#51roa
Żonę znam tak długo, jak z nią jestem, ostatnio minęło 6 lat. Zawsze nam się układało, nie było większych konfliktów i te wady co ja w sobie sam widziałem, jej nigdy nie przeszkadzały. Bardzo długo byliśmy szczęśliwi, po ślubie zamieszkałem w jej rodzinnym domu wraz z teściami, każdy zajmuje osobne piętro i mogę rzec, że z jej rodzicami bardzo dobrze się dogaduję, a ostatnio na pewno lepiej niż z nią. Teraz mamy dziecko, które obecnie daje mi chyba najwięcej radości, ale są momenty, gdzie zostaję dobity do ziemi przez żonę i odechciewa mi się dosłownie wszystkiego. Otóż moja żona zaczęła krytykować dosłownie każdy aspekt mojego życia.
Zacznijmy od pracy. Jestem na stanowisku menadżerskim, ale w średniej firmie (70 osób), moje zarobki są dość przyzwoite, choć moja praca bardzo często mnie irytuje i niestety ciągnie się czasami do domu (czasem trzeba odebrać telefon, zalogować się tu i tam i podjąć jakąś decyzję). Oczywiście moja żona krytykuje wszystko w mojej pracy, od tego, jak nasza firma jest zarządzana, mojego przełożonego, moich podopiecznych i to, że za dużo wysiłku wkładam w swoją pracę (nie chodzi, że po pracy).
Idziemy dalej, czyli koledzy. Żaden z moich kolegów nawet nie dorasta jej do pięt (według niej oczywiście) i wszyscy są albo oblechami, albo debilami. Jak uda mi się wyrwać na jakąś kulturalną domówkę do jednego z nich raz na ruski rok, to jest dobrze, nie wspominając o zapraszaniu ich do siebie. Oczywiście ja nie powinienem na nich tracić czasu.
Hobbistycznie gram w gry, a raczej grałem, bo po każdej dłuższej sesji na komputerze lub konsoli dostaję kazanie, jak to się zachowuję jak dziecko i jestem niedojrzały, a gry, w które gram, są dla 15-latków. Kiedyś grałem też z kolegami online, ale to też ukróciła, bo „grałem sam do siebie przez komputer”. A jeszcze kilka lat temu nie miała nic przeciwko, ba, nawet był to dla niej plus, że ona też będzie miała czas na swoje serialiki, jak będę sobie grał.
Dziecko, którym, nie ukrywam, ona zajmuje się lwią częścią dnia, też może być powodem do krytyki mojej osoby. Ja uważam, że dziecko owszem, potrzebuje czułości, wspólnej zabawy, tańca itp., ale jak ono poznaje świat i porusza się samo po domu lub podwórku, to nie trzeba ciągle za nim łazić i patrzeć, czy nie zrobi sobie krzywdy. Owszem, przewróci się, uderzy w róg, ale się nauczy, tylko że jak dziecko przy mnie płacze, to ja jestem ten zły.
Podsumowując, nie wiem, co mam robić ze swoim życiem, jak wracam z pracy do domu. Na każdym kroku czeka na mnie toksyczna żona, z którą kiedyś byłem szczęśliwy i się prawdziwie kochałem. A ja chcę tylko zapewnić spokojną przyszłość mojej rodzinie.
Żonę znasz 6 lat, czyli dziecko ma nie więcej niż 5. To nie jest jeszcze wiek, w którym można dziecko zostawić samo sobie na podworku. Nie musisz za nim chodzić krok w krok, ale musisz być cały czas mniej więcej zorientowany gdzie jest i co chwilę sprawdzać czy wszystko ok, bo zawsze jest ryzyko wpadnięcia w jakąś studnię czy nadziania się na drut. Szczerze mówiąc jeśli Ty przy tak małym dziecku masz czas na granie czy spotkania z kolegami, to myślę, że głównym winowajcą całego tego stanu rzeczy jest pewnie przemęczenie i przebodzcowabie Twojej żony dzieckiem. Próbujcie rozmawiać o sytuacji, jak nie potraficie sami do czegoś dojść, to idźcie na terapię. Jeśli problem pojawił się po narodzeniu dziecka, to pewnie jest z nim związany. Chodzisz do pracy, masz odskocznię od dziecka i nie będzie dla Ciebie zrozumiałe jak męcząca jest stała ekspozycja dla Twojej żony, która zostaje w domu. Ona ma w tym wszystkim prawdopodobnie poczucie, że została odarta z wszystkich rozrywek i całą swoją energię poświęca na dziecko, a Ty szukasz zabaw w postaci np. grania czy spotykania się z kolegami i ją to frustruje
Musicie ustalić oczekiwania i potrzeby obu stron i spróbować na nie odpowiedzieć. Macie po prostu zupełnie różne sytuacje i perspektywy i się nie rozumiecie.
Ewentualnie jest ona z natury zołzowata i sprawia jej przyjemność zatruwania innym życia.
chybajednaknie gdyby tak było, to problem zacząłby się przed pojawieniem się dziecka
Dla mnie to wygląda jakbyś chciał żyć tak jak przed dzieckiem, ale te na ogół zmieniają życie i przyzwyczajenia rodziców.
Żona ciągle zajmuje się potomkiem, a ty zdziwiony że ona ma dość i przenosi to na wasze relacje.
Może zacznij być pełnoprawnym ojcem?
Szczęśliwa matka, to szczęśliwa żona.
Dokładnie. Powinien już dorosnąć i znaleźć sobie dorosłe hobby, jak depresja czy alkoholizm. Kto to widział w dorosłości grać w gry jak jakiś dzieciak.
Sam fakt, że ktoś gra w gry dziecinny nie jest. Ale u większości facetów sposób w jaki to realizują w związku jest dziecinny i bardzo irytujący. To nie jest hobby do którego siadasz raz na tydzień na dwie godzinki, jak akurat rzeczywiście nie ma nic do roboty i w każdej chwili możesz przerwać. To są wielogodzinne sesje, w momencie kiedy koledzy akurat przyszli, facet jest wyłączony z kontaktu co by się nie działo, i denerwuje się kiedy próbujesz zapytać o jakąś pomoc. Do tego dochodzą te pytania „już wytarłem kurze, umyłem naczynia, mogę chwilę pograć z chłopakami?”. Jak znudzony nastolatek do matki. Dodatkowo jest to hobby zupełnie nie pożyteczne. A jednak w sytuacji, gdy ma się młodego potomka dojrzali dorośli trochę zmieniają swój sposób spędzania czasu - zaczynają dbać o zdrowie, uprawiać sporty, robić ręcznie rzeczy (naprawiać samochód, robić meble własnoręcznie itd), interesują się inwestycjami. Facet z takim podejściem daje ogromne poczucie bezpieczeństwa kobiecie.
Uwierzcie, to nie jest tak, że naszym hobby jest gotowanie, robienie dżemików, przecierów, czytanie książek o macierzyństwie. Wolałybyśmy mieć hobby SPA, saunę, taniec itp. Zmieniamy to „hobby” tak, aby służyło rodzinie i by być ciągle w gotowości. Takiej samej dojrzałości oczekujemy od facetów. A nie naburmuszonego nastolatka, co nie może popykać z kolegami, bo mu każą dziecko zabawiać.
A ona ma teraz jakikolwiek czas na serialiki albo wyjścia z koleżankami czy tylko szanowny pan ma prawo mieć hobby a żona ma na okrągło z dzieckiem siedzieć?
Około 7 roku wspólnego życia z oczu spadają nam tzw. klapki. Nie ma już motyli w brzuchu, zauważamy wady partnera, nieraz zaczyna mam działać na nerwy. To najtrudniejszy moment. To moment, kiedy robi się ciężko, jeśli nie wypracowaliśmy pewnych rzeczy.
Porozmawiaj z żoną. Przedstaw jej jak wygląda twój dzień, co od niej słyszysz, co ci przeszkadza. Ale wysłuchaj też jej. Albo zaczniecie dbać o małżeństwo, o siebie nawzajem, albo będzie tylko gorzej.
Jeśli Twoja opowieść nie jest skrajnie przekoloryzowana i jednostronna, to Twoja żona jest niebywale niedojrzałą i śmieszną osobą.
Spotykasz się nonstop z krytyką, ale nie mówisz ani słowa o tym, jak na nią odpowiadasz. Żona sra na Twoją pracę, znajomych, hobby, zainteresowania itp., a co z Twoimi granicami? Ile razy powiedziałeś: słuchaj, rozumiem, że może być ciężko, ale nie będę tolerował mieszania mnie z błotem. Jeśli coś Ci nie odpowiada, porozmawiajmy o tym, ale nie myśl, że będę Ci na to pozwalał.
I tyle. Możesz grać w gry, możesz chodzić na domówki, możesz mieć znajomych. Ale musisz też być mężem i ojcem, co oznacza, że musisz być otwarty i świadomy też potrzeb swojej kobiety. Nie wiem, powiedz, że widzisz, że jest źle i co jej zdaniem moglibyście zrobić, by było lepiej. Jeśli jest w niej jakiś potencjał, to może coś z tego wyniknie. A jeśli nie, to zacznij się powoli nastawiać na rozwód, bo relacja w której nie jesteś szanowany, a ona ewidentnie czuje się źle albo czerpie satysfakcję z gnojenia Cię, raczej nie przetrwa próby czasu.
Powodzenia.
Każda kobieta będzie miała problem z facetem, który gra i żyje kolegami. Witaj w dorosłości.