#84r6p
Obłożeni zakupami ruszyliśmy autem do celu. Instrukcja była prosta „Dom za kościołem w prawo, ciągnij mocno bramę, bo ciężko chodzi”. Tak też zrobiliśmy. Kolega wyszedł z auta otworzyć bramę, jednak ani drgnęła. Dopiero gdy z pomocą ruszył mu drugi kumpel prawdopodobnie wyrwali zamek. No ale spoko. Dogadamy się z gospodarzem, naprawimy albo zapłacimy. Zaparkowaliśmy przed domem i zabraliśmy zakupy. Każdy 4pak w ręce, na tym gastro i dumnie prezentujący się Keleris.
Do drzwi pukaliśmy, a raczej rąbaliśmy (jak to do domu kolegi). Długo nikt nam nie otwierał, lecz po chwili w drzwiach ukazał się nam starszy niski pan, w znacznym stopniu zdziwiony. Nastał moment ciszy. Przerwałem ją i zapytałem, czy trafiliśmy do dobrego domu. Odpowiedź była straszna. „Nie, tu mieszka proboszcz. Trafiliście na plebanię. Jak tu wjechaliście? Przecież brama jest zamknięta!”. Jakoś nikt nie zdobył się na to, by wyjaśnić księdzu proboszczowi, jak tu trafiliśmy. Wyjąkałem tylko: „Przepraszamy, pomyłka” i pędem ruszyliśmy do auta.
Kolega, rzeczywiście mieszkał za kościołem w prawo, dom za plebanią. Brama naprawdę ciężko chodziła, jednak nie trzeba było wyrywać zamka...
Ale dogadaliście się później w sprawie naprawy tego zamka?
Lepiej uciec, hehe :D
Z tacy weźmie i naprawi.
A może proboszcz chciał dołączyć?
Keleris to Amarena :D
Duża butla, niska cena, dzisiaj pita Amarena :D
Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie. :D
keleris... rzeczywiście ograniczony ten fundusz :D
Chyba nawet wiem jaka miejscowość :)
To chociaż tego Kelerisa trzeba było zostawić w ramach uszkodzonej bramy...
No i niedzielna taca musi iść na naprawę zamka...
?????? o matko. Poprawiliście mi humor