#6c1NF
Wiodło się nam tak, w zgodzie, przez – łącznie – 21 lat. Ale bajek w życiu nie ma, więc coś oczywiście musiało się zj**ać. Co było powodem, że po tylu latach staliśmy się sobie obcy i wzięliśmy rozwód? To, co dla innych stanowiło atut naszej relacji – brak dzieci.
Znajomi zazdrościli nam, że mamy „spokój” – że nie musimy ograniczać się lataniem wokół dziecka i zmienianiem pieluch. Moja żona promieniała, wysypiała się, miała czas dla siebie i na realizację pasji, nie ograniczała wydatków ze względu na dziecko. Ja mogłem wychodzić kiedy chciałem, miałem czas na kilkudniowe wypady na ryby, na siłkę trzy razy w tygodniu i squasha wieczorami, bo nie musiałem bujać dziecka do snu. Każde z nas mogło poświęcić się swoim zainteresowaniom, nie narzucaliśmy sobie żadnych zobowiązań poza wiernością. Brzmi idealnie, prawda?
Jednak w tym wszystkim, w tym łatwym i lekkim, bezproblemowym życiu, zabrakło elementu, który by nas przy sobie utrzymał. Dziecko i cała ta otoczka: nieprzespane noce, problemy w łóżku po ciąży, trudności w wychowaniu małego człowieka, wspólnie spędzany z nim czas, uczenie go życia, przeżywanie jego buntów i czuwanie przy jego chorobie – to błahe elementy codzienności, które łączą każdą parę. My nigdy nie pokonaliśmy wspólnie żadnej trudności – mieliśmy beztroski, lecz tak naprawdę pusty związek. I kiedy zaczęliśmy powoli myśleć nad potomstwem i przyszło nam zmierzyć się z faktem, że zrobienie dziecka przed czterdziestką nie jest wcale takim łatwym zadaniem – zaczęło się sypać. Pierwszy raz w naszym wspólnym życiu pojawiły się te kłótnie i dramaty. I tak, skończyło się rozwodem, który nastąpił na życzenie mojej, obecnie już byłej, żony.
Teraz mam czterdzieści lat, straciłem miłość mojego życia, a na dodatek nie mam nawet dziecka, któremu mógłbym się poświęcić. I ogromnie tego żałuję, że nie „wpadliśmy”, gdy kilka razy lekkomyślnie uprawialiśmy seks bez zabezpieczenia, dobre 20 lat temu.
PS Nie bójcie się tak tych pieluch, poza smrodem przynoszą też szczęście.
Nie do końca się z Tobą zgodzę. Małżeństwa które mają dzieci też się rozwodzą i rozpadają, więc to nie dzieci albo ich brak sprawia, że małżeństwo będzie udane, tylko sami małżonkowie. Dla niektórych dzieci nie są i nie będą szczęściem, a mimo ich braku będą cudownym i szczęśliwym małżeństwem.
podpisuję się
Ja też się podpisuję. Zresztą mogliście adoptować. Jest tyle dzieci , których nikt nie kocha , nikt nie przytula i nikt nie mówi do nich : "kochana córeczko" , "kochany synu".
hmm. w sumie każdy związek ma swoją specyfikę. A w tym być może brakowało wspólnych problemów do rozwiązania (czy też nawet kłótni?). Być może ich wspólna ścieżka wkroczyła na drogę podstępnie wygodnego przyzwyczajenia?
"Te błahe elementy codzienności, które łączą każdą parę" ??? Serio autorze? Wiesz, że są pary, które nie potrzebują dziecka i związanej z nim otoczki aby być "złączone" oraz pary, których dziecko nie złączyło lub nawet rozłączyło? Są ludzie, którzy tak jak ty żałują braku dziecka ale takich co żałują posiadania dziecka też nie brakuje. Wiedliście z żoną spokojne, szczęśliwe życie. Tobie się nagle odwidziało. Jak było z nią to nie wiadomo. Jeden do szczęścia potrzebuje spokoju i możliwości samorealizacji, drugi wybierze całkowite oddanie rodzinie, trzeci spróbuje to jakoś pogodzić a czwarty zrobi jeszcze innaczej. Więc proszę, przestańmy sobie nawzajem wciskać morały bo każdy z nas jest inny.
Nie zgadzam się z Tobą autorze. To bardzo głupie z twojej strony, że uważasz, że skoro wy nie mieliście dziecka i byliście przez to nieszczęśliwi, to każda para tak ma. Zapewniam Cię, że tak nie jest. Czegoś wam zabrakło i zapewniam Cię, że nie tylko dziecka.
A może gdybyście wpadli te parenaście lat temu, kiedy mieliście inny pomysł na swoje życie, to właśnie dziecko by was rozdzieliło przez ograniczenia, które przynosi.
A może to tylko ty chciałeś mieć dziecko, a jej pasował taki układ?
To nie brak dzieci, tylko wy rozwaliliscie to małżeństwo.
W pełni się zgadzam.
Polityka prorodzinna na anonimowych
nie każdy chce mieć dzecko
ja nie rozumiem, wy zawsze macie pecha, szczęśliwa para, miłość itd. i oczywiście zawsze coś musi się zepsuć. normalni ludzie nigdy tak nie mają
Bardzo czarno-białe równanie tu postawiłeś autorze. Wielu pieluchy złączą, jeszcze większą ilość rozdzielą.
Poza tym mam wrażenie, że wyznanie jest podobne do tego w którym laska, która wpadła w wieku nastu lat próbuje udowadniać, że to najlepsze co mogło ją w życiu spotkać i każdy powinien być pod wrażeniem i zazdrościć. Jakaś sfrustrowana mama próbuje się pocieszać i szuka wsparcia tutaj ? Nie mam nic do posiadania dzieci, biorę pod uwagę, że kiedyś mnie też najdzie. Ale na pewno nie po zrobię sobie dziecka po to by mnie uzupełniało i nadawało mi w życiu sens.