#7LnGN
Ja byłem tym chłopakiem. Moi rodzice zmuszali nauczycielki do stawiania mi dobrych ocen pod groźbą wyrzucenia ich z pracy. O całym procederze dowiedziałem się dopiero w piątej klasie podstawowej, kiedy to pierwszy raz na sprawdzanie nie napisałem zupełnie nic, a dostałem z niego piątkę. Poprosiłem wtedy nauczycielkę na lekcji, aby wpisała mi uczciwie jedynkę, ale ona udawała, że nie wie o co mi chodzi, i wtedy właśnie moja klasa mnie znienawidziła. Dopiero na przerwie nauczycielka opowiedziała mi jak jest. Jednak koledzy nie dawali się przekonać, sprawy nie polepszały kolejne sprawdziany, z których miałem najlepsze oceny w klasie mimo zupełnego braku wiedzy. Gdy w gimnazjum się zbuntowałem, mój protest rodzice skwitowali słowami: "Powinieneś się cieszyć, że tak dbamy abyś miał dobre oceny, jesteś niewdzięczny!".
Przyszedł czas testów gimnazjalnych, a ja nie wiedziałem kompletnie nic. Miałem zaledwie po kilkanaście procent z każdego z testów.
Teraz jestem w pierwszej klasie zawodowej, uczę się wszystkiego od podstaw, chodzę na korepetycje. Oczywiście, dla moich rodziców wstydem i hańbą jest syn w zawodówce, który przecież miał takie świetne świadectwo, ale mimo możliwości nie chciałem iść do "lepszej szkoły", ponieważ wiem, że nie dałbym sobie tam rady.
Drodzy rodzice, to apel do was. Nie niszczcie życia swoim dzieciom przez własne ambicje. Wiemy, że oceny są dla was ważne, ale nie zawsze są odzwierciedleniem faktycznego stanu wiedzy.
Do moich rówieśników: Zawodówka to nie hańba, to szkoła jak każda inna, tyle że nie musisz po niej iść na studia, żeby zdobyć pracę. Jestem w tej szkole i czuję się z tego dumny.
To jest niepoważne jak można robić taką krzywdę dziecku...
Powodzenia dla Ciebie :)
Twoi rodzice to kolejni psychole -.-
To chore....
#PATOLA
Zgadzam się z aston. To, że miał naciągany start, nie oznacza, że nie mógł się uczyć sam.
@aston122
Jak dla mnie nie miał motywacji oraz był to jego rodzaj buntu. Co do rodziców to słowo psychole idealnie ich określa. Czy oni nie rozumieli, że w ten sposób robią mu krzywdę???
Ale dlaczego w zawodowce uczyłes się wszystkiego od podstaw , zamiast opanować program we wcześniejszych klasach? To że nauczyciele zawyżali ci oceny , nie oznacza ze najlepszym rozwiązaniem było zaprzestanie uczenia się.
Dokladnie, wiedzac, ze mam nieslusznie zawyzane oceny, ale nie mogac tego zmienic, sprobowalabym odwrocic sytuacje: nauczyc sie tak dobrze, zeby oceny nie byly na wyrost.
Masz rację, nauka w zawodówce to nic złego, o ile faktycznie chcesz się uczyć. Niestety te szkoły mają taką a nie inną opinię bo sporo osób wybiera je tylko po to żeby odbębnić naukę do osiemnastki. Moim zdaniem jeśli ktoś chce, to nauczy się wszędzie, najważniejsza jest wytrwałość, zwłaszcza że teraz coraz więcej osób ma magistra, a nie ma doświadczenia. Dobra zawodówka to doświadczenie gwarantuje.
A zachowania rodziców to nawet nie ma co komentować, krzywdzili dziecko i tyle.
Ale uczyć to się mimo wszystko mogłeś. Narzekasz na tych rodziców że załatwiali 5 i 6 za nic, a potem pretensje że z testów gimnazjalnych kilkanaście procent. To ich wina? Było ci to na rękę i tyle
i to jest kolejny dowód na to, że oceny to najgorszy wymysł jeśli chodzi o wskaźnik poziomu wiedzy.
twoi rodzice to niezłe ziółka -ale ja nie kumam, czemu i tak sie nie uczyłeś? wtedy zdałbys dobrze testy gimnazjalne i mógł wybrać szkołę
Dowiedziałeś się o tym w 5 klasie podstawówki. Przez 4 lata nie robiłeś zupełnie nic? Korepetycje, testy w internecie, a nawet pobyt na lekcji? Jakim cudem?
Pewnie, że zawodówka to żadna hańba. Można wyuczyć się zawodu i to bardzo często wręcz pożądanego na rynku :) Powodzenia w zdobywaniu wiedzy!
Do osób pytających czy nie mogłem się uczyć sam:
Napisałem, że dopiero w gimnazjum się zbuntowałem, konkretnie mogę dodać, że była to druga klasa. W tamtym momencie było już ciężko nadrobić to wszystko. Próbowałem, ale gdy nie ma się wiedzy elementarnej trudno nadrobić zaległości. To nie była jednorazowa sytuacja, gdzie prosiłem nauczycieli o uczciwe oceny, wydaje mi się, że sam jestem uczciwy i po prostu nie chciałem tych fałszywych ocen. Wiadomo, na początku każdy się uczy, tak jak w czwartej klasie. Na początku nie widziałem nic dziwnego w tych wszystkich piątkach, a później już niewiele rozumiałem z lekcji. Owszem, chciałem mieć korepetycje, ale przecież to by była hańba (wg rodziców, oczywiście). Ciężko jest się uczyć samemu, ale na szczęście teraz mam niesamowicie wyrozumiałych nauczycieli, chodzę na korepetycje, jestem pod opieką psychologa i powoli zawiązuję w końcu pierwsze znajomości. Na szczęście w mojej nowej szkole nie ma nikogo z tej poprzedniej i nikt oprócz psychologa i nauczycieli nie wie, co się w niej działo.