#8r8U7
Tydzień temu na prośbę dziewczyny, z którą się spotykałem, wytłumaczyłem jej, dlaczego muszę brać tabletki na potencję. Nie było mi łatwo o tym mówić, ale powiedziała, że to rozumie, pomoże mi, że mnie wyleczy. Jak wyszła z mieszkania, to nigdy więcej się nie odezwała. Nie odpisuje na wiadomości i nie odbiera połączeń. Hasła, że facet też ma prawo do słabości są jedną wielką fikcją. W tym chorym świecie słaby facet jest od razu skreślany i im szybciej to zaakceptuję, tym lepiej dla mojej psychiki.
Nie udało mi się w życiu, jestem niski, brzydki, mam wadę wymowy, zarabiam tyle, żeby nie umrzeć z głodu i każdego dnia muszę walczyć w pracy z krzykaczami, którzy uważają mnie za gorszego i lubią się pośmiać z jąkały. Przeżywam każdego dnia stres, nerwy i ogólne zawiedzenie pracą, życiem i relacjami z kobietami. Najgorsze jest to, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć, wygadać się, powiedzieć co mnie boli, bo z automatu jestem odbierany jako nieudacznik, słabeusz i ludzie po chwili zaczynają się z tego śmiać, robić sobie ze mnie żarty i mnie cisnąć. Duszę w sobie te wszystkie negatywne emocje, udaję silnego, a w środku pękam z bezsilności. Jedynym miejscem gdzie nie muszę udawać jest Internet.
Wydaje mi się że większość osób tutaj myli zaradność z siłą. Kobiety lubią mężczyzn, którzy są przede wszystkim zaradni, pewni siebie, przy których będą mogły "bezpiecznie planować rodzinę". Nie ważne ile masz wzrostu, jak wyglądasz, ile zarabiasz. Ważne jest jak kobieta czuje się w Twoim towarzystwie. Jeżeli pierwsze wrażenie jakie robisz to pokazanie jaki jesteś nieszczęśliwy w życiu to nic dziwnego, że kobiety uciekają.
Bądźmy szczerzy, nie tylko kobiety, ale ludzie w ogóle uciekają od osób z taką postawą. Bo kto chciałby się zadawać z wiecznym jęczybułą, który nie potrafi nie skarżyć się wiecznie na własne życie?
Prawda jest taka, że żadna kobieta nie ma siły ani ochoty niszczyć sobie życia z rozżalonym, płaczącym i życiowo niezaradnym facetem. Z kimś takim nie da się być, ani nawet wytrzymać jako znajomym, bo dłuższe przebywanie w takim towarzystwie grozi popadnięciem w depresje. Słabość jest zarezerwowana jedynie dla kobiet, a te wszystkie wzniosłe hasła na socjal mediach mówiące o tym, że mężczyzna też może być delikatny, ma prawo do płaczu itp są nieżyciowe. Sam widzisz na swoim przykładzie jak to wygląda. Facet powinien być facetem i nikt się nie będzie nad tobą litował. Weź sobie do serca tą prawdę i zacznij z sobą coś robić, bo żadnej kobiecie nie będzie się chciało leczyć twoich psychicznych problemów i cię naprawiać.
Nie wspominając już o jego zarobkach które też są tragedią. Byłam kiedyś z 28 letnim gościem który zarabiał podstawę i mieszkał z mamusią. Dopiero po pięciu miesiącach dotarło do mnie w co sie wpakowałam. Nigdzie mnie nie zabrał, nigdzie nie pojechaliśmy. Naszą jedyną rozrywką były spacery i TV. Nawet jedzenie wybierał najtańsze. Miałam już dość słuchania o tym jak nie ma pieniędzy. Bardzo się sparzyłam tym związkiem. Nie życzę żadnej kobiecie pakowania się w bagno z takimi facetami jak autor wyznania.
Trochę masz rację i trochę nie. Nikt nie lubi ludzi, którzy się tylko nad sobą uzalaja, nie zależnie od ich płci. Każdy ma prawo do słabości, ale bez przesady by 24/7/365 tylko o tym jojczeć. Czasami znajdą się fetyszysci ofiar życiowych czy ludzie z kompleksem zbawcy, ale to promil społeczeństwa. Ludzie raczej chcą kogoś na równym dla siebie poziomie, a nie sierotę, którą trzeba się opiekować, ciągle pocieszać, itd.
Nikogo ogarnietego skrajności nie przyciągają. Niezależnie od płci. Kobiet - ofiar życiowych, które tylko jęczą jak im to źle i nie potrafią pogadać na żaden temat, który nie jest uzalaniem się nad nimi też nikt nie lubi.
Cero, to ze kazdy ma prawo do slabosci jest swietne z moralnego punktu widzenia. Praktyka wyglada juz inaczej. Sami w obrebie wlasnej plci nawet nie szanujecie mezczyzn okazujacych slabosc, a zaczyna sie juz w szkole. Roznica pomiedzy okazywaniem slabosci u kobiet (jezeli nie jest brzydka) polega na tym, ze zawsze znajdzie sie ktos kto bedzie ja pocieszal i pomagal, a faceta w tej samej sytuacji wysmieja i ewentualnie powiedza zeby poszedl pobiegac czy cos to mu przejdzie. Nikt nie bedzie sie nim przejmowal, ani nad nim litowal bo i po co? Biologia nie promuje tego typu zachowan i watpie zeby jakas zdrowa kobieta wybrala sobie taka ciepla kluche. Facet ma byc facetem.
Ale mężczyźni też nie są zainteresowani "ciepłymi kluchami" jako materiałami na partnerkę.
Co do pocieszania w szkole - wszystko zależy od środowiska. U mnie jeśli jakaś laska co chwila ryczała, bo dostała 4, a nie 5 to tylko jej najlepsza "psiapsi" ją pocieszała, całą resztę klasy to wurwiało i to już w podstawówce. Gdy kolega raz się załamał, bo mu 1 na koniec roku groziło to wszyscy mu pomagali w nauce dobrowolnie, nawet do końca szkoły. Normalnym było, że gdy kolega nawet tylko mocniej oberwal na wf i było to widać (np. po posturze i minie) to miał wokół siebie wianuszek dziewczyn, które się o niego martwiły, chociaż z wyglądu był przeciętny. Po prostu był sympatyczny z charakteru.
Przed maturami pocieszalo się każdego zestresowanego, bez względu na płeć tej osoby. Po prostu otaczali mnie normalni ludzie i tylko, a może aż, tyle.
Cero chyba sama nie jesteś przekonana co piszesz. Wielu facetów jara słodka nieporadna kobietka - ciepła kluska, bo mają się o kogo troszczyć i dać bezpieczeństwo, a przez to poczuć się bardziej męscy. Natomiast w szkole nie mówię o tym, że ktoś złamie rękę, mówię o tym, że w pewnym wieku zaczyna się podział na tych którzy rządzą w klasie/szkole i na tych którzy są popychadłami. I te popychadło nie jest ani trochę szanowane przez rówieśników, a czasem nawet przez nauczycieli.
Ja też nie mówię o złamaniu ręki, a zwykłym pocieszaniu kogoś, kto może nie zdać do następnej klasy/źle się czuje po wfie/stresuje się maturą. W normalnej klasie nie ma takich idiotycznych podziałów na "cool kids" i "ofiary". I to nie osoba z której próbuje ktoś zrobić ofiarę jest wykluczana z grupy, a oprawcy.
Nie mówię, że w szkołach w których byłam było idealnie, ale prawie zawsze (w jednej szkole tylko miałam pecha) przytłaczająca większość mojej klasy była normalna.
Jesteś taką słodką-sierotką, że wiesz iż kogoś takie jarają? Czy może wiedzę czerpiesz z hamerykańskich kreskówek czy durnych filmów? Albo szukasz kozłów ofiarnych i kogoś, dzięki komu będziesz mogła się poczuć ze sobą lepiej, bo to nie twoja wina, że nie cieszysz się zainteresowaniem tyko facetów, bo wolą sierotki, a ty przecież jesteś niezależną kobietą?
Bo ja jestem "sierotką" z wyglądu i uwierz mi, że nikt mnie nie traktował poważnie do czasu aż miał okazję pokazać się mój charakterek lub umiejętności. Nie raz słyszałam powiedziane wprost, że nie nadaję się na partnerkę, a ta osoba właśnie partnerki szuka, a nie maskotki. W relacjach bardziej biznesowych czy w grach też traktowano mnie jak maskotkę i musiałam dużo więcej z siebie dać niż normalne dziewczyny tylko przez mój piskliwy głos. Zainteresowani "z marszu" mną byli nie normalni ludzie, a tacy co szukają zamiast partnerki to kogoś, kogo będą mogli od siebie uzależnić i się znecać (w przeciwieństwie do tych normalnych ta grupa szybko traciła mną zainteresowanie gdy okazywałam się samodzielną jednostką). Odpowiedz sobie sama czy chciałabyś by tego typu osoby się tobą interesowały.
Ja cały czas mówię o normalnych ludziach, a nie takich co brak "męskości" (czy czegoś innego) muszą sobie kompensowac uzależniając od siebie czy znecajac się nad słabszymi. Wbew pozorom norma jest normą, bo jest większością.
Zyjesz chyba w jakiejs utopii. W kazdej publicznej szkole zawsze jest jakis dzieciak biedniejszy, slabszy, mniej asertywny, wycofany, itd, z ktorego inni chetnie sie smieja i nie tylko smieja. Na kazdym poziomie mojej edukacji byl ktos taki. Tak samo jak byly osoby uznane za te najladniejsze, najprzystojniejsze itp czy nawet takie które budza respekt innych. Niech kazdy czytajacy nasza dyskusje cofnie sie myslami do szkoly i zada sobie pytanie ktora z nas na racje.
Wlasnie potwierdzilas moja wersje, ze faceci lgna do kobiet "sierotek" ktorymi trzeba sie zajac. Jak takie traktuja, to juz inna kwestia. Wazne jest ze lgna i taka kobieta nigdy nie bedzie sama.
Czyli według ciebie to co ktoś ma między nogami określa to jak można tą osobę traktować i usprawiedliwia znęcanie się nad nią?
Zdajesz sobie sprawę że między innymi przez takich ludzi którzy uważają że facet musi być "facetem" wskaźnik samobójstw wśród mężczyzn jest znacznie wyższy niż wśród kobiet?
Facet musiał być silny kiedy natura nie pozwalała na bycie słabym, miało to zastosowanie 100- 200 lat temu, ale nie teraz. Teraz biologia nie ma znaczenia.
@Zfrustrowana Ale Ty to chyba nieporadną ciepłą kluską nie jesteś, bo masz kochanka i świetnie sobie radzisz z ukrywaniem tego. No chyba, że coś nie wyszło i się dowiedział?
@Zfrustrowana, nie w utopii ale w małych szkołach. W małych społeczeństwach rzadziej są takie podziały, bo nikt nie lubi jak ktoś dręczy przyjaciela, którego znasz "od pieluchy". W mojej klasie w gimbazie było tak "hermetycznie", że poza mną każdy był dla każdego bliższym bądź dalszym kuzynem, więc tym bardziej dreczenie kogoś nie było mile widziane. Najliczniejsza klasa w której byłam liczyła 21 osób i była to podstawówka, gdzie ludzi znalo się "od pieluchy", bo było tylko jedno przedszkole w okolicy. Najbardziej przykra rzecz, która się działa w klasie to był moment jak w podstawówce (wtedy) przyjaciółka wygadała moje sekrety. Klasa trochę się ze mnie nabijała (np. wierzyłam w duchy, więc zdarzały się teksty w stylu "Kacperek dzisiaj cię przypadkiem nie odwiedził?"), ale nie nazwałbym tego znęcaniem się. Bardziej takim przyjacielskim dokuczaniem, bo oprócz tych "pstryczków" wszyscy zachowywali się przyjaźnie (poza moją ex-przyjaciółką i jej nową bff, ale one po prostu mnie zlewały). Ogólnie dzieciaki miałyby przechlapane gdyby kogoś zaczęły dręczyć, bo prędzej czy później by to wyszło, a rodzice też się znali od lat, często "od pieluchy", więc rodzice by opitolili dzieci z góry na dół za to, że znęcają się nad dzieciakami ich dobrych znajomych.
Nawet jeśli rodzice zamiast zapisać mnie do gimnazjum do którego szli wszyscy moi znajomi z przedszkola i podstawówki zapisali mnie do innego regionu, to ze starymi znajomymi do dzisiaj mamy ok kontakty.
Ogólnie to uważam dyskusję z tobą za zamkniętą, bo nie będę dyskutować z kimś, kto najwyraźniej uważa, że bycie z przemocowcem jest lepsze niż bycie samą. Chore podejście "Wlasnie potwierdzilas moja wersje, ze faceci lgna do kobiet "sierotek" ktorymi trzeba sie zajac. Jak takie traktuja, to juz inna kwestia. Wazne jest ze lgna i taka kobieta nigdy nie bedzie sama".
Czyste podejście "to nic że pije i bije, ważne że chłop[/baba] jest".
Po prostu chore, żałosne, a przede wszystkim smutne.
Być może odbierzesz moje słowa jako zbyt banalne, lecz w dalszym ciągu masz czas na zmiany. Dlaczego tak piszę? Powodem jest, iż za młodych lat ja również byłem chłopcem do bicia z wadą wymowy. Przeżywałem codziennie szykany, bicie, poniżanie. Dodatkowo w rodzinnym domu zaznałem biedy, czasem nie było co jeść. Moja świętej pamięci mama miała nerwicę i kiedy działo się coś nie po jej myśli zaczynały się krzyki i awantury. Teraz mam rodzinę, dom, znakomitą pracę. Nie poddałem się i Ty też nie poddawaj. Poddanie się i zaakceptowanie swojego losu jest najgorszym wyjściem. Zmień kawalerkę na pokój, za zaoszczdzone pieniądze zaciągnij pożyczkę i zrób uprawnienia w kierunku zawodu który gwarantuje dobre zarobki, chociażby ciężki sprzęt budowlany. Do pracy tego rodzaju nie potrzeba wzorowej dykcji. Będziesz wówczas posiadał środki na lekarzy specjalistów, na rzeczy które są teraz dla Ciebie finansowo niedostępne. Twoja pewność siebie zacznie wzrastać pomimo 174 cm wypadających włosów. Będzie Ci znacznie łatwiej o kobietę. Wiem co mówię, mam 176 cm, zacząłem łysieć w wieku 18 lat. Do 26 roku życia w pracy rownież byłem obiektem żartów bardziej rosłych kolegów. Dostałem wówczas pierwszy awans i z dnia na dzień zaczęli się mnie bać. Naprawdę wiele zależy od determinacji człowieka. Co prawda, jakiś rodzaj traumy został mi do dziś i prawdopodobnie już nigdy tego nie wymarzę z pamięci, lecz moje dotychczasowe życie wygląda inaczej. Nie poddawaj się, jesteś na tyle młody, że możesz jeszcze wszystko zmienić.
Znam jednego typka, jakies 170 wzrostu, zakola jak uszy myszki Miki, nie jąka się, ale nie wymawia za dobrze r. I wiesz co? Podoba mi się od kilku lat, kiedyś nawet zaprosiłam go na randkę, ale odmówił, bo nie byłam w jego typie.
Wiem że to brzmi jak bzdura, ale pewność siebie (PRAWDZIWA pewność siebie, nie rzucenie wyuczonego hasła albo odtwarzanie mowy ciała z filmików) jest niesamowicie atrakcyjna. To mnie do niego przyciągnęło jak teraz o tym myślę - niski, lysawy, z wadą wymowy, ale zachowuje się jakby świat był jego? Ten to musi mieć do zaoferowania niewyobrażalną ilość rzeczy!
Wygląd to tylko wygląd - polubisz siebie i naprawdę spadnie na drugi plan. Pozdrawiam, ciągle niewyleczona z tego atrakcyjnego brzydala dziewczyna
Tylko ja nie mam na czym budować swojej pewności siebie. Żeby chociaż było neutralnie, a u mnie wygląda to tak że wszyscy traktują mnie jako tego gorszego.
@doron31 a robisz coś dla siebie? Wiesz co lubisz robić?
Z własnego doświadczenia wiem że moja pewność siebie wzrosła gdy zaczęłam dbać o to co ja chcę. Próbowałam nowych rzeczy i znalazłam to co mi sprawia radość. To nie musi być drogie hobby. Po prostu coś co lubisz. I to daje pewność siebie :)
Pierwszy krok to zrozumieć, że pewność siebie nie powinna zależeć od tego, czy akurat twoje cechy się przydają społeczeństwu i czy są atrakcyjne. Spróbuj poznać siebie - co naprawdę lubisz a co nie, jaki jesteś. Na pewno jesteś wrażliwy, co jest już dobrym początkiem, bo to pozytywna cecha. Nie tłumacz się z niczego. Bierzesz pigulki na potencję? Nie musisz przed stosunkiem wykładać dziewczynie dlaczego, mówisz jej jak jest i tyle.
Spróbuj też przenieść swój punkt widzenia z "ja" - jaki to ja jestem brzydki, beznadziejny, etc. na "oni" - czy ludzie, którzy Cię wyśmiewają, sami są kryształowi? Sprowadź jednego z drugim parę razy do pionu, uświadom ich, że nie mają aparycji miss czy niebotycznego intelektu i zejdą z Ciebie.
@Joe1500100900 - O, to jest bardzo trafny komentarz. Zgadzam się w 100%, że dla wielu kobiet właśnie tak to działa, że facet wcale nie musi wyglądać jak pan model z kalendarza (mi osobiście nawet mniej się podobają tacy konwencjonalnie ładni faceci niż tacy ciekawie brzydcy xD). A ta mityczna "pewność siebie" też wcale nie polega na tym, żeby spełniać oczekiwania innych, tylko właśnie na tym, żeby nauczyć się mieć na nich wyjebane i robić swoje, tak żeby tobie było dobrze. Piszesz, że "nie masz na czym budować" - gówno prawda. Buduj tym co masz, a masz przede wszystkim nieskończone możliwości uczenia się w domu, siedząc na dupie - bo masz dostęp do neta, inaczej nie dodałbyś tego wyznania. Zainteresuj się trochę psychologią, poczytaj sobie jak to wszystko działa, jak działają ludzie, co nas napędza, na jakich zasadach postrzegamy innych i siebie. I nie daj sobie wmówić, że dzielenie się swoimi obawami czy problemami to "okazywanie słabości", bo to też gówno prawa. Bycie wrażliwą osobą nie jest czymś negatywnym, tylko właśnie zaletą, tak jak już ci wyżej napisano. No i musisz uświadomić sobie, że do tej pory trafiałeś na dosyć chujowe osoby, skoro tyle razy ktoś cię wyśmiewał czy tobą pomiatał. Tak się zwyczajnie nie robi i na to nie ma usprawiedliwień. Ale następnym razem kiedy to się stanie, zamiast olać sprawę weź głęboki oddech i głośno, asertywnie powiedz, że sobie tego nie życzysz.
Z całego tego wyznania bije masa rezygnacji, smutku i pogardy do siebie. Na co dzień też to czuć - po postawie, spojrzeniu, sposobie mówienia... Żeby nie było, naprawdę rozumiem jak poważny wpływ ciężkie przejścia z dzieciństwa mają na dorosłe życie. Wiem, bo sama to przerabiałam - tylko że ludzi to nie obchodzi. Widzą smutnego, wymemłanego przez życie człowieczka z postawą zbitego psa i mają po prostu w dupie, dlaczego tak jest. Nie roztrząsają "ojej, musiało mu być ciężko, dlatego tak się zachowuje". Nie analizują.
Znam trochę obiektywnie nieatrakcyjnych osób - niektórzy są mocno otyli, inni po prostu mają nieładną aparycję, a jeden z kolegów jest jeszcze niższy od ciebie i też zaczął wcześnie łysieć - wszyscy są jednak lubiani, mają pasje, a większość z nich znajduje się w wieloletnich (i szczęśliwych!) związkach. Uwierz, clue braku sukcesów towarzyskich nie leży w nieatrakcyjnym wyglądzie (zresztą zakola to żadna wada, a 174 cm dla faceta to też nie tak znowu mało), a we wnętrzu człowieka. Jeśli jest się sfrustrowanym, zgorzkniałym cynikiem, który nienawidzi siebie, to to po prostu samo "wycieka" na zewnątrz i ma się taką aurę, która odstrasza, zwłaszcza przy bliższym poznaniu.
Nie pracujesz nad sobą, tylko się użalasz i to jest największy problem. Rozumiem, że trudne dzieciństwo miało na Ciebie ogromny wpływ. Wiem, że na wizytę u psychologa na NFZ trzeba poczekać, ale masz 31 lat, więc mogłeś się już dawno temu umówić, gdybyś tylko chciał.
Znam całą grupę ludzi, która wyszła z jąkania się - brałam udział w zajęciach w ramach wsparcia i pomocy dla jąkającego się. Nie jest to ani łatwe, ani przyjemne, ale zmienia życie na lepsze, tak mówią osoby, które sobie z tym poradziły.
A z Twoim wzrostem wszystko jest w porządku.
Taka nasza podła rola, chociaż nie jesteśmy to musimy grać niezniszczalnych przed światem. Kobiety podświadomie odrzucają słabych mężczyzn, a inni mężczyźni robią z Ciebie kozła ofiarnego. Nie ma żadnego równouprawnienia. Kobietom wolno płakać, kobietom wolno zarabiać podstawę, kobietom wolno mówić, że się boją, a gdy facet robi to samo, to od razu stwierdzą żeś ciota i nieudacznik. Morał z tego, że zawsze trzeba być silnym, bo niestety slabość u nas facetów jest nieakceptowalna. Straszne to jak się nad tym głębiej zastanowić
Oczywiście że nie ma równouprawnienia. Patriarchat wali po głowie obie płcie, wpychając jednostki w jedną z dwóch foremek oczekiwań, bez względu na cechy osobnicze, które są w większości niezależne od płci. I kobiety i mężczyźni powinni walczyć o równość, bo w dzisiejszych czasach patriarchalny układ ról to żart
Dlatego będę skazany na samotność. Całe życie do dupy. Choć był czas przywyknąć to jednak ciągle boli.
Ile bym dała, żeby mój chłopak zaczął mówić o swoich uczuciach w związku z rodziną, o tym co go martwi... O tym wszystkim mówił tylko raz, jak był pijany i wszystkim zebrało się na rozmowę o uczuciach. Przynajmniej potrafił opowiedzieć o swoim lęku i jestem mu za to wdzięczna. Oczywiście niczego z niego na siłę nie wyciągam, po prostu taki jest i nie zmienia to moich uczuć.
Nie będę wypowiadała się za wszystkie kobiety, ale ja cenię u ludzi (obu płci) umiejętność szczerej rozmowy o własnych uczuciach. A jest różnica między taką rozmową, a użalaniem się. I nie mam na myśli tylko partnera, ale także przyjaciół, rodzinę. Każdy ma prawo do słabości, wszystko zależy od tego, jak ją pokazuje.
@doron31, jeśli swoją wartość uzależniasz od tego czy masz partnerkę czy nie to tak, zawsze będziesz sam.
Jest coś takiego jak terapia i profesjonalny psychoterapeuta doradzi ci lepiej niż anonimowi. Tylko dupkę trzeba do specjalisty ruszyć i popracować nad sobą.
Pewności siebie nie zbudujesz na opinii innych o tobie. Pewność siebie, a to przyciąga ludzi, zbudujesz na swojej opinii odnośnie swojej osoby.
Na podstawie opinii innych można co najwyżej zbudować fałszywą pewność siebie - gdy wśród znajomych perfekcyjnie udajesz, bo wiesz, że coś tam w tobie widzą i nie chcesz zburzyć ich wizji o sobie, a w domu ryczysz w poduszkę aż płuca bolą, wymiotujesz i codziennie chodzisz z chrypką. Ale ta fałszywa na dłuższą metę w związku się nie sprawdzi (wiem co mówię). Trzeba wziąć dupę w troki i ruszyć się na terapię. Innego rozwiązywania nie będzie, a na pewno nie będzie łatwiejsze i bardziej skuteczne, nawet jeśli na pozór będzie tak się wydawać.
Jeśli tak bardzo chcesz być w związku to nie na wyjścia - idź na terapię i pracuj nad sobą. Na internecie znajdujesz opinie o psychoterapeutach z twojej okolicy.
Jakbyś mi na dzień dobry powiedział , że jesteś beznadziejny i nieszczęśliwy a do tego co nie stoi to sorry ale też bym zwiała ...
Kolego pora iść na NFZ do psychiatry , bo są dobrzy ... Są oddziały dzienne psychiatryczne które stawiają na nogi w 3 miesiące , wiem to z autopsji ... Także szukaj i dawaj , za pare miesięcy czekamy na dobry finał
Wiesz no, jak będziesz się tak użalał nad sobą to na pewno lepiej nie będzie.
współczuję 😔 kurcze jednak bycie gnębionym odciska na człowieku wielkie piętno. Nie poddawaj się. osobiście znam osobę, która się jąka i wiem że nawet w Internecie można znaleźć ćwiczenia pomagające poprawić wymowę. może wybierz jedną rzecz, dajmy na to wymowę i ćwicz codziennie gdy zobaczysz efekty, zmotywuje Cię to do kolejnych czynności ☺️ może zacznij ćwiczyć, zadbaj o dietę, nie dla wszystkich, ale np dla mnie ma to spory wpływ na równowagę psychiczną