Poczułam się ostatnio w nocy samotna i stwierdziłam, że wejdę na jakąś stronkę do chatowania z nieznajomymi. Mam 19 lat i ogromne kompleksy, ale nawet ludzie, którym się podobałam, wprost mówili, że to przez styl bycia – nie podobałam się nikomu fizycznie. Dlatego takie rozwiązanie najbardziej mi odpowiada, bo z wieloma osobami da się też tam zabawić bez wysyłania zdjęć. Nikogo się nie zna, są tylko dwie strony konwersacji – ludzie często są tam autentyczni, bo relacje są często stricte ograniczone tam do jednorazowego pisania.
Poznałam dzisiaj w nocy dziewczynę z Anglii moim wieku, szybko zaczęło się robić gorąco i ona zaczęła wysyłać mi bardzo jednoznaczne zdjęcia. Czułam się przy niej komfortowo, bardzo mnie namawiała i po raz pierwszy w życiu postanowiłam wysłać komuś jakieś zdjęcia. Z mojej strony zdjęcia bazowały na softach, ona się śmiała, że ją kuszę, ale że jej się to podoba. Za każdym razem rozpływała się nad tym, że oczywiście wszystko w strefie komfortu, ale jej zdaniem nie mam absolutnie czego się wstydzić. Po kilku godzinach czatowania poprosiła o jakieś śmielsze zdjęcie (mimo że już było nieźle, ale oczywiście takie już wychodzące poza tę strefę, bo jest mega napalona, już prawie dochodzi… Stwierdziłam, że może serio jej się to podoba, że może są ludzie, którym takie ciało jak moje odpowiada… więc zrobiłam. W momencie, w którym je dostała, rozłączyła się.
Zmieniłam szybko nazwę nazwę użytkownika, więc nie wiedziała, że znowu ją ze mną sparowało. Bez zbędnych szczegółów zaczęła rozmowę od tego, że jest mega napalona i czy może liczyć na wymianę zdjęć, bo jej ostatnia rozmowa była niesatysfakcjonująca. Rozłączyłam się.
Po raz pierwszy odważyłam się pokazać moje ciało. Ktoś, kto zadowalał się małymi porcyjkami tego nieidealnego i moim zdaniem okropnego widoku był zachwycony i prosił o więcej… Napaleni ludzie są w stanie zadowolić się naprawdę byle czym. A nawet w takiej sytuacji ktoś mną pogardził, mimo że widział zajawkę wcześniej, wiedział, że się boję i nie czuję się ze sobą do końca komfortowo… Nigdy nie byłam tak wzgardzona.
Od kilku lat ukrywam przed rodzicami, że nie poszłam na własną studniówkę.
Nie byliśmy szczególnie blisko, oni byli ciągle w rozjazdach, ciężko było spotkać ich w tym samym czasie w domu. Nie mam im tego za złe, uważam, że byli świetnymi rodzicami. Gdy byłam w klasie maturalnej, przeprowadziliśmy się ze wsi do miasta, spory kawałek, więc musiałam zmienić szkołę. Po 4 miesiącach nie byłam na tyle zżyta ze swoją nową klasą, żeby iść z nimi na studniówkę. Ze swoimi znajomymi ze starej szkoły postanowiliśmy pojechać nad morze. Moja studniówka wypadała dosyć nietypowo, bo w czwartek. Rodzicom powiedziałam, że będziemy nocować u jakiejś koleżanki (to takie pół kłamstwo, bo nocowaliśmy u jej dziadków i w trochę innym miejscu ;)) do niedzieli. Trochę pomruczeli, ale zgodzili się pod warunkiem, że wrócę w niedzielę przed wieczorem.
I pojechaliśmy. Morze jest piękne o tej porze roku, polecam taką wycieczkę każdemu. Wróciłam przed wieczorem, ale we wtorek, na szczęście nie było ich wtedy w domu i cudem uszło mi to płazem.
Pieniądze na studniówkę (i własne oszczędności) wydałam na najwspanialszą wycieczkę z ludźmi, z którymi przyjaźnię się do dzisiaj. Niczego nie żałuję, a rodzicom przyznam się za jakieś 20 lat :)
Niedługo przed swoim ślubem pojechałem do stolicy na konferencję, na której poznałem pewną kobietę, nazwijmy ją Anią. Ania była wystrzałowa, inteligentna, świetnie się dogadywaliśmy – również po zakończeniu części oficjalnej. Trzy dni minęły jak z bicza strzelił. Nic dziwnego, że po powrocie do domu byłem jakiś dziwny, co nie uszło uwadze narzeczonej. Była sprzeczka, parę cichych dni, ale w końcu sytuacja wróciła do normy.
Przewińcie 10 lat do przodu. Ania wyskakuje mi na fejsie w znajomych znajomych. Z ciekawości wchodzę na jej profil, a tam... hasła pisowskie, hasła ultrakatolickie, imigranci do domu, aborcja to zło, tu różaniec, tam koronka.
Szczęka mi opadła i potoczyła się do kuchni. Jak żyję, nie spotkałem nikogo czyje pierwsze wrażenie tak bardzo różniło się od rzeczywistości.
Poznaliśmy się kompletnie przypadkiem, i właściwie takie przypadkowe były nasze trzy pierwsze spotkania. Zaczęło się dosyć głupio, bo pomogłem jej w odkręceniu butelki wody. Dopiero za trzecim razem odważyłem się poprosić o numer.
Była całkiem inteligentna, przy tym tak cholernie miła, cicha i nieśmiała. W dodatku prześliczna, kręcone, ciemne włosy, duże niebieskie oczy i śnieżnobiała cera. Czytała dużo książek, kochała malować i grać w siatkówkę. Chodziliśmy na długie spacery, na których potrafiliśmy godzinami rozmawiać. Miała sporo problemów, pomagałem, kochałem, starałem się uszczęśliwiać. Widziałem, że daje jej to naprawdę sporo i że czuje się lepiej. Odwdzięczyła się – równie piękną i szczerą miłością. Miłość, o której wielu marzy, wszystko idealnie, prawda?
Było jedno „ale”.
Miałem 21 lat, a ona 14. Brzydziłem się sobą, myślałem o sobie jak o pedofilu, mimo iż nic nie zrobiłem, i broń boże pedofilem nie byłem. Krzywe spojrzenia ludzi, gdy szliśmy razem za rękę, nie pomagały, po czasie „o nas” wiedzieli już wszyscy. A bo wiecie, koleżanka kolegi widziała. Nie wstydziliśmy się siebie, ale woleliśmy poczekać z tym wszystkim, póki ona nie skończy 15 lat. Moi znajomi nazywali mnie idiotą, który przecież zawsze miał jakieś „odchyły”, głupie żarciki i zgryźliwe komentarze co do mojej Ali były normą. Z jej strony było jeszcze gorzej, jej znajomi uważali mnie za pedofila, zapewniali, że ją wykorzystam i powinna znaleźć sobie kogoś młodego (a nie takiego „dziadka” jak ja). Ograniczyliśmy kontakty ze swoimi znajomymi, ale nie było wcale lepiej.
Czy to moja wina, że pokochałem kogoś młodszego, i jej wina, że pokochała kogoś starszego? Czy powinienem przestać kochać tylko dlatego, że innym to nie pasuje?
Wiadomość o moim „związku” dotarła do mojej mamy, ktoś życzliwie doniósł. Bałem się, że wyrzuci mnie z domu, że każe mi się wynosić i że przestanę być jej synem. Zrozumiała, Alicję polubiła, i nie miała nic przeciwko, by ta czasem do nas przychodziła. Wreszcie nie musieliśmy spotykać się w kawiarniach, bym mógł pomóc jej w nauce. Mamie dziękuję za zrozumienie i przeogromne wsparcie, a mojej Ali za to, że mimo wszystko zawsze była i nadal jest, mimo przeciwności.
Pewnie czekacie na zakończenie w stylu „mamy teraz 848484 dzieci”, no ale nie.
Aż tak się nie zestarzeliśmy! :D
17-letnie bydlątko właśnie leży obok mnie na kanapie w jednorożcowej piżamce, zajadając się czipsami. Nie wyobrażam sobie pokochać kogoś innego i nie żałuję niczego. To pokazało, ilu mamy prawdziwych znajomych i przyjaciół, a ilu fałszywych.
Mając 33 lata, wyemigrowałem do UK. Z wykształcenia i zawodu jestem trenerem personalnym i dietetykiem. Moją specjalnością są przypadki beznadziejne. Ludzie, których waga dawno przekroczyła 200 kg to mój cel. Zazwyczaj są to bogate dzieciaki, których rodzice zagubieni w pędzie życia nie zauważyli, że ich 17-letnia córka waży tyle, co spory motocykl. Sposoby mam różne, wiadomo, najważniejsze to motywacja, potem dieta, znowu motywacja i potem ćwiczenia. Nie będę się rozpisywać o sposobach itp., ale chciałem tylko opowiedzieć o jednej Kate.
Kate ważyła 189 kg, mając 18 lat. Tak. To normalne u nich. Kate wypijała dziennie ogromne ilości coli i innych napojów, 3-5 LITRÓW dziennie. Nie piła przy tym nic innego. Tygodnie starań, tłumaczeń i pokazywania jak szkodliwe to jest nic nie dało.
W końcu się wkurzyłem. Policzyłem, ile cukru jest w tych wszystkich litrach, które wypija. Nasypałem do miski taką ilość cukru jaka jest rozpuszczona w coli i kazałem jej to zjeść. Po 5 łyżce zaczęła mieć młodości. Po 6 zaczęła wymiotować. A to był ledwie początek.
Nie chciała reszty... Ale powiedziałem, że jak zje wszystko, to będzie mogła nadal pić colę. Po kolejnej łyżce zwymiotowała ponownie.
Kate w pół roku zrzuciła ponad 20 kg, dla niej to bardzo dużo.
Kate nie pije coli.
Kate teraz waży 80 kg, miała operację usunięcia nadmiaru skóry.
Na ostatnim spotkaniu Kate pochwaliła mi się, że w wieku 20 lat pierwszy raz uprawiała seks ze swoim pierwszym chłopakiem.
Da się. Trzeba tylko krytycznie spojrzeć na to, jak sami siebie okłamujemy – ta jedna czekolada nie ma znaczenia, jeden drink wieczorem nic nie znaczy, pojadę windą, po co iść schodami na to drugie piętro...
Jeśli jesteś na drodze do wymarzonej sylwetki – trzymam za Ciebie kciuki. Jeśli walczysz o życie, bo masz otyłość zaawansowaną – modlę się za Twoje zdrowie!
Miałem około 7 lat. Trafiłem na SOR z bardzo wysoką gorączką (jak się później okazało, nie reagowałem na paracetamol, który podawała mi i moja mama i lekarze na miejscu). Na łóżko obok przywieźli faceta. Strasznie krzyczał, był łysy, miał rany na skórze. Uwierzcie, ale takie coś tak potrafi wryć się w banię, że nigdy tego widoku nie będziecie w stanie zapomnieć. Ten mężczyzna strasznie krzyczał. Błagał, żeby go zabili. „Boli, ku**a, boli!” – pamiętam to do dziś. W szpitalu albo zabrakło, albo nie było morfiny wcale. W końcu rok 1999, jeden z gorszych jak na tamte czasy szpitali w Polsce. I pamiętam, jak ten mężczyzna mi powiedział, że umiera i dodał „Ciesz się życiem, póki jest”.
Nigdy, nigdy nie zapomnę tych słów, krzyków. Nie wiem, czy on umarł tamtej nocy, czy żyje, czy jednak choroba go zabiła. Wiem, że mama była strasznie zła, że pielęgniarki położyły tego faceta na łóżku obok mojego. I czasami zapominam się w życiu, narzekam, że jest źle, że dlaczego ja. Ale potem sobie przypominam, jak nie za dnia, to we śnie.
Dziękuję Ci za to, że mi przypominasz co to znaczy żyć, drogi anonimowy mężczyzno. Dziękuję.
Moja babcia moja ma już 91 lat. Ostatnio choroba zabrała jej trochę sił, zatem sprawiliśmy jej laskę, żeby wygodniej i lżej mogła chodzić. Teraz, po kilku tygodniach, zaczyna się przyzwyczajać, ale pierwsza reakcja była rewelacyjna: „Przecież to mnie postarzy!” :D
Historia o tym jak Ola wyleciała z naszego domu :) (http://anonimowe.pl/eG5sF)
Najpierw muszę zaznaczyć, że rodzice Oli są bardzo religijni i łatwowierni, a moi mają z zasady wszystko gdzieś. Mój brat jest natomiast amebą umysłową i emocjonalną, więc nic nie robił z tą wariatką.
Rodzice z okazji świąt postanowili zaprosić rodziców wybranki serca mojego brata na obiad. Ona przerażona, bo przecież śpi z nim w jednym pokoju, a jakby oni się o tym dowiedzieli, czekałoby ją zesłanie do rodzinnej wsi i dojeżdżanie na studia 2 godziny w jedną stronę. Jakimś cudem Olka i brat przekonali naszych rodziców, by odstawić szopkę i udawać, że ona na co dzień śpi ze mną w pokoju. Przenieśli do mnie wszystkie rzeczy, ja i kot nie kryliśmy niezadowolenia.
Nastała godzina zero, rodzice szlampy stanęli w progu naszych drzwi z ciastem w rękach. Rozmowa nie kleiła się w ogóle, pewnie przez różnice światopoglądowe i ogólne dziwactwo rodziców zołzy. Ja siedziałam grzecznie i jak to wredne młodsze rodzeństwo, tylko czekałam na odpowiedni moment.
Nagle jej rodzice podziękowali mi za dzielenie się z ich córką pokojem. Odpowiedziałam, że spoko, właściwie to nie jest żaden problem, bo ona i tak praktycznie nie wychodzi z jaskini mojego brata. Tylko rano trudno się dostać do łazienki, bo oboje zazwyczaj zamykają się tam razem na całą godzinę, ale nie jest aż tak źle. W nocy też mam w zasadzie spokój, bo Ola wraca "do mnie" bardzo, baaaardzo późno w nocy.
Nastała cisza, wszyscy zrobili się czerwoni na twarzach, tylko mój tata powstrzymywał śmiech. Jej rodzice bez zastanowienia kazali jej się spakować i zabrali ją do rodzinnego domu.
Chyba bardzo na nią wpłynęli, ponieważ jeszcze tego samego dnia zerwała z moim bratem przez gg, a na fb napisała post o tym jak bardzo cieszy się z tego, że w końcu uwolniła się od tyrana. Z ogromną przyjemnością napisałam komentarz, w którym opisałam wszystko co robiła i życzyłam powodzenia w znalezieniu innego frajera, który będzie tolerował jej żmijowatość. Brat kupił mi za to iPoda, którego niestety mi potem ukradli, ale ta historia ma happy end!
Po wielu latach Ola napisała do mnie i przeprosiła za bycie suką. Okazało się, że rodzice nie mogli pogodzić się z jej grzeszeniem (xD) i wywalili ją z domu. Ponieważ znajomi się od niej odwrócili kiedy wszystko wyszło na jaw, wyjechała do innego miasta, gdzie zaczęła wszystko od nowa i musiała sama na wszystko zapracować. Nauczyła się pokory i szacunku do innych. I dobrze jej tak, i tak jej nie lubię, bo pamiętliwa jestem ;)
W drugiej klasie podstawówki (miało się wtedy chyba 7-8 lat), na lekcji muzyki, pan kazał wszystkim po kolei zaśpiewać ulubioną piosenkę. Kiedy przyszła moja kolej, z uśmiechem na ustach zaśpiewałem to, co słyszałem codziennie na podwórku wśród starszych kolegów – „Cztery razy po dwa razy”. Z każdą zwrotką pan od muzyki stawał się coraz bardziej czerwony, a kiedy skończyłem, wyrzucił mnie z klasy.
Dopiero kilka lat później zrozumiałem dlaczego.
Zacznę od tego, że jestem naprawdę młodym artystą i nieskromnie przyznam, że rysunek wypełnia całe moje życie, więc jestem w tym dosyć dobry.
Jakiś czas temu, w trakcie podróży pociągiem przez swoją część Śląska, zacząłem szukać we współpasażerach możliwości wyżycia się artystycznie - moją ofiarą padł mężczyzna siedzący kawałek dalej. Facet sprawiał wrażenie totalnie przybitego i załamanego przez trud życia, a przy tym miał perfekcyjnie nieperfekcyjną twarz, idealny model.
Włożyłem w ten rysunek sporo siebie, mało tego - straciłem na tym kawałku papieru ostatni ogryzek mojej ulubionej kredki. Delikatnie oderwałem kartkę od reszty szkicownika, złożyłem na niej swój podpis i wcisnąłem ją w dłoń mojej inspiracji. Koleś zerknął na moje wypociny i zrobił coś, czego się totalnie nie spodziewałem.
Jego oblicze zalało się łzami, nawet nie próbował tego ukryć. Rozumiecie? Trzydziestoletni facet łkający nad papierkiem od nastolatka.
Wstrząsnęło mną - dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że ja również mam wpływ na ludzkie odczucia. I wiecie co? Czuję się onieśmielony do tego stopnia, że ciężko mi nawet ruszyć ołówkiem.
Dodaj anonimowe wyznanie