#3E9y7
W drodze do domu poczułam, że za moment zacznie mi kapać z nosa, niestety chyba pierwszy raz od bardzo długiego czasu wyszłam z domu bez chusteczki. Szybko zalałam się krwią z nosa, a jedyne co mogłam zrobić to powstrzymać kapanie dłonią. Co gorsza, nie dość, że nie miałam się czym wytrzeć, to jeszcze założyłam tego dnia białą sukienkę. Wyglądałam, jakbym miała za chwilę umrzeć. Cała twarz we krwi, o ubraniu już nie wspomnę.
Mijało mnie sporo osób, podchodziłam do niektórych, żeby poprosić o jedną chusteczkę, ale usta zakleiła mi krew, więc moje mówienie przypominało bełkot. Najzabawniejsza była kobieta w słuchawkach, która na mój widok zaczęła... uciekać. A także starsza pani, która szeptała pod nosem coś o "szatańskich dopalaczach" i "niewychowanej młodzieży".
W połowie drogi musiałam oprzeć się o jakiś budynek, bo było mi zbyt ciężko i zbyt słabo. Nikt się nie zatrzymał, nie zapytał co się stało. Byłam bardziej niewidzialna niż Harry Potter pod swoją peleryną niewidką.
Dopiero pod domem jakiś mężczyzna w samochodzie zatrzymał się na poboczu i dał mi całą paczkę chusteczek. I chociaż za tę jedną jedyną reakcję dziękuję.
Znieczulica level hard
Tak na prawdę to nie jest do końca znieczulica, a bardziej instynkt stadny. Ludzie oczekują, że skoro są inni, to oni to zrobią. Łatwiej im pozbyć się poczucia winy "przecież nie jestem jedyny, który to widzi. Na pewno ktoś jej pomoże". Tego typu eksperymenty pokazały, że wiele ludzi reaguje DOPIERO kiedy już jakiś człowiek pomaga. Choć moherek z pewnością się tu głupio zachował. Dokładnie można to też zauważyć, gdyż autorka napisała, że dopiero pod domem ktoś jej pomógł. Tam zapewno osób było znacznie mniej (może sam kierowca nawet) przez co jej szanse na pomoc wzrosły. Raz był nawet przypadek gdzie przez ten stadni instynkt kobietę zgwałcono wyciągu dnia w tłumie i nikt nawet na to nie spojrzał.
W ciągu *
Czy ludzie są aż tak zjebani? Jestem w ciężkim szoku -.-
Oczywiście, że są. Po skoku mojego taty z dziesiątego piętra zebrało się mnóstwo "ludzi", a pierwszej pomocy nikt nie chciał udzielić, musiałem sam tych debili odganiać żeby się nim zająć. Jakby to był jakiś performance.
Nie chcę brzmieć niedelikatnie, po prostu jestem ciekawa - czy po upadku z dziesiątego piętra udzielanie pierwszej pomocy ma jeszcze w ogóle sens?
Słyszałam o paru przypadkach, gdzie po wypadnięciu z "zaledwie" trzeciego lub piątego piętra nie było co zbierać lub osoba była bardzo trudna do odratowania, stąd moje pytanie.
Kiedyś na fizyce takie coś obliczalismy(oczywiście z założeniem, że piętra miały jakastam wysokość itp). I wyszło, że powyżej siedmiu nie ma raczej szans. Oczywiście to nie obliczenia naukowe, ale wątpię, żeby większość osób miała szansę przeżyć. :(
Przeżyłam upadek z 15 metrów. Rozluźniłam całkowicie ciało, bo byłam pewna, że zginę i zaczęło mi się wydawać, że "wychodzę" z ciała. Tak więc to nie jest tak, że na 100% zginiesz. Aczkolwiek 10 piętro - tu już raczej marne szanse.
Wtedy jeszcze oddychał. Po skoku z wysokości szanse na przeżycie to góra 10%, ale wciąż istnieją.
Dziękuję za odpowiedzi.
Dlatego napisałam, że raczej tych obliczeń nie można traktować jako pewnych, bo wykluczaly dzialanie innych czynnikow(bardzo dużo przecież zależy też od tego jak się spadnie, na jaką powierzchnię i czy ciało jest rozluźnione). Po prostu siła z jaką człowiek przywala w podłoże jest na tyle duża, że przy większej wysokości można zejść prawie na miejscu, a szanse w sumie nie są takie duże. :(
Powyżej (około) 7 piętra prędkość już nie rośnie i jest ciagle taka sama... Ma się po prostu więcej czasu na spadanie, więc wchodzenie wyżej niż 7 to bezsens (jeśli chce się zabic) :)
Słowa pani doktor fizyki, uwielbiam ją <3
A ja naprawdę nie wiem gdzie wy mieszkacie, że macie dookoła taką znieczulicę. Kiedy źle się poczułam na ulicy i przykucnęłam pod murem oblewając sobie czoło wodą, zaraz stały przy mnie 4 osoby pytając, czy w czymś pomóc albo wezwać pogotowie. Podobnie jak poczułam się słabo w tramwaju, natychmiast ustąpiono mi miejsca, a jacyś chłopcy wachlowali mnie teczkami. Ani razu nie spotkałam się z sytuacją, żeby ktoś nie pomógł potrzebującemu.
Uczyłam się kiedyś jezdzić na deskorolce. Wiadomo, na początku każdy kamyczek czy szyszka może przewrócić. Raz zdażyło mi się jechac po uliczce obok osiedla - niedziela, mało samochodów, duzo ludzi z dziećmi. Wywaliłam sięcpo osiągnieciu dość duzej szybkości. Leżałam na ziemi i zwijałam się z bólu, krew ciekła mi z kolan i rąk. Nie pomógł nikt, ludzie tylko stali i się patrzyli. Nie było jakoś bardzo źle, udalo mi soe wstac i doczłapac do domu, ale boję się co by było, gdyby jechał tamtędy samochód...
Czego ludzie się boją?! Nie rozumiem takiego znieczulenia.
Ja mogę odpowiedzieć z mojej perspektywy. Jestem szalenie wrażliwa i widok krwi działa na mnie okropnie. Wystarczy, że ktoś tylko zasugeruje, że coś się złego dzieje, to natychmiast oblewam się zimnym potem i mi się robi słabo. Gdy mój brat zemdlał, to nie mogłam mu pomóc, bo mi samej się słabo zrobiło. Niestety jestem jedną z tych "nieczułych" osób, które odwracają wzrok od nieszczęścia, ale bynajmniej nie z braku chęci pomocy, a z faktu, że gdybym podeszła, to najzwyczajniej w świecie bym zemdlała i mnie samą trzeba by wtedy ratować.
No i ty masz porządne usprawiedliwienie, twoja pomoc ogranicza się do wezwania odpowiednich służb, ale takie przypadki zdarzają się może nie rzadko, ale na pewno nie często.
Już myślałem, że nie ma nikogo takiego jak ja, też nie znoszę lata, to znaczy ja nie mam nic przeciwko, natomiast mój organizm jak najbardziej. Kiedy tylko robi się ciepło, zaczyna się: zatkany nos, zanik węchu, krew z nosa, silne mdłości i wiele innych raczej nieciekawych rzeczy. Zima to moja ulubiona pora roku, dopiero wtedy da się żyć.
Znieczulica totalna. Czy to naprawdę jest problem żeby pomóc? Ludzie!
Duży plus za "tę" reakcję, zamiast "tą". Szanuję ludzi, którzy potrafią się posługiwać naszym językiem! :) Zdrowia!
Jene czemu ci krew z nosa leciało? Straszne
Niektórzy mają słaba naczynka i mogą tak reagować na przeciążenie organizmu(moja koleżanka tak ma :I). Powodów oczywiście może być więcej.
Niektórzy tak reagują na brak śniadania. Ja też czuję jakieś takie osłabienie, mój kolega za to zemdlał i powybijał zęby.
Też nie cierpie lata :D na szczęście już koniec i zima mmm :D
Ja kiedyś miałam podobną sytuację. Tylko, że była wtedy jesień a nie lato. Skończyłam lekcje i chodziłam trochę po mieście, bo miałam sporo czasu do autobusu. Nagle zobaczyłam młodą dziewczynę, ktorej dość mocno leciała krew z nosa. Wszyscy tylko przechodzili i się patrzyli, czasem komentując coś pod nosem. Dziewczyna była cała we krwi. Ja niestety nie miałam chusteczek. I tak właśnie zajęłam kurtkę, zajęłam koszulę i dałam jej żeby zatamowała krew. Dziewczyna się wytarła, z czasem krew przestała lecieć i tyle. Choć nie była chętna żeby użyć mojej nowej koszuli. No cóż, koszulę straciłam ale pomogłam i zyskałam fajną znajomą ☺