Czuję, że przegrałam życie. Dopiero teraz, w zasadzie przez przypadek, uświadomiłam sobie, co chcę robić w życiu. Zrozumiałam, że w pracy, w której jestem obecnie, nic dobrego mnie nie czeka. Problem w tym, że jestem już za stara, żeby nagle zmieniać kwalifikacje. Kiedy policzyłam sobie, ile lat miałabym w momencie ukończenia moich wymarzonych studiów - nikt nie zatrudni już osoby w takim wieku. Poza tym to wymagający kierunek, dla którego musiałabym poświęcić wiele czasu, co w zasadzie nie stanowiłoby problemu dla mnie, ale dla wszystkich moich znajomych i rodziny już tak. Już teraz mają do mnie pretensję, że nie mam jeszcze męża i dzieci, a co dopiero gdybym przełożyła swoje życie prywatne na "za kilka lat", bo zgłupiałam na stare lata i zamiast się wreszcie ustatkować, wymyśliłam sobie nowy kierunek studiów. Nie wiem już co myśleć.
Dodaj anonimowe wyznanie
Mąż i dzieci nie są w życiu koniecznością i to tylko Twoja decyzja kiedy, albo czy w ogóle się na to zdecydujesz, im nic do tego. Gdyby ktoś do mnie próbował mieć z tego powodu pretensje, to bym go śmiechem zabiła i poradziła, żeby zajął się własnym życiem, a od mojego odp...
Moja mam trzecią podyplomówkę zrobiła, mając lat 55. No ale tak, jesteś za stara.
1. Studia podyplomowe są zazwyczaj poszerzeniem zakresu z jakiejś konkretnej dziedziny, służą podniesieniu posiadanych już kwalifikacji - stąd można się na nie zdecydować w każdym wieku. Ja mówię o kompletnej zmianie zawodu, zaczynaniu wszystkiego od początku.
2. "Mąż i dzieci nie są w życiu koniecznością"- jasne, oczywiście, jeżeli komuś pasuje wykluczenie społeczne. Zapytaj dowolną dziewczynę powyżej 20 roku życia- nikogo nie interesujesz ty i twój rozwój. Istotne jest, czy masz chłopaka- jak tak, to kiedy zaręczyny? Kiedy ślub? Kiedy pierwsze dziecko? Kiedy drugie?
Chyba, że obracasz się w tak cudownym towarzystwie, ze wcale tak nie jest, w co wątpię, bo presja jest ogromna (a zresztą pewnie masz już męża, więc o tym nie wiesz).
+ Patrząc na cudowne pomysły naszego rządu, czekam już tylko na kary finansowe za brak potomstwa (oh wait, już płacimy je w podatkach). W obecnej sytuacji ekonomicznej brak partnera (a zatem brak drugiego dochodu=nie stać mnie na kawalerkę=pokoje są przeznaczone dla studentów) może oznaczać nawet i bezdomność.
1. Moja mam jako pierwszy kierunek skończyła filozofię, a podyplomowo zrobiła np. prawo administracyjne, bo postanowiła pracować w zawodzie totalnie niezwiązanym z pierwszymi studiami.
2. Straszne bzdury. Nie jestem w stanie pojąć, jak można się takimi bzdetami przejmować. Męża owszem, miałam kiedyś (przez 10 lat) za to już na studiach podjęłam decyzję o nieposiadaniu dzieci (nie mam i mieć nie będę), mimo to nigdy nie czułam na sobie żadnej presji otoczenia, ani tym bardziej ostracyzmu, najwyżej matka trochę pojęczała, że chciałaby być babcią, to ją obśmiałam i tyle. Moje życie jest moje, mam tylko jedno i wyłącznie ja decyduję o tym, jak chcę je przeżyć.
A, jeszcze dopiszę - raczej nie zapytam dziewczyn po 20 roku życia, ponieważ jestem w takim wieku, że moje dziecko mogłoby być starsze i mieć własne dzieci.
@rotfl
Znam angielski na poziomie C1, ale wszędzie szukają "z językiem i co najmniej rocznym doświadczeniem w branży".
W mojej pracy nie ma ani jednego faceta XD a na studiach było 7 na 180 dziewczyn, wszyscy zajęci w ciągu miesiąca.
Jak się szuka męża? Zakładasz konta na każdym portalu randkowym, proponujesz spotkania każdemu kandydatowi, nawet jak zaczyna rozmowę od zdjęcia penisa, ogólnie obniżasz wszystkie swoje wymagania. Gotujesz obiadki, pierzesz, usługujesz, utrzymujesz potencjalnego kandydata, bo wiesz, że on znajdzie inną, a ty już nie masz szans.
Nie wiem, czy to kwestia kręgu towarzyskiego, ale wątpię- wejdź sobie na randomowe konto na fejsie, instagramie- każdy powyżej 20 roku życia jest w związku, powyżej 25- po ślubie, co prawda niektórzy nie mają jeszcze dzieci aż do 30-stki, ale nieliczni.
I tak, dodałam to wyznanie tylko, żeby sobie ponarzekać, więc dziękuję za rady- po prostu się człowiekowi przykro robi, kiedy uświadamia sobie, że przegrał życie. Już pisałam ad13, z tego kierunku może nic nie wyjść, a mogę ponieść okropne konsekwencje za próbę zmiany swojego życia. Pozostaje mi chyba tkwić w marazmie, bo na samobójstwo jestem zbyt tchórzliwa.
Dlaczego tak bardzo obchodzą Cię "wszyscy" i tak bardzo próbujesz być jak oni? Przecież wcale nie musisz, nikt nie musi być jak inni. Nie możesz po prostu być sobą, mieć swoich marzeń, swoich celów w życiu? Wiesz, że inaczej wcale nie równa się gorzej? Lepiej, to też inaczej, warto o tym pamiętać.
Obchodzą mnie wszyscy, bo jeżeli nie jesteś "jak wszyscy", to skazujesz się na samotność, a ja nie chcę być samotna. Tylko tyle i aż tyle.
@rotfl Nie chodzi o związek w social mediach tylko o fakt, że wszyscy moi rówieśnicy osiągnęli już pewien etap w życiu, a ja boję się do odłożyć na później, bo wiem, że już jest za późno i muszę się spieszyć, żeby dotrzymać im kroku.
Spokojnie, nikt nie będzie słuchał, jak beznadziejne mam życie, więc nie masz komu współczuć- już teraz niemal wszyscy odwrócili się ode mnie, bo "nie masz faceta, co ty lesba?", "Nie masz męża i dzieci, jesteś niedojrzała, nie mamy już wspólnych tematów", "Przynosisz nam wstyd"- to akurat od mojej babci na Wielkanoc, kiedy kategorycznie zabroniła mi pojawiać się u niej bez męża.
MisoMiso, ale to jest przecież nieprawda!
Wiesz, ja zawsze odstawałam od reszty, jako osoba z ZA, ale już w maleńkości, mądrzy rodzice wytłumaczyli mi, że każdy jest na swój sposób inny, a tylko z pozoru ludzie wydają się identyczni. I to przecież jasne, że inny jest nie tylko ten gorszy, ale i ten w czymś lepszy, zdolniejszy, czy utalentowany, po prostu różnica sama w sobie, absolutnie nie jest pojęciem negatywnym. Więc to wcale nie oznacza samotności! Ja z nią nigdy nie miałam problemu, bo już jako gówniara, w początkach podstawówki, zwyczajnie odwróciłam role - to nie ludzie mieli mi robić łaskę, że mnie polubią, czy zaakceptują, ale ewentualnie ich mógł spotkać taki przywilej, że ja zechcę kogoś spośród nich mieć w swoich znajomych. I to nie było głupie -działało (i do tej pory działa) świetnie, a wiesz dlaczego? Bo to znana i ogólnie często stosowana zasada, w myśl której, wszystko, co niedostępne, wydaje się znacznie bardziej atrakcyjne od tego, jest na wyciagnięcie ręki i samo się prosi (warto sobie przypomnieć przy "szukaniu" męża) 😉
od tego, CO jest na wyciągnięcie ręki*
Jedyne osoby, które są ewentualnie zainteresowane tym, czy mam partnera i dzieci (nie mam) to starsi ludzie, których największym osiągnięciem w życiu są dzieci. Ale i to nie zawsze. Wszyscy znajomi mają totalnie na to wyłożone i interesuję ich JA, moje zainteresowania i pragnienia. Jeśli u Ciebie tak nie jest, @MisoMiso, to albo nie masz nic do zaoferowania (ciężko mi w to uwierzyć), albo masz ch*jowych znajomych. Nigdy nie doświadczyłam wykluczenia społecznego XDD bo moje wybory życiowe są, jakie są.
Najbardziej ograniczamy się sami. Jakież to prawdziwe.
Zacznę od cytatu "Nie wiem już co myśleć." - ty zacznij myśleć.
Co za stek bzdur i pułapek myślowych, takie durne gadanie i powtarzanie tego co matka , ciotka albo inna durna kuzynka mówiły.(w męskiej wersji również, żeby nie było:)).
Jak ty autorko tak dalej będziesz myśleć to może sobie od razu trumniaki obstaluj i miejsce pod brzózką wykup no bo to już lepiej nie będzie.
Masz jedno życie, potem nic nie będzie, korzystaj z każdego dnia i rób swoje tu i teraz.
To co będzie jak będziesz "za stara"....ty się ciesz jak dożyjesz wieku żeby być "za stara".
Zresztą nie ma czegoś takiego.
W sieci możesz robić kursy jakie tylko zechcesz, od groma jest i darmowych i płatnych.
No tylko, ze to trzeba chcieć i zacząć a nie szukać wymówek.
ile masz lat?
ja w wieku 35 zrobilam 3 kierunek, na roku mialam kolezanke w wieku 42 lat
kolezanka z podyplomowki ok 50 co 2-3 lata idzie na kolejne studia i dorabia kompetencje :)
No właśnie, wkurza mnie takie gadanie - jestem za stara. Jeśli autorka nie jest jeszcze za stara na dzieci, to pewnie jest przed 40, czyli na studia tez nie jest za stara. A cała ta historia jest bez sensu, bo zero konkretów. Jeśli autorka ma 50 lat i chce iść na medycynę, to tak jest za stara. Ale jeśli ma 35 i chce iść np. na informatykę, albo prawo, to ja osobiście nie widzę problemów.
Jeżeli już tak koniecznie musicie wiedzieć- jutro kończę 30 lat, a kierunek jest związany z grafiką komputerową.
Powtarzam- podyplomówka dla podwyższenia kwalifikacji jest ok w każdym wieku, też znam takich ludzi. A ja mówię o kompletnym zwrocie o 180 stopni.
Miso, mam 36 lat i jestem na 3cim roku informatyki (studia I-go stopnia), nie mówię, że to jest super i łatwe i nie żałuję czasami, ale kurde, no czasem lepiej spróbować i przegrać niż poddać się na starcie. Też mam za sobą terapie, miałam wiele momentów gdzie chciałam pieprznąć to wszystko, nie mam zielonego pojęcia czy uda mi się znaleźć pracę po studiach w zawodzie, ale postanowiłam sobie, że raz w życiu się nie poddam, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Po prostu mam wrażenie, że sama nie jesteś przekonana i chcesz żeby inni za Ciebie podjęli jakąś decyzję, niestety tak się nie da. Śmieszy mnie jeszcze to, że uważasz, że jak byś miała męża i dziecko to w jakimś sensie by było łatwiej. Ja zaczynałam studia z mężem i 4-letnim synem i raczej uważałam to za przeszkodę, często myślałam, że jakbym była singlem to by mi było dużo łatwiej z tymi studiami i z życiem. Bo to jednak jest obciążenie i jakaś odpowiedzialność, a tak? Nic Cię nie ogranicza poza tobą samą.
I wiesz studia to nie jedyna droga, akurat grafiki komputerowej spokojnie można uczyć się samemu, ewentualnie wspomagając się kursami. Może to by była lepsza dla Ciebie opcja? Studia dają wiedzę ogólną i papier, ale uczysz się też tam wielu niepotrzebnych rzeczy i musisz użerać się z betonem i leśnymi dziadkami.
I ostatnia rzecz - czy ty chcesz mieć męża i dzieci? Bo jeśli nie, to wierz mi wykluczenie społeczne jest dużo lepsze od posiadania rodziny której się nie chce. Do tego są miejsca i ludzie, gdzie nikogo nie wzruszy twoje staropanieństwo. Jesteś teraz w trudnym momencie, masz kryzys, to normalne w tym wieku - 30stka czasem bardziej boli od 40stki, bo nagle nas uderza, że kurde jesteśmy już dorośli, a gówno w życiu zrobiliśmy. Znam to, pytanie tylko co z tym zrobisz.
Z Twojego postu bije to, że czujesz się stara. Nie wiem ile masz lat, co to za środowisko, w którym pokutuje jeszcze mit starej panny. Masz dwie drogi: robić to co Ci nie wychodzi, a może nawet wychodzi, tylko twoje nastawienie, twoje podejście powoduje, że wszyscy w koło uważają, że się do tego nie nadajesz. Żyć jak dotąd i powoli umierać, w końcu już taka stara jesteś. Drugie wyjście to realizować cel, iść do przodu, nie oglądać się za siebie i na innych. Uwolnić się od ograniczeń, zapomnieć o wieku. Pamiętaj, to ile masz lat, siedzi w Twojej głowie. Jesteś emocjonalną staruszką. Ale nie musisz być. To zależy tylko od ciebie.
A w jakim środowisku ten "mit" nie pokutuje?
W moim.
Poza tym, może wiesz, że ludzie którzy robią wszystko, żeby przypodobać się innym, żeby nie odstawać, żeby żyć tak jak inni uważają za słuszne, w końcu robią się na tyle nudni i przewidywalni, że tracą te garstkę przyjaciół, dla których rezygnowali z siebie.
Masz tu dużo mądrych wypowiedzi różnych ludzi, ale Ty dalej swoje - muszę żyć tak, żeby innych nie bolało. Trudno. Tkwij w tym marazmie, umieraj powoli, odkładaj na sztuczną szczękę i dom opieki...
zacznijmy myslec o swoim szczesciu, przujaciele albo zostana albo nie...nigdy nie jest zapozno na zmiane.
Może praca w zawodzie, ale w innej firmie? Zresztą jak ktoś jest ogarnięty, to nie potrzebuje ukończonych studiów, żeby mieć dobrą pracę.
Tu chyba chodzi o konkretny zawód, do którego wykonywania potrzebne są ukończone studia, a nie o jakąkolwiek dobrą pracę.
Chodzi o konkretny zawód to fakt, ale z drugiej strony mogłabym nawet zrezygnować z tego, i tak nierealnego, marzenia, byleby przez kolejne 40 lat nie robić za minimalną, ale niestety z moim wykształceniem, mam tylko tę jedną opcję pracy. Trudno, muszę płacić za błędy młodości i źle wybrany pierwszy kierunek.
powiem tak, gówno ich obchodzi co zrobisz ze swoim życiem
To twoje życie, więc układaj je dla siebie, a nie innych.
Z tej strony autorka, może spróbuję wyjaśnić wątpliwości:
Pracuję jako przedszkolanka, więc zmiana firmy raczej nie wchodzi w grę, bo wiem, że we wszystkich placówkach jest tak samo, a innej pracy z moim wykształceniem nie znajdę. Początkowo nawet lubiłam tę pracę, ale po pierwsze: usłyszałam już wiele razy- od dyrektorki, od innych nauczycielek, od rodziców- że nie nadaję się do tej pracy. Po drugie- kwestia zarobków- wszędzie chcą zatrudniać na 5/8 etatu, na umowę o dzieło, ewentualnie na zastępstwo- bez partnera, mieszkając w tak drogim mieście, jak obecnie- jedyne na co mnie stać to pokój na stancji. A pokoje te są raczej targetowane na młodych ludzi/studentów, więc nie zdziwię się, kiedy dostanę wypowiedzenie, bo taka stara baba, to powinna już iść na swoje.
Kierunek, o którym marzę (nie zdradzę jaki), rozważałam już po maturze, jednak był on jedynie na uczelniach prywatnych i wykraczał poza moje możliwości finansowe. Teraz teoretycznie pracując w tygodniu i robiąc go weekendowo, mogłabym sobie na to pozwolić, ale po opłaceniu czesnego nie miałabym jak odkładać na wkład własny na mieszkanie- a jak już wspominałam, jestem za stara na stancję i muszę się jak najszybciej wyprowadzić. Poza tym, nikt nie przyjmie osoby bez doświadczenia, w moim wieku. No i pracując/studiując chciałabym się skupić na tym, a nie na szukaniu męża (bo w moim wieku to już szukasz męża, jak najszybciej, w końcu zegar biologiczny tyka) i dzieciach. Za 5 lat będę już beznadziejną starą panną bez szans na cokolwiek (teraz jestem starą panną z minimalnymi szansami).
Że co? Po pedagogice nie można się przekwalifikować? Dobreee 😂 (Mnie to bawi, bo sama mam kilka zawodów wyuczonych, kompletnie ze sobą niezwiązanych, a okazyjnie zarabiam również wykonując zlecenia, które do mojego wykształcenia mają się totalnie nijak.)
Lepsze od tego jest chyba tylko zakładanie, że właściciel stancji mógłby uznać, że wywali dorosłego, płacącego regularnie za pokój, z powodu tego, że jest on dorosły 😵.
Mam wrażenie, że sama szukasz sobie pretekstu, żeby nic drastycznie nie zmieniać, bo niby byś chciała, ale bez poświęceń, więc trzeba się jakoś przed samą sobą rozgrzeszyć.
A teraz uwaga - można jednocześnie mieć faceta, męża, a nawet dziecko, pracować w tygodniu i w weekendy studiować. W dodatku można znaleźć faceta, będąc w każdym wieku, wcale go na siłę nie szukając (mnie szukanie w życiu nie przyszłoby do głowy 😆).
@Zmineralizowana, dziękuję za merytoryczną poradę. Prawda jest taka, że wiele razy już wypisywałam plusy i minusy, korzyści itp. zgodnie z sugestią mojej terapeutki i czasem także przy niej w czasie sesji. Ale zawsze wychodziło na to, że więcej mogę stracić niż zyskać. Ona zresztą też odradza mi zbyt gwałtowne zmiany.
Wiesz... nie chcę teraz z kolei ja bawić się we wróżkę, jednak napiszę, że terapeutę czasem też dobrze jest zmienić, bo niestety nie każdy jest tak samo dobry w tym, czym się zajmuje. Może nie trafiłaś na takiego, który faktycznie jest w stanie zrobić porządek w Twojej głowie oraz sprawić żebyś nabrała pewności siebie, odbudowała poczucie wartości i wyjrzała poza ograniczenia, które notabene sama sobie stawiasz.
To moja 3 terapeutka, pierwsza w ogóle próbowała mnie "wyleczyć z nienawiści do mężczyzn spowodowanej rozwodem rodziców" (bo przecież to jedyne wyjaśnienie na staropanieństwo), druga z kolei na każdej sesji podkreślała, jak to człowiek jest istotą społeczną, potrzebuje przyjaciół i co najważniejsze rodziny, zarówno tej pochodzenia (więc powinnam się pogodzić z rodzicami) jak i tej własnej, założonej w odpowiednim wieku.
Masakra jakaś... Może trzeba szukać do skutku, bo po takich "terapiach" faktycznie może się w głowie jeszcze bardziej pokićkać 🙄
ok, a czemu nie chcesz powiedzieć jaki to kierunek i ile masz lat? aż tak się boisz?
@ad13
Z twoich komentarzy wynika, że masz ponad 40 lat, na pewno orientujesz się w obecnej sytuacji na rynku pracy, na zasadach na stancjach studenckich, na kierunkach studiów i na presji wobec młodych ludzi.
Po pedagogice można się przekwalifikować pewnie- po ukończeniu zupełnie nowego kierunku studiów. Po samej pedagogice nie znajdziesz pracy innej niż w zawodzie- info z kilku różnych Biur Kariery.
Można studiować i pracować i mieć męża i dziecko w tym samym czasie, ale kiedy idzie to normalnym tokiem - poznają się w liceum/na studiach (gdzie u mnie ani tu ani tu nie było niemal facetów)- wspólne mieszkanie-studia- zakup własnego mieszkania- ślub- dziecko- ewentualnie wtedy dodatkowe/dalsze studia. Dla mnie jest już za późno na ten tok.
Sprawdzałam-wszystkie studia podyplomowe są związane z kierunkiem, który się ukończyło.
Znam przypadki, gdzie właściciele wypowiadali ludziom umowy, bo np. wzięli ślub, to zaraz pewnie będzie dziecko, a to mieszkanie "nie dla dzieci", albo z argumentacją, że za studentów płacą rodzice, więc jest pewniejszy dochód.
I tak, przejmuję się presją otoczenia, bo np. teraz moi znajomi z liceum organizowali spotkanie z okazji rocznicy matur. Dowiedziałam się ze zdjęć, po fakcie- napisałam do jednej z koleżanek i co przeczytałam- że jako jedyna nie mam męża i dzieci i byłoby im przy mnie głupio. Dodam, że spotykali się w 3 klasy, czyli nie 20 a około 80 osób (tak, tak wiem pandemia, ale jeden kumpel ma własny klub).
I to nie chodzi o to, że nie chcę się "poświęcić", tylko realnie boję się, że z tego zawodu i tak nic nie wyjdzie (z uwagi na mój wiek), a skończę pod mostem i stracę tę resztkę przyjaciół i rodziny, która jeszcze ze mną rozmawia. Wiem, że jestem tchórzem i wiem, że przegrałam życie.
A, miałam całkiem sporo znajomych po pedagogice (chociaż nie tej przedszkolnej, tylko K-O), pracowali w przeróżnych miejscach, a jedynie mikro-ułamek zgodnie z kierunkiem wykształcenia. Można w życiu robić mnóstwo rzeczy, jeżeli coś robić się umie, niektóre z zajęć w ogóle nie wymagają kończenia żadnych studiów. Są kursy, szkolenia, naprawdę nie warto tkwić w tym, co nie daje ani porządnego dochodu, ani satysfakcji.
Dobra, wkleję i tu, bo jak tamto wyznanie zniknie, to link nie zadziała.
ad13 3 dni temu
Jeszcze trochę i będzie 50 lat, jak na tym świecie żyję i czuję się bez porównania lepiej, niż w czasach licealnych, postrzegam siebie jako osobę młodą, sprawną, zadowoloną z życia, która najlepsze ma dopiero przed sobą (może to ta "druga młodość"?). Dalej się ekstrawagancko ubieram, styl mam jeszcze bardziej indywidualny i jeszcze bardziej wariacką fryzurę, pomykam w glanach i trampkach, a niejednokrotnie "zarażam" młodsze osoby entuzjazmem oraz nieszablonowym podejściem do różnych spraw. Jestem zadowolona z tego, jak sobie życie ułożyłam, zajmuję się tym, co sprawia mi przyjemność, mam czas na hobby, rozwijanie pasji i zainteresowań, które przekuwam w kolejne umiejętności i kwalifikacje, późno ale spotkałam prawdziwą miłość mojego życia, taką „do grobowej deski”, mam wystarczającą ilość przyjaciół i znajomych, kontaktu z ludźmi tyle, ile jest mi do szczęścia potrzebne.
Dlaczego to piszę? Bo nie mogę sobie wyobrazić, jak cholernie przykre musi być tkwienie w takich schematach, zamykanie się na wszelkie rozwiązania, które nie są tymi najbardziej typowymi, w obawie o to, że ktoś mógłby spojrzeć złym okiem, skrytykować. Życia "pod publiczkę", pod czyjeś dyktando, czyjeś oczekiwania i lęku o to, że można im nie sprostać, zamykania oczu i umysłu, gdy świat stoi przed człowiekiem otworem (wcale nie tym, o którym niektórzy właśnie pomyśleli), poczucia wewnętrznego wypalenia w tak młodym wieku i rodzących się frustracji.
Piszę również dlatego, że chociaż to, co "mam" teraz, nie spadło mi z nieba, nie ma we mnie w związku z tym żadnych pretensji do losu, bo taka jest kolej rzeczy, że żeby coś wyjąć, zazwyczaj należy najpierw włożyć.
Zapracowałam sobie by dziś właśnie tak się czuć, przeznaczając na to ponad dziesięć lat solidnej roboty nad sobą, którą potraktowałam jako inwestycję na przyszłość. Pracy, pewnych wyrzeczeń, ciężkich chwil, rezygnacji z niektórych spraw, kilku trudnych decyzji, paru poświęceń, a przede wszystkim uporu - w rozwijaniu siebie i dążeniu do swoich celów. Opłaciło się i nie żałuję. Stąd "rada" ode mnie - miej marzenia, dąż do ich realizacji i żyj tak, by na starość, tę prawdziwą, gdy już dawno nie będzie obok mamy, taty, ciotek, połowy kuzynek i trzech czwartych znajomych, móc się uśmiechnąć i pomyśleć, że nie zmarnowałaś tego czasu, który miałaś do wykorzystania.
Wybaczcie jeśli nieco przejaskrawiłam problem, ale ulało mi się trochę, bo ilość jęków młodych osób, mających przed sobą jeszcze całe życie, które czują się jak zmurszałe wraki (żeby nie powiedzieć robią z siebie stare rupiecie), jest tu ostatnio naprawdę porażająca.
I jeszcze pozwolę sobie przekleić komentarz nie swój, bo to wielka prawda:
mentalCat 4 dni temu
"bądź szczęśliwa jako singielka" to wbrew pozorom dobra rada.
Związek przyniesie Ci szczęście tylko wtedy, gdy czujesz się dobrze sama ze sobą. Ono przychodzi z wewnątrz, a nie z zewnątrz.
@ad13 brawo. Jednak można pochwalić się swoim życiem, bez uderzania w samozachwyt. Nie zawsze życie układa się schematem. Czasami wszystko jest nie po kolei, czasami przeżywamy pierwszą wielką miłość po 40stce, czasami dzieci się nie pojawiają w naszym życiu, a czasami dostajemy wszystko o czym zawsze marzyliśmy, a dochodzi do nas, że jednak chcielibyśmy coś całkiem innego. Jak to kiedyś powiedziała jedna znajoma - "można żyć, albo udawać, że się żyje". Masz tyle lat ile masz, nie zmienisz tego. Czy masz 20 czy 50 lat nie wiesz ile Ci zostało do końca, może 5 a może 50 lat. Zacznij żyć. Ja Cię autorko doskonale rozumiem, tak bardzo boimy się porażki, że wymyślamy sobie tysiące argumentów czemu w ogóle nie próbować. Ale nie jesteśmy od tego szczęśliwsze.