#5wqR0

Chodziłam do 4 klasy podstawówki i mieliśmy wyjazd jakiejś grupki z katechetką do Zakopanego. Całe dwa tygodnie bez rodziców, no czyste szaleństwo :) Chodziliśmy po górach, zwiedzaliśmy różne schroniska i inne atrakcje, jednym słowem było extra. Do pewnego momentu...

Pamiętam jak dziś... dzień odwiedzin rodziców, wszystkie dzieciaki zaaferowane żeby pochwalić się rodzicom pamiątkami zakupionymi i ogólnie opowiedzieć co porabiały. Ale był jeden warunek - trzeba było najpierw zjeść obiad. Na obiad zupa jarzynowa, zjadliwa bo wszyscy zjedli. Lecz na drugie danie znienawidzone przeze mnie klopsy mięsne w sosie pomidorowym z kaszą.

Wszyscy jedzą a ja nic... ani tego kijem nie ruszę. Podchodzi do mnie opiekunka i wywiązuje się między nami dialog:

- A czemu Ty nie jesz?
- Bo ja proszę Pani bardzo nie lubię klopsów i niestety nie zjem (nieszczęśliwa mina)
- Ale to chociaż połowę.
- Ja tego nie zjem bo nie lubię!
- Ale musisz! Wszyscy jedzą to Ty też zjesz.
- (ja już w nerwach) Absolutnie nie zjem!
- W takim razie nie zobaczysz się z rodzicami! Warunkiem jest zjedzenie obiadu a ty go zjeść nie chcesz, więc z rodzicami się nie zobaczysz.

Kiedy to usłyszałam teatralnie zalałam się łzami, cała się trzęsłam i autentycznie myślałam że chyba umrę jak z rodzicami się nie zobaczę. Rozszlochałam się na dobre a jak wiadomo dziecko nie płacze z zamkniętą buzią więc pani opiekunka wpadła na genialny pomysł wepchania mi tego jedzenia na siłę do buzi. Efekt... stół, koleżanka siedząca obok, podłoga, opiekunka, ja - wszystko wyglądało jak kadr z filmu "Egzorcysta". Najlepiej wyglądała owa pani opiekunka - zwymiotowanego klopsa miała nawet we włosach. 

Rodzice jak się dowiedzieli co mi się stało dali reprymendę opiekunce a następnie mnie spakowali i zabrali do domu. Teraz mam 28 lat a nikt nie jest w stanie namówić mnie na zjedzenie klopsa ;)
hehehuhu Odpowiedz

Wkurza mnie takie zachowanie dorosłych. "Masz coś zjeść, żeby coś." Ludzie... ogarnijcie się. Jak ktoś czegoś nie lubi to po co go zmuszać. Moje zdanie. ;>

Patiszon

To tak jakby powiedziała do dziecka: Masz zjeść, bo nie będziesz mogła pójść przez dwa dni do toalety :|

Milucha

Dorosli nie jedzą i nie gotuja czegos czego nie lubią, gdzie tu logika namawiania dziecka żeby zjadło czegoś czego nie lubią, jeszcze z warunkami :/

hehehuhu

Zgadzam się Milucha. :>
Czemu rodzice mają mieć większe "uprawnienia". No coś tu nie halo. :)

eserxia

Ale co innego jest powiedzieć dziecku: Jak nie zjesz obiadu to nie obejrzysz bajki
a co innego: Jak nie zjesz klopsa to nie zobaczysz swoich rodziców, buahahaha!
To podłe. I chore. Nie wolno tak szantażować małych dzieci, bo nie.

julia333

rodzice chcą, żeby dziecko jadło rzeczy normalne- a nie same słodycze. trzeba się namęczyć, żeby podsunąć dziecku trochę zieleninki, czy kotlecika, bo dzieciaki chciałyby cały czas batoniki, albo naleśniki z dżemem- spoko,raz czy dwa w tygodniu obiad na słodko, no ale nie calusieńki czas. Dzieci jedzą oczami (bardziej niż dorośli) dlatego powinno się im dawać jedzenie na kolorowych talerzach, z kolorowymi sztućcami, ładnie ułożone itp :) teraz jest duży wybór takich rzeczy. Te 23 lata temu pewnie nikt o tym nie myślał, tylko wpychał na siłę, pamiętajmy, że były to czasy świeżo po PRL ;)

Milucha

Julia333 ja myślę że podejście opiekuna też dużo robi, wystarczy zachęcić pozytywnie a nie grozić dziecku bo tym bardziej się zniechęca. Zwykle ziemniaki z kotletem też mogą ładnie wyglądać. Ale to że ładnie wygląda, czy masz kolorowy talerz nie znaczy że dziecku będzie smakować, też zależy od tego jak żywisz swoje dziecko. Nawyki też dużo robią no ale jak nie smakuje coś to też nie jest problem. Jeżeli nie jest tak że nie smakuje wszystko :D

julia333

no wiadomo, że nie wszystko dziecku podejdzie ;) jeden nie lubi kotleta, a drugi zielonego groszku. ja nie znoszę cebuli- ile rodzice się namęczyli, by mi ją przemycić do jedzenia, a ja za każdym razem dłubałam i dłubałam tą cebulkę na bok. ;)
kolorowe talerze nie sprawią, że dziecko zje wszystko, ale zdecydowanie mogą zachęcić do zjedzenia obiadu. Podejście dużo daje- ja teraz uczę dziecko jeść samodzielnie... Spaghetti jest wszędzie, makaron z tuńczykiem młoda ma we włosach, a pokrojony chleb zazwyczaj naokoło krzesełka :D Ale uda jej się coś zjeść i widzę szczęście w oczkach, jak sama trafia do buzi :)

kozaczekk

Wypowiadają się ludzie którzy kontaktu z małymi dziećmi nie mają.

eserxia

kozaczekk o kim mówisz dokładnie? Skąd wiesz kto ma kontakt z dziećmi, a kto nie?

kozaczekk

Huehue, milucha. Bo każdy kto miał kontakt z dziećmi wie że zawsze się je zmusza do jedzenia. One by jadły tylko płatki, kanapki z czekoladą itp. A nie warzywa, owoce, sałatki

Zobacz więcej odpowiedzi (3)
natwal0311 Odpowiedz

Jakim cudem ta kobieta pracuje w tym zawodzie... pociesza mnie jedynie fakt, ze wystarczajaco ukazalas swoja nienawisc do klopsów :D

klodia Odpowiedz

Idiotka po prostu. Ja miałam podobną sytuację w przedszkolu. Nie cierpiałam zupy mlecznej, o czym wiedziała moja wychowawczyni, lecz niestety owego sądnego dnia była chora i mieliśmy zastępstwo. Opiekunka myśląc, że jak wszystkie dzieci, w końcu się przemogę, kazała mi siedzieć nad talerzem znienawidzonej zupy mlecznej dopóty, dopóki jej nie zjem. Niestety ze mną się przeliczyła; zupę podawali o 9 rano,ja jej nie tknęłam do 16, kiedy to przyszła po mnie mama. Awanturę urządzoną opiekunce pamiętam do dziś. Już nigdy więcej nie zmuszano mnie do jedzenia rzeczy, których nie lubię.

corny Odpowiedz

Ja jak mam zjeść kapustę na słodko aż drżę bo zjeść tego nie zjem. Bez sensu jest takie zmuszanie. I żeby z tego powodu nie spotkać się z rodzicami?? Rozumiem, że obiad trzeba zjeść, ale takie wpychanie do buzi jest przesadą.

black Odpowiedz

jak chodziłam do zerówki to jedliśmy obiady na stołówce, a nauczycielka jadła zaraz przy wejściu na kuchnie, w miejscu gdzie odnosiliśmy talerze i jak ktoś dużo zostawił to odsyłała do stołu żeby zjeść.
jako że ja byłam niejadkiem to często musiałam wracać i kończyć, niezmiernie mnie to irytowało, do tego stopnia że nie chciałam w ogóle chodzić na obiady, ;x

damnbitch

Ja miałam podobne. Była jedna pani na stołówce, która pilnowala, żeby dzieci zjadły jak najwięcej. Od zawsze byłam niejadkiem i te porcję były po prostu za duże dla mnie, albo akurat czegoś nie lubiłam. Niestety owa pani potrafiła usiąść ze mną na cala przerwę, aż nie zjem określonej przez nią ilości żarełka. Przez większość takich obiadów siedziałam zaryczana, najedzona i nienawidzaca tej kobiety.

account Odpowiedz

ja tego chyba nigdy nie pojmę... jak można zmuszać dziecko do jedzenia? moi rodzice mieli problem z pewnym niejadkiem (mną rzecz jasna), ale rozwiązali to w prosty sposób - nie to nie, zje jak będzie głodne xD no i cóż, podziałało ;)

tralala321

Mój tata zawsze tak mówił jak ja nie chciałam czegoś jeść... Mama kombinowała co zrobić żebym zjadła, a tata powiedział że jak kilka razy będę głodna to krzywda mi się nie stanie, a przynajmniej nauczę się że obiad trzeba zjeść.

Więc głodna chodziłam tylko jak była pomidorowa ;)

SzalonyJohny

@tralala321
Pomidorowa zrobiona z rosołu z wczoraj? ;)

tralala321

Nie :)
Nigdy nie rozumiałam dlaczego pomidorowa mi nie smakuje, skoro lubię pomidory... Aż zaczęłam sama gotować :) nigdy nie dodaję koncentratu pomidorowego, nadal go nienawidzę... Zwykle daję świeże pomidory i wtedy zupa już jest pyszna ;)

Nevii Odpowiedz

Nie dość ze zmuszali dzieci do jedzenia czegos czego nie lubią to jeszcze pod groźbą ;//

Elembivoss Odpowiedz

"Klopsiki i inne zjawiska wycieczkowe " XDD

kupa71123 Odpowiedz

W ogóle nie powinno sie w ten sposób zmuszać dzieci do jedzenia. Moim zdaniem mówiąc dziecku "jak tego nie zjesz, to nie dostaniesz zabawki" tylko zniechęcamy je do jedzenia, dziecko wtedy ma wrażenie jakby jedzenie było jego karą i automatycznie kojarzy mu sie z czymś złym.

lendis Odpowiedz

ja w 6 klasie byłam we Włoszech na wycieczce. Też kazali mi klopsy jeść. Never! Nawet robię i ugotuję ale nie zjem za żadne pieniądze

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie