#LDURT

Od dziecka miałam ogromny problem z obgryzaniem paznokci. Nie pomagały żadne lakiery o smaku czosnku czy cebuli ani żaden z domowych sposób.
Całkiem niedawno zaczęłam być z chłopakiem, którego podnieca ból. Najbardziej lubi być drapany aż do krwi po pleckach. Moje króciutkie paznokcie tylko go łaskotały, więc zebrałam w sobie wszystkie pokłady silnej woli i...
Od miesiąca nie obgryzam paznokci :)

#vt67Y

Jestem mężczyzną, lat 25-35, dokładnego wieku celowo nie podaję. Moje dzieciństwo nie należało do spokojnych, ojciec zmarł, zanim poszedłem do szkoły, byłem wychowywany głównie przez dziadków. Jako dziecko w domu często miewałem napady agresji, gdzie dochodziło do przemocy fizycznej. W szkole sytuacja podobna, liczne problemy, ale szczegóły pominę. Dalej w szkole średniej sytuacja się pogłębiła, doszedł alkohol, narkotyki i problemy z prawem, które na szczęście nie skończyły się dla mnie źle, głównie dlatego, że byłem jeszcze nieletni. Był to najbardziej burzliwy okres w moim życiu, ale jakiś czas później sytuacja się powoli zmieniała, nadal bywałem problematyczny, ale w większości przypadków coraz lepiej potrafiłem nad sobą zapanować. Zacząłem lepiej rozumieć swoje zachowanie i zachowania innych ludzi. Obecnie na ogół mam raczej dobre stosunki z ludźmi, których znam, wszelkie spotkania ze mną inni odbierają pozytywnie, potrafię sprawić, że poczują się dobrze w moim towarzystwie, chociaż na ogół ludzie twierdzą, że mam „specyficzny” charakter, ale nie postrzegają tego jako wadę.

Tyle tylko, że ja to wszystko muszę udawać, żeby nie zrazić do siebie innych ludzi, bo w środku jest pustka, nawet tej złości, którą czułem jako dziecko, już nie ma.
Kiedy przyszło mi iść na pogrzeb członka rodziny, musiałem się zmuszać i udawać przejętego, a w głowie miałem głównie powrót do domu, z dala od tej szopki. Wcześniej uważałem, że ludzie tak samo jak ja muszą udawać te emocje, a wiem, że niekiedy udawali, bo widziałem to po ich zachowaniu. Doszedłem jednak do wniosku, że to nie do końca tak jest, bo jak to jest, że widzę ludzi autentycznie przejętych czyimś odejściem lub krzywdą, czasami nawet strzelających samobója z tego powodu, a ja muszę się do tego zmuszać, bo wiem, że jeśli będę sobą, to stracę wszystko.

Teraz pewnie pomyślicie, że jestem złym człowiekiem, ale mam swoje zasady, które wyrobiłem sobie na przestrzeni lat i pomagają mi one żyć w zgodzie z ludźmi z mojego otoczenia. Nie krzywdzę ich, mają we mnie oparcie, kiedy tego potrzebują i ja sam dzięki temu mogę na to samo liczyć. Za to widzę masę rozhisteryzowanych ludzi, gotowych przekreślić wszystko pod wpływem emocji. Jeśli bóg istnieje, to myślę, że dał nam wolną wolę i możliwość odczuwania emocji, żeby z nas zakpić.

#aajGC

Ostatnio usłyszałem, że jestem zimny jak lód, bo nie przyszedłem na pogrzeb żadnego z rodziców.

Matka alkoholiczka, która zostawiła mnie z ojcem, jak miałem 14 lat, i powiedziała mi raz po pijaku: „Szkoda, że cię nie wyskrobałam, pier*olony bękarcie”. Matka, której przestałem ufać po tym, jak jej się zwierzyłem ze swoich problemów nastolatka i ona rozgadała to wszystkim koleżankom, a koleżanki swoim córkom (z którymi chodziłem do klasy) i byłem przez to wyśmiewany.
Ojciec, który nigdy mnie niczego nie nauczył, a tylko je*ał za jakiekolwiek próby robienia czegokolwiek. Prosiłem go, żeby mi powiesił półkę na ścianie. On nie będzie nic wieszał. Kiedy sam wziąłem wiertarkę, by wywiercić otwory pod kołki, stał i się gapił i tylko mnie wyzywał od pi*d, „na ch*j ty się bierzesz, jak nie umiesz, daj to, ku*wa, debilu je*any”. Pierwszy był do wyśmiewania mnie za próby robienia czegokolwiek albo gdy nie wiedziałem, jak się nazywa „to do ciągnika przyczepiane”. Moim kolegom załatwiał pracę na wakacje u siebie w robocie, uczył ich jeździć samochodem, każdego traktował lepiej niż mnie.

W wieku 17 lat zacząłem mieć krwawe biegunki. Nie poszedł ze mną do lekarza. Wmawiał mi, że nie chce mi się chodzić do szkoły i wymyślam. Poprosiłem pedagog w szkole o pomoc. Schudłem 10 kg, byłem zagrożony z ośmiu przedmiotów, bo przez trzy miesiące nie chodziłem do szkoły, tylko siedziałem w domu, gdy ojciec był w pracy. Po tym, jak w końcu zabrał mnie do lekarza prywatnie i okazało się, że mam nadżerki w jelitach, powiedział mi tylko: „Masz szczęście”. 

Kiedy kupiłem mieszkanie, powiedział mi, że tylko debile biorą kredyty i pewnie zaraz będę spał pod mostem, bo mnie wyrzucą, bo przestanę płacić.

Każdą moją dziewczynę wyzywał od ku*ew, bo ta nosiła spódniczki, ta miała usta pomalowane, tej oczko poszło, to pewnie wróciła z je*ania z kimś w podartych ubraniach.

I wiecie, co jest w tym najgorsze? Że kilka lat temu, kiedy jeszcze chodził i spotykaliśmy się na rodzinnych imprezach, był taki dumny, jakich on synów wychował. On ma dwóch synów, jeden lekarz, drugi inżynier. I wszyscy mu wtórowali, wzór cnót rodzicielskich. A prawda była taka, że i ja, i mój brat przyrodni, 20 lat starszy, żyliśmy w nienawiści do niego i robiliśmy wszystko, byle się od niego uwolnić.  Z boku to my jesteśmy wyrodni, bo urwaliśmy kontakt i wyparliśmy się ojca, który całe życie poświęcił na wychowanie.

Pamiętam ostatnie spotkanie ojca z bratem, więcej się nie widzieli nigdy. Brat powiedział do ojca: „Ty się bardziej przydasz po śmierci, bo teraz to tylko wszystkich umiesz niszczyć”. Wtedy nie rozumiałem za bardzo tych słów, miałem jakieś 12 lat.
Dziś mam prawie 40 lat i jak patrzę w lustro, to widzę kogoś bezwartościowego, zakompleksionego, choć obiektywnie mam szeroką listę kompetencji. Drogą terapii szukam siebie, ale czuję, że jeszcze sporo pracy przede mną.

#nHBLz

Od 15 roku życia pracuję i sama się utrzymuję. Kiedy moi znajomi imprezowali ja próbowałam zarobić na siebie, coś odłożyć... Dziś mam 23 lata. Okropną pracę, z której od roku próbuję uciec. Oprócz tego jeszcze studiuję i dorywczo pracuję w obsłudze klienta. Mam narzeczonego, z którym planuję ślub a w niedługim czasie chcemy zamieszkać ze sobą. Moi rodzice nie akceptują tego i chcą żebym poczekała do ślubu.
Niedawno tata zachorował i wszyscy mają do mnie pretensje, że się nie interesuję, że to ja jeżdżę do narzeczonego ciągle zamiast być w domu z rodziną... a ja po prostu mam dość... Chciałbym wreszcie być szczęśliwa, zająć się sobą, swoimi pasjami, odpocząć. U niego czuję spokój, nie muszę się niczym przejmować, ale moi rodzice nie rozumieją tego i twierdzą, że jestem najgorszą córką... A ja po prostu chcę wreszcie zacząć korzystać z życia :(

#cpdJC

Wracałem ostatnio z niezłej zakrapianej imprezy. Trochę się wypiło. Lekko za dużo...

W domu zaczęły piec mnie oczy. Zakropiłem je i czekałem na polepszenie się sytuacji. Po chwili mój krzyk mogli słyszeć sąsiedzi zza ściany. Przez pomyłkę użyłem kropli żołądkowych.

PS Bolało jak diabli.

#weJem

Kocham zwierzęta i nie lubię gdy dzieje się im krzywda.
Od dziecka miałam jakieś zwierzątka, byłam odpowiedzialnym dzieckiem.
Sprzątanie, karmienie, opieka - to była dla mnie norma.
Ale zdarzyło się coś, z czego nie jestem dumna.

Miałam chomika. Ale po jakimś czasie zaczął mi się... Nudzić. Nie miałam komu go oddać, bo rówieśnicy nie opiekowaliby się nim. 

Pewnego razu chomik uciekł ze szklanej klatki, jakoś wspiął się na parapet okna, ale zauważyłam go i złapałam. Wpadłam jednak na pomysł, jak w końcu pozbędę się chomika. Następnym razem, gdy znowu uciekł i widziałam, że chodzi po parapecie i wychodzi za szybę. A że ścianę pokrywał winogron, to chomik schodził po gałęziach. I tak oto pozbyłam się chomcia.

Wieczorem powiedziałam rodzicom, że chyba uciekł mi chomik, bo nie ma go w klatce ani w pokoju.

Drugi raz z niechęcią spotkałam się do papugi. Nie dała się oswoić, więc ciągle była wredna, nie dała się głaskać. Aż zaczęła mi przeszkadzać. Ale nigdy świadomie jej nie skrzywdziłam. Pewnego dnia, przez nieuwagę mamy, papuga uciekła przez okno. Udawałam, że się smucę, ale w głębi duszy cieszyłam się, że nie mam już zwierzęcia. Byłam zmęczona opiekowaniem się kolejnym zwierzęciem, bo jak jedno zdechło, ja od razu kupowałam kolejne i nie miałam czasu odpocząć.

Po trzech dniach, gdy wróciłam do domu, okazało się, że papugę znalazł jakiś facet i wywiesił ogłoszenie. Niestety, mama je przeczytała, wzięła numer i tata poszedł po nią. Uciekła drugi raz, bo mama znowu otworzyła okno, ale już się nie znalazła. Papuga rzecz jasna.

#aZz8y

Zaprosiłam do siebie na noc chłopaka, z którym się spotykałam od jakiegoś czasu, ale na razie tylko bardzo grzecznie. Ogólna podjarka z mojej strony, bo wiadomo, co będzie się działo. On też, że "o ja", że "o super będzie" i że "cała noc zabawy przed nami". Zanim przyszedł, podkręciłam ogrzewanie, żeby wprowadzić w życie mój plan.

Po gadce szmatce zaproponowałam mu, żeby zdjął koszulkę, bo zrobiło się strasznie gorąco. Zdjął ją, a ja ją zabrałam i poszłam do łazienki. Calutka się rozebrałam, po czym założyłam na siebie tylko jego t-shirt i weszłam do pokoju. Zbliżyłam się, zaczęłam całować go po szyi... a on nic! No i tak właściwie to koleś grał w gierki na moim PlayStation do rana. Nic z tego nie wyszło. Jak widać, trochę inaczej rozumieliśmy "całą noc zabawy".

#ppb39

Gdy miałam około 8 lat, to bardzo lubiłam grać w Simsy. Jednak jako tak młoda osoba nie wiedziałam jeszcze, co jak się robi, więc zawsze prosiłam o pomoc starszego brata. Na jednej imprezie rodzinnej u mnie w domu byłam chora, więc większość imprezy po prostu grałam, a brat raz na jakiś czas przychodził mi pomagać. W pewnym momencie przyszłam do niego i przy wszystkich gościach spytałam: „Braciszku, zrobisz mi dzidziusia?”, a brat zmieszany zaczął krzyczeć na cały dom: „W Simsach! Jej chodzi o Simsy!”. Do tej pory na każdym spotkaniu rodzinnym wszyscy się z tego śmieją.
Dodaj anonimowe wyznanie