#oL8kZ

Jakieś 7-8 lat temu był czas, że nie dałam o siebie. Potrafiłam kilka dni z rzędu się nie myć i iść tak do szkoły. Raz nawet jeden chłopak śmiał się ze mnie, że mi się miód wylewa z uszu. Włosy miałam wiecznie przetłuszczone, związane w gumkę, a zęby? Aż cud, że teraz są zdrowe. Spodnie nosiłam te same przez tydzień, może i więcej, ale najgorsze chyba było to, że czasem popuściłam, a następnego dnia bez problemu szłam w nich do szkoły. Czemu? Nie mam pojęcia.

Jako dzieciak bałam się iść pod prysznic i się umyć. Dom był wiecznie taki pusty i cichy, zwłaszcza jak miałam dla siebie całe piętro. Zawsze też było coś innego, ciekawszego do zrobienia niż wieczorna higiena. Teraz już dbam o swoją higienę, a wspomnienia? Sama się zastanawiam, co mną kierowało.

Takie ot wyznanie brudaski :)

#qzWkL

Mam 30 lat, mój partner 31. Staraliśmy się o dziecko i się udało. Wychodzę z nim na spacerki z widocznym już brzuszkiem. Niby nic dziwnego, ale opiszę nasz nietypowy wygląd. Ja wyglądam na dużo młodszą, niż jestem, jeszcze się mnie pytają o dowód, żeby było śmieszniej, to pytają zwłaszcza kiedy się pomaluję, bo chyba wtedy biorą mnie za dziewczynę, która chce wyglądać doroślej.
Mój ukochany w drugą stronę. Wysoki, broda dodająca +10 lat, zmarszczki wokół oczu i do tego laseczka, o której chodzi z przyczyn zdrowotnych.

Uwielbiam, jak ludzie krzywo się patrzą, a najbardziej, jak komentują. Wtedy mogę odpowiedzieć tekstem, który kilka lat temu zobaczyłam w internecie – „Każdy ocenia wedle swojego zepsucia” :)

#vPOXs

Będąc w gimnazjum, odwaliłam chyba najgłupszą akcję w swoim życiu.

Byłam sama w domu i chciałam zadzwonić do znajomej ze stacjonarnego, bo na komórce miałam jakiegoś grosze. Telefon był bezprzewodowy, dom spory, a poprzedni użytkownik oczywiście nie raczył odłożyć go na widełki. Postanowiłam więc na niego zadzwonić z komórki, żeby go znaleźć. Wykręcam numer i czekam. Słyszę domowy na piętrze, więc biegnę jak głupia, żeby odebrać, a w międzyczasie zakończyłam połączenie z komórki. Gdy dobiegłam, telefon akurat ucichł. Pomyślałam, że trudno, jak to było coś ważnego, to oddzwoni. A to byłam, do jasnej cholery, ja... I do tego zadzwoniłam ponownie. Gdy usłyszałam dzwonek, znowu podniosłam słuchawkę. Słyszę ciszę, więc się rozłączyłam. Zadzwoniłam po raz trzeci (!!) i znowu odebrałam, już nieźle wkurzona, kto mi dupę zawraca i dlaczego się nie odzywa.
Usłyszałam swoje głośne: „Halo, haaaloo!!” w komórce, którą trzymałam w ręce (nie ogarnęłam od razu, że to ja), więc przyłożyłam komórkę do ucha i, niewiele myśląc, się odezwałam. Oczywiście nikt mi nie odpowiedział, dopiero jak spojrzałam jednocześnie na domowy i komórkę w swoich dłoniach pojęłam, co się właśnie odjaniepawliło.

Do dzisiaj mam z tego bekę i jednocześnie wstyd mi, że mnie tak zaćmiło :D

#U8S9f

Jestem w 9 miesiącu ciąży i od początku ciąży miałam gazy, nie były głośne, ale czasem śmierdzące i dość częste.

Wczoraj stałam w dość dużej kolejce w aptece, gdy zaczęło mi się zbierać na takiego bączka... Gdyby nie to, że stała za mną ok. 4-letnia dziewczynka, która miała głowę na wysokości mojego tyłka, i nagle zaczęła krzyczeć: „O fuuuuu! Co to tak śmierdzi?!”, to może i by się nikt nie dowiedział :/

#PFiwa

Mój ŚP. wujek opowiadał kiedyś, jak jechał szosą po deszczu do innego miasta. Na prostym odcinku z podwójną ciągłą stała milicja (to jeszcze tamte czasy były). Żeby nie ochlapać milicjanta, ominął kałużę, przecinając linię ciągłą. Sto metrów dalej został zatrzymany przez drugiego milicjanta i ukarany mandatem. Zapłacił.

Kawałek dalej zawrócił, po czym jeszcze raz przejechał tę samą trasę, ochlapując obu milicjantów.

Nigdy nie żałował wydanych pieniędzy.

#2IzmI

Miałam wtedy 7 lat, kochałam śpiewać, chociaż nie wychodziło mi to najlepiej.
Rodzice zostawiali mnie samą w domu, najczęściej na kilka godzin. Ja pełna pasji i marzenia wystąpienia na scenie z prawdziwą publicznością wychodziłam w tym czasie na balkon i krzyczałam: „Jest publiczność?? Nie słyszę was, głośniej!!”. A później śpiewałam wszystkie „hity”, jakie znałam po angielsku, dodając wymyślone przeze mnie słowa.

Sąsiedzi musieli mieć niezłą bekę :)))

#OpC97

Mam przyrodnie rodzeństwo sporo młodsze ode mnie w dość sporej liczbie. Dodatkowo jestem też studentką i jak na studenta przystało, ciągle mi brakuje pieniędzy. Zwłaszcza teraz, kiedy mam bardzo ciężki semestr i pracę ograniczyłam do minimum, aby poradzić sobie ze wszystkimi zaliczeniami. Dlatego święta są dla mnie bardzo trudnym okresem w roku. Mimo to starałam się kupić mojemu rodzeństwu chociaż coś małego. Przykładowy prezent dla 7-latki to skarpetki i trochę lepszych słodyczy. 
Prezenty dałam po wigilii, więc wiadomo było, że są ode mnie. Komentarze, jakie usłyszałam od dzieci, były bardzo przykre. „Słodycze to nie prezent”, „czemu nie kupiłaś nam nic fajnego?”, „kiedy przywieziesz nam prawdziwe prezenty?”, „po co przyjechałaś, jak nic nie przywiozłaś?”. Najgorsze jest to, że nikt, ani nasz wspólny rodzic, ani ten tylko ich, nie zwrócił nikomu uwagi. Ja nie dostałam nic od nikogo, ale nie wydaje mi się, żeby to było najważniejsze. Chciałam im sprawić przyjemność, a skończyło się to dla mnie przykrością. Smutne.

#mIQIp

Moja żona po 10 latach związku, w tym 7,5 małżeństwa, zdradziła mnie emocjonalnie (ale nie fizycznie) z kolegą z pracy. Zaczęło się po tym, jak zmieniła pracę, poznała go, polubiła, coraz więcej o nim mówiła. Potem doszło do tego pisanie, często i gęsto do późnej nocy albo skoro świt przed wstaniem z łóżka. Było to wszystko jakiś rok temu. Jakieś wyjście na kawę z nim i z dziećmi itp., aż któregoś razu poszła na imprezę firmową i o dziesiątej kontakt się urwał. Wróciła o drugiej w nocy i powiedziała, że się z nim urwała z tej imprezy i przenieśli się do innej części miasta do klubu, we dwoje. Jak gdyby nigdy nic, „po koleżeńsku”. Potem pisała z nim coraz więcej i więcej, wysyłała mu swoje zdjęcia, zdjęcia posiłków i miejsc, w których bywała. Opowiadała mu wszystko. Były też żarty na mój temat z jego strony, a ona nie reagowała, sama zresztą też czasem robiła podśmiechujki. Za każdym razem, gdy się o to wszystko denerwowałem i mówiłem, że sobie tego nie życzę, to mówiła mi, że przesadzam, że sobie wkręcam, że to tylko kolega i nie mam o co być zazdrosny. Doprowadziło mnie to do depresji z myślami suicydalnymi. Kilka razy jej sprawdziłem telefon. Wszystko trwało ok. 3-4 miesięcy. Obiecywała, że przestanie, przyznawała mi rację, przepraszała, a potem znów z nim pisała i coraz bardziej ukrywała telefon. Potrafiła mu wysyłać swoje zdjęcia, jak byliśmy razem w restauracji, on oczywiście wysyłał jej serduszka i że ładnie wygląda. Pisała mu o wszystkim, opowiadała mu więcej niż mi... Ten facet wiedział o niej więcej ode mnie w tamtym czasie. W dodatku nie była jego pierwszą taką „koleżanką”, bo się sam jej przyznał, że z jedną prawie wylądował w łóżku. W końcu walnąłem pięścią w stół i powiedziałem, że albo on wypie*dala z jej życia, albo ona z mojego. I terapia par albo rozwód. Zakończyła tę relację, poszliśmy na terapię pół roku temu. 
Teraz jest między nami bardzo dobrze, zaczęliśmy związek praktycznie od nowa. Ale już nigdy nie powiem, że będziemy razem do końca życia. Rok temu dałbym sobie za to rękę uciąć. Dziś wiem, że pewna jest tylko śmierć. Zniszczyło mnie to psychicznie, żyję w lęku, że kiedyś to wróci. Już jej nigdy tak bardzo nie zaufam. Mimo że „kolega” znalazł sobie nową ofiarę swoich zalotów, to wciąż nie czuję się pewnie. Chciałbym kiedyś mu nagadać i opowiedzieć wszystko jego żonie.

#QozAb

Jestem obecnie w drugiej klasie liceum i mam naprawdę cudowną grupę znajomych. Szczerze, wszyscy są tak mili, zabawni i pomocni, że aż ciężko mi w to uwierzyć. Jest w tej grupie jeden chłopak, który kompletnie zawrócił mi w głowie. Nigdy nie czułam się tak z kimkolwiek innym, jest on cudowną osobą. Ostatnio zaczął wykonywać pewne ruchy wobec mnie, które zinterpretowałam jako romantyczne, więc uznałam, że odwzajemnia moje uczucie. Zebrałam się więc na odwagę i wyznałam mu wszystko. Niestety, okazało się, że kobiety nie są w jego typie :|

#RRqam

Nienawidzę grubych ludzi (nie mówię tu o chorych, którzy przytyli przez leki czy coś). W tv jest program pt. „Historie wielkiej wagi”, sam zwiastun doprowadzał mnie do szału. Ludzie nie jedli, tylko żarli wszystko, co jadalne, a potem płakali „ojoj, jestem gruba, nie dam rady tak dalej żyć, tak mi źle...”. To po co tyle żarli? Jak widzę takich ludzi, to aż mi niedobrze. Te zwały tłuszczu, obwisłe brzuchy, podwójne podbródki, twarze okrągłe jak księżyc w pełni... I jeszcze ten smród... Każda otyła osoba jest cały czas spocona. A co za tym idzie? Smród jak z chlewu.

Co w tym anonimowego? Rodzina mojego męża tak wygląda... O ile teściowa jest OK, tak teść i szwagier to kosmos. Odwiedziny u nich to dla mnie tortury, więc ograniczyłam je do minimum. Nie mogłam patrzeć na wiecznie żującego coś teścia i szwagra. A to kiełbaska, a to kaszanka, a to jakaś kanapka. Na obiad koniecznie góra ziemniaków ociekająca tłuszczem. Na kolację cały bochenek chleba, do tego pasztecik, majonez, keczup czy inne tego typu rzeczy. Jeden większy od drugiego. Z boku można pomyśleć, że mój mąż to nie ich syn, bo szczupły jak szczypiorek, ale on pracuje fizycznie i może dlatego wygląda, jak wygląda. A teść? Cały dzień tylko siedzi i przeżuwa... Ohyda.
Dodaj anonimowe wyznanie