#46JLS
Jeszcze w liceum podobała mi się koleżanka, nazwijmy ją dla ułatwienia K. Kolega się o tym dowiedział I stwierdził, że wszystko załatwi i że będę mu jeszcze dziękował. Jako, że wtedy poziom mojej pewności siebie mocno spadł zgodziłem się na taką "pomoc", chociaż nie do końca wiedziałem jak ma ona wyglądać. Przez kilka dni rozmawiał z dziewczyną, po czym powiedział mi, że nic z tego nie będzie i bardzo mu przykro, bo ona nie widzi we mnie materiału na chłopaka. Wtedy kompletnie się załamałem, ale żyje się dalej, znalazłem dziewczynę po kilku miesiącach, a właściwie to ona znalazła mnie.
Historia właściwa, kilka lat później. Mój kolega i moja "była niedoszła" są już od kilku lat razem, skończyliśmy liceum już chwilę temu, poszliśmy do jednego miasta na studia, ale kontakt nam się trochę urwał. Spotkałem ją przypadkiem na juwenaliach, pogadaliśmy chwilę, zaczęliśmy ze sobą pisać w wolnym czasie. Ja miałem dziewczynę, ona chłopaka, ale cały czas miałem z tyłu głowy myśl, że kiedyś mnie odrzuciła i w końcu po alkoholu spytałem, czy był jakiś konkretny powód. Zdziwiona odpowiedziała mi, że mój "kolega" przedstawił jej inną wersję mówiąc jej, że nie jestem nią zainteresowany, a poza tym jestem typowym smutasem i tylko by się ze mną męczyła, a polubił ją i chce dla niej dobrze.
Zaczęliśmy się spotykać w wolnym czasie, oczywiście potajemnie, kiedy w końcu stwierdziłem, że trzeba coś zmienić, nie możemy okłamywać naszych partnerów. Ona zerwała pierwsza, ja chciałem poczekać kilka dni do urodzin dziewczyny i kilka dni po nich zerwać, żeby nie zostawiać jej zaraz przed jej urodzinami. Jednak K. się rozmyśliła. Nie odpisywała, nie odbierała, w końcu dorwałem ją na mieście, chciałem tylko porozmawiać. Stwierdziła, że nie jest gotowa na związek i nie chce ze mną rozmawiać. Poczułem się jakby ktoś rozciął moją starą bliznę i otwartą ranę posypał solą. Straciłem ją drugi raz, rozbiłem dwa związki i w zasadzie złamałem cztery serca. Najgorsze jest to, że tak naprawdę rozmawialiśmy ze sobą może dwa miesiące, a czułem jakbym znał ją całe życie, brakuje mi rozmowy z nią, jej oczu, nie potrafię niczym zapełnić pustki.
Następnym razem, zamiast wyręczać się nieuczciwymi kolegami, sam załatw sobie laskę ;-)
Narazie to on sobie sam marszczy Freda
Wyjaśniłem sytuację w komentarzu niżej. @Przekliniak kiedyś zrozumiesz, że nie tylko seks się liczy na tym świecie ;)
Raczej większość facetów nie jest na tyle rozciągnięta
@C30C39
Dla mnie liczy się jedzenie i mój pies
No chyba to wie, bo pote, znalazł sobei sam laskę? Typowy komentarz, żeby się dojebać.
Twój "kolega" powinien od Ciebie oberwać w zęby - dla zasady. Bardzo dobrze, że doprowadziłeś do rozbicia związku "kolegi" z K. - skoro zdradził Ciebie to i dziewczynę prędzej czy później też był zdradził. Ten funfel to taki typ frajera. Dla niej dobrze, bo zerwała z gnojem. Jedynie Twojej dziewczyny mi szkoda.
*"też BY zdradził", literówka ;)
Miałam w sumie całkiem podobną sytuację tylko byłam po "drugiej stronie". Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała mi, że podoba jej się jeden chłopak o dwa lata starszy, to było jeszcze za czasów gimnazjum. Napisałam do niego i się "dopytywałam" czy moja przyjaciółka mu się podoba, czy mógłby z nią być itd. oczywiście nie tak otwarcie. Stety niestety powiedział i mi i jej, że nic z tego nie będzie. Zaczęłam z nim więcej pisać, kolegować, no i zaczęliśmy się spotykać. Moja przyjaciółka dowiedziała się o tym chyba dopiero na chwile przed zerwaniem, lub już po nim.
Dlatego lepiej poprosić o pomoc jakieś koleżanki dziewczyny, a nie swojego kolegę.... To jest dużo bezpieczniejsza i bardziej opłacalna opcja, bo zazwyczaj dziewczyna słucha swoich najbliższych koleżanek jak mało kogo. Na 90% jest sznasa powodzenia w takim wypadku.
"zazwyczaj dziewczyna słucha swoich najbliższych koleżanek jak mało kogo." ciekawa jestem skąd te wnioski
Cześć, jestem autorem tego wyznania, pisze z drugiego konta, bo mój nick jest niezbyt anonimowy, byłem zielony jak zakładałem konto I popełniłem błąd, wybierając nick taki jak wszędzie. Nie prosiłem kolegi o pomoc, najwyrazniej nie napisałem o tym niewystarczająco jasno. Sam zaproponował pomoc podczas luźnej rozmowy, gdy mówiliśmy o tym kto się komu podoba. Chwilę wcześniej dostałem kosza od pierwszej licealnej miłości, jeśli mogę to tak nazwać i niezbyt wierzyłem w siebie. Więc gdy zaproponował pomoc stwierdziłem, że nawet jeśli nie pomoże, to nie zaszkodzi, to był mój błąd jak widać.
@C**
Szczerze- podłe z jego strony, co bynajmniej nie znaczy, że pochwalam twoje zachowanie wobec kolejnej :/
@pXiX nie chciałem jej oszukiwać, dlatego w obecnym momencie jestem już singlem, mimo, że z K. nie mam kontaktu. Zresztą, nie napisałem tego w wyznaniu, ale kiedy spotykaliśmy się z K. nie robiliśmy nic "nieodpowiedniego". Po prostu spędzaliśmy ze sobą czas, czasem szliśmy do kina, jak był jakiś luzniejezy film, gdzie była pusta sala, przytulaliśmy się i w gruncie rzeczy tyle. Może nie było to z końca uczciwe z moją wtedy obecną dziewczyną, ale raczej nikt jest na takie coś przygotowany. Sam nie widziałem co mam zrobić, to dosyć trudna sytuacja, przynajmniej dla mnie.
A ja polecam samemu takie rzeczy załatwiać. Nie chciałabym być z osobą, która wysyła do mnie kolegów, czy koleżanki, bo się mnie boi. I potem taki śmieszny związek, że zamiast mi coś powiedzieć prosto w twarz, to też najpierw przeszłoby to przez łańcuch kolegów i koleżanek. Znam to xD
Kretyn. Leć do tej swojej kilkuletniej dziewczyny z dużym bukietem kwiatów w zębach.