#74zqI
Ich zdaniem, skoro chcesz pracować z dziećmi, to na pewno nie możesz już doczekać się swoich. To irytujące na co drugich zajęciach wysłuchiwać o tym, że urlop dziekański to takie cudowne rozwiązanie i nie powinnyśmy się martwić studiami, bo przecież jesteśmy w idealnym wieku do rodzenia dzieci. Zegar biologiczny tyka.
Na porządku dziennym są też sugestie, że powinnyśmy się ubierać bardziej kobieco, ogólnie podkreślać nasze sylwetki, szczególnie biodra. Dlaczego? Bo szerokie biodra oznaczają płodność, a każdy facet myśli jedynie o przekazaniu swoich genów dalej, szuka więc kobiety, która może mu dać jak najwięcej potomstwa. Dodatkowo nie powinnyśmy wiązać się z facetem poniżej 1,80 wzrostu, bo tacy to mają mniej testosteronu i mniejsza szansa, że spłodzą zdrowe, silne dziecko.
Ostatnio dostałyśmy na zajęciach taką niby psychozabawę, test, czym przede wszystkim kierujemy się w naszych związkach. Pytania brzmiały m.in. „Czy kiedy jesteście razem, czujesz, jakby między wami dochodziło do reakcji chemicznej?” albo „Czy byłabyś gotowa poświęcić dla niego swoją karierę zawodową?”.
Na uwagę, że może nie każda z nas jest w związku, pani profesor wielce się oburzyła, bo jak to mieć ponad 20 lat i nie być w trwałym związku? Ona jest w ogóle zaszokowana, że żadna z nas nie jest jeszcze mężatką! Przecież 2 lata związku i natychmiast na ślubny kobierzec, inaczej facet nie traktuje nas poważnie! A jeżeli ktoś woli żyć na kocią łapę, to wyrządza tym samym krzywdę dziecku, które będzie odstawać od rówieśników wychowanych w normalnych domach!
Nie wiem, co mam o tym myśleć. Inne dziewczyny po prostu nabijają się z tych poglądów, ignorują uwagi, ewentualnie jest kilka takich, które w pełni się zgadzają i już nie mogą doczekać się macierzyństwa. I jestem jeszcze ja. Wiem, że z powodów zdrowotnych nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Mój jedyny związek opierał się na biciu i zastraszaniu. Do tej pory nie umiem nawiązać relacji z mężczyznami. Nikt na uczelni o tym nie wie, a ja tylko utwierdzam się w przekonaniu, że nigdy nie będę uznawana za wartościowego członka społeczeństwa.
PS Studiuję na publicznej, świeckiej uczelni.
A my wszyscy myśleliśmy że chodzi o Katolicki Uniwersytet Lubelski.
No na pewno na takim kierunku są osoby
lubiące dzieci. Wziąłbym jednak pod uwagę, że wyolbrzymiasz te elementy i ich podświadomie wyszukujesz. Rzucają ci się w oczy, bo dotykają problemu, który masz. Myślę, że jest więcej kobiet w twojej sytuacji także na tych studiach.