przy tym kilka epitetów (co najlepsze, nie zna go nawet). To już chyba podchodzi pod psychozę.

#DVRGu

Od ponad dwóch lat fascynują mnie mańkuci. Serio, mam istną obsesję na ich punkcie. Kobiety, mężczyźni, wysocy, niscy, obojętnie, ważne tylko, aby byli leworęczni (i w miarę urodziwi, oczywiście).
Na co dzień jestem zwykłą, czternastoletnią dziewczynką, ale gdy nikt nie widzi, zamieniam się w gąbkę po kolei chłonącą filmy z Emilem Hirschem, Hugh Jackmanem, Jimem Carreyem czy Angeliną Jolie oraz trenuję swoją lewą, lekko upośledzoną rękę.
Gdy spotykam nieznaną osobę, zawsze sprawdzam, czy:
a) nosi zegarek na prawej ręce;
b) końcówka paska jest również zwrócona w prawo;
c) a także, rzecz jasna, której dłoni używa częściej.
Najpiękniejsze uczucie dnia? Odkrycie, że nowy znajomy to mańkut.
Żodyn mnie nie podejrzewa o tę niezdrową obsesję. Żodyn.
Dodaj anonimowe wyznanie