#2byCT
Nie kontaktowałam się z rodziną przez dwa miesiące. Znalazłam pokój, pracę. W miarę normalne życie. Po jakimś czasie zadzwoniłam do mamy - rozmowa trwała może minutę i ojciec wyrwał mamie słuchawkę.
Po kilku latach postanowiłam przyjechać do Polski, odwiedzić znajomych i spotkać się z mamą. Poszłam również na cmentarz zapalić znicz na grobie dziadków. Szłam przez cmentarz, gdy coś przykuło moją uwagę. Nagrobek z moim imieniem i nazwiskiem. Podchodząc bliżej nie miałam wątpliwości - moi rodzice pochowali mnie za życia... Podobno starali się o uznanie mnie za osobę zmarłą ze względu na brak kontaktu od ponad 5 lat.
Jak się domyślacie, tego samego dnia byłam w drodze do domu. Nie chcę mieć już z moją rodziną nic wspólnego. Skoro dla nich umarłam, to okej.
Do dzisiaj czuję dreszcz na myśl, że stałam nad własnym grobem, na którym paliły się znicze.
W przypadku osoby zaginionej, nagrobek można postawić po sądowym uznaniu jej za zmarłą i przedstawieniu aktu zgonu zarządcy cmentarza. Wniosek o uznanie osoby zaginionej za zmarłą można składać po upływie 10 lat od jej zaginięcia, z pewnymi wyjątkami, o których nie ma mowy w tym wyznaniu.
A jak w domu było ,,nieustanne picie”, to tacy rodzice na pewno by nie wydawali kasy na nagrobek.
Do tego jeszcze taka osoba musi być zgłoszona jako zaginiona. Wtedy policja rozpoczyna procedurę poszukiwawczą, min. wysyłane są zapytania do odpowiednich służb w innych krajach, czy dana osoba nie widnieje w ich rejestrach. Jeżeli autorka za granicą posługiwała się swoimi dokumentami, rejestrowała gdzieś pod własnym imieniem i nazwiskiem, pracowała legalnie itd. to jej dane na pewno pojawią się w jakimś rejestrze, a wtedy odpowiednie służby danego państwa mają obowiązek udzielić informacji naszym służbom.
Ale jeżeli taka osoba która celowo zerwała kontakt z rodziną odnajdzie się, to policja nie ma obowiązku informowanie rodziny o miejscu przebywania takiej osoby, może co najwyżej poinformować rodzinę, że ta osoba żyje i nie życzy sobie kontaktów.
Tak, na pewno tak było. Nikt by Cię nie uznał za zmarłą bez orzeczenia, bez ciała, bez dochodzenia a tam na pewno by wyszło na jaw, że zadzwoniłaś wtedy raz, po dochodzeniu byłoby wiadomo skąd i by wyszło na jaw, że z zagranicy. A bez tego wszystkiego nikt by nie wydał aktu zgonu. Nie mówiąc że z reguły ma się kontakt z jakimś znajomym i Ty byś wiedziała o "pogrzebie", a policja o Twoim wyjeździe. Jak dla mnie zmyślone, może nawet przez jakiś czat.
Wbrew pozorom można postawić nagrobek osobie, która żyje i która nie została prawnie uznana za zmarłą. Tylko wtedy taki nagrobek nie ma statusu grobu, tylko co najwyżej pomnika ku pamięci.
Inna sprawa, że powinnaś sprawdzić swój status, czy nie widniejesz w bazach danych jako osoba poszukiwana i zgłosić że celowo zerwałaś kontakt z rodziną.
Tylko upewnij się, że pozgłaszasz to do urzędów, że żyjesz i masz się dobrze. Głupio by było zostać uznaną za faktycznie zmarłą i nie móc nic zrobić i załatwić "bo wedle papierów pani nie żyje".
I zanim ktoś powie "ale to tak nie działa i urząd sobie na wniosek tak o nie może uznać kogoś za zmarłego" - nie może, ale niech coś popitolą w urzędzie i problem gotowy.