#28iCn
Pewnego razu poszłam na plac zabaw i miałam wrócić o wyznaczonej godzinie, ale oczywiście się spóźniłam gdzieś o 30 minut. Jak weszłam do domu, mama oznajmiła mi, że się bardzo martwiła i zadzwoniła już na policję i zgłosiła moje zaginięcie. Kazała mi zadzwonić na komisariat, powiedzieć jak się nazywam i że wcale nie zaginęłam, tylko się spóźniłam do domu.
Do dziś pamiętam swoją panikę i płacz, stanie przy wiszącym telefonie stacjonarnym (!!) i próbę wykręcenia numeru na policję.
Mama w końcu pozwoliła mi odejść i nie zadzwoniłam, ale od tego czasu już się nie spóźniałam.
Dzięki, mamo! Teraz wiem, że zgłoszenia nie było, ale nauczkę dostałam.
Dobre :D
Też pamiętam, jak babcia szukała mnie po całej ośce, gdzie ja poszłam na sąsiednią. Kiedy ja beztrosko bawiłam się z kolegami, moja biedna babcia wzniosła takie larum, że szukało mnie z 10 osób. Kiedy wreszcie wróciłam do domu, dostałam taki opieprz, że ruski rok pamiętałam. No ale cóż - szczęśliwi czasu nie liczą ;). A to były najwspanialsze lata mojego życia.
Brzmi trochę jakbyś się spoznila kilka lat :)
Też jak za dzieciaka do innych dzieciaków wychodziłem, to nie wracałem na czas. Nie miałem nawet na czym go sprawdzić. Jak się bawiłem to bawiłem i wracałem, gdy zostałem sam na dworze, bo reszta już poszła do domów. Mama zawsze krzyczała, dlatego przynosiłem jej zawsze parę zebranych stokrotek z ogródka - nie działało za dobrze, jednak jej lekki uśmiech był już sukcesem.
Na początku gimnazjum zawsze sie spozniałem do domu, tak żeby zrobić rodzicom na złość. Ale pewnego dnia miarka sie przebrała, mama sie wkurzyła i nie wpuściła mnie do domu, a kluczy sam nie miałem..I stałem tak pod drzwiami przez pare godzin. W sumie to była dobra nauczka,bo juz wiecej sie nie spoznilem, stanie pod drzwiami nie jest fajnym zajęciem :D
Jak dla mnie trochę kretyński pomysł, ale ok.
Patrząc z perspektywy rodzica wydaje mi się, że nie taki kretyński pomysł. Gdyby moje dzieci notorycznie spóźniały się do domu też bym coś w ten deseń wymyśliła. Raz, drugi, dziesiąty można prosić, rozmawiać, tłumaczyć. Ale jeśli dziecko pomimo to nadal nie wywiązuje się z obowiązku warto delikatnie postraszyć. NP jak mama z wyznania. Jeśliby dziecku coś się stało w tym czasie, kiedy się spóźnia, a ja bym nie reagowała to bym sobie tego nie wybaczyła.
Ja w tej metodzie nie widzę zastraszania. Jeżeli dziecko nie dostosowało się do wcześniejszych próśb i nie reagowało na tłumaczenia, to trzeba spróbować innym sposobem. Matka wcale nie straszyła dziecka, że jak będzie się spóźniać to np ktoś je porwie, czy stanie mu się jakaś krzywda. Po prostu w dosadny sposób pokazała, że trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny. A powiedzenie, że trzeba zadzwonić i porozmawiać z panem policjantem, wcale nie jest moim zdaniem żadną groźbą ani zastraszaniem.
Bardziej chodziło mi o to, że celem matki nie było zastraszenie córki. Jak dziecko nabałagani w pokoju i każesz mu posprzątać to też bardzo często płacze, chociaż nie taki był cel. Myślę, ze matka autorki nie chciała wywołać u niej uczucia paniki, tylko dać jej łatwą do zapamiętania lekcję.
Serio myślisz, że jej mama nie dawała już jej kar na wyjścia? Na pewno najpierw były szlabany, a później dopiero te kłamstwo z policją.
RickForrester, jestem po twojej stronie, spoko. Zawsze jak piszę tego typu komentarze jak ty pod wyznaniami o dzieciach, to ludzie mnie minusują jak szaleni. Przy tym zawsze komentarze typu "nienawidzę bachorów" mają dużo plusów, także nie myśl, że coś tu z tobą jest nie tak.
RickForrester - czemu zastraszanie? Chodziło raczej o wywołanie wstydu u dziecka, bo dziecko panicznie pewnie wstydziło się dzwonić do kogoś obcego, przepraszać i przyznać się, ze się spóźniło. Uważam, ze metoda była dobra, bo dziecko na karę zasługiwało, a nie było to bicie ani krzyk, tylko postawienie dziecka w sytuacji, ze ma wziąć odpowiedzialność za swoje spóźnienie. Dodatkowo, taka metoda spowodowała długotrwałe dobre skutki, bo dziecko przestało się spóźniać, a rodzice się przestali martwić. Z dziećmi czasami tak trzeba, tez dla ich dobra. I gdyby to było zastraszanie, to raczej by powiedziała "teraz panowie policjanci przyjadą i zabiorą cię na komisariat".
To jest dobry pomysł. Okropne uczucie nie wiedzieć gdzie jest dziecko i co się z nim dzieje, więc autorka miała nauczkę i matka nie musiała się więcej martwić. Może nawet wykorzystam kiedyś ten pomysł na moim przyszłym potomku :D
Trochę nie fajnie, że polskie dzieci panicznie boją się policji.
Tak na pewno...myślisz, ze dziecko by nie spanikowało jakby kazała mu zadzwonić do szpitala/opieki społecznej/kogokolwiek itd? Czy Wy nie rozumiecie, ze tu chodzi o wywołanie wstydu, dziecko się wstydzi dzwonić do obcych, przepraszać i mówić, ze się spóźniło.
Najgorsza forma wychowywania dzieci.
A potem opinie mamy jakie mamy...
Boże jak mnie denerwują ci co minusują. A potem że "wszędzie dookoła debile", oczywiscie sami nie umieją zdiagnozować siebie i swojego problemu. Oczywiście że masz rację, jest to najgorsza forma wychowywania dzieci.
@marmoladka555 czemu tu się dziwić, skoro jakieś 80% tutejszych użytkowników, to jeszcze dzieci, które nie mają pojęcia o chowaniu potomstwa...
Dla nich się tylko liczy JP na 100%
Rodzice nadopiekuńczy.