#9gpQD
Jestem siedemnastoletnim chłopakiem, uczę się dość dobrze, nigdy nie było ze mną problemów, jeśli chodzi o zachowanie.
Jednak moja rodzicielka nie rozumie, że mam więcej niż 6 lat. Mogę wychodzić ze znajomymi tylko po 17 (bo "to nienormalne wychodzić tak wcześnie"), ale muszę wracać o 21 (bo "to chore szlajać się po nocy"). A samo dojechanie do mieściny, w której chodzę do szkoły i w której mieszkają wszyscy znajomi zajmuje mi dobre 50 minut (bo "rodzice nie są moimi szoferami"). Każde wychodzenie zaczyna się od gadki na temat narkotyków, alkoholu itp. Zawsze muszę zdać dokładny opis osób z którymi wychodzę, a jeśli trafi się osoba starsza (nawet o rok), to wyjścia nie ma. Nie daje mi żadnych pieniędzy (bo "mało zarabia), ale żeby robić testy na narkotyki co 3 dni to jej starcza (chociaż nigdy nic nie wyszło). Wzorowa katoliczka, która oddała Pismo Święte na makulaturę (bo "i tak nie czyta"), chodzi do kościoła co miesiąc, ale jeśli ja z nią nie pojadę, to mogę się pożegnać z telefonem (na który sam zarobiłem). Gdy mówię, że jestem ateistą, każe mi się zamknąć (bo "zostałem wychowany w wierze katolickiej", chociaż odkąd pamiętam był to szantaż). Raz zadzwoniła po psychologa i wychowawczynię i nagadała, że jestem najgorszy, muszę być pod obserwacją itp. Innym razem dorwała mój telefon i poszła do jakiegoś znajomego, żeby go odblokować i zaczęła czytać wszystkie moje rozmowy z każdym, w tym z (aktualnie byłą) dziewczyną. Raz zdobyła nr telefonu do rodziców byłej dziewczyny i zwyzywała ich oraz ich córkę, oraz zakazała dziewczynie zbliżać się do mnie, grożąc jej policją.
Już sam nie wiem, czy to jest normalne.
Nie, to nie jest normalne
Po pierwszym "akapicie" to już nie było normalne, a z każdym kolejnym jest tylko gorzej.
Zgłoś na policje o nękanie i złamanie tajemnicy korenspodencji
Jeszcze rok i możesz uciekać
Dlaczego tak często w wyznaniach tego typu nienormalnymi rodzicami są zagorzali pseudokatolicy? Nie rozumiem takich ludzi... A Ty autorze jak skończysz 18 lat wypieprzaj stamtąd zanim matka siądzie Ci na psychikę, szkoda zdrowia i życia.
@kasabianka może zazwyczaj takimi ludźmi są zagorzali pseudokatolicy?
Być może, to jak we fraszce Krasickiego „Dewotka”
Jeśli będziesz chciał się wyprowadzić, co mnie w ogóle by nie dziwiło, to pamiętaj, że dopóki się uczysz, na rodzicach ciąży obowiązek alimentacyjny (dotyczy to także szkoły wyższej).
Poczekaj do osiemnastki i się wyprowadź nie widzę innego wyjścia
To teraz uważaj: masz 17 lat, już długo wytrzymałeś i na prawdę zanim się zorientujesz, będzie po wszystkim. Ogarniaj dobrze szkołę lub ucz się zawodu, czegoś ci pozwoli Ci niedługo wyjechać do innego miasta pod pretekstem studiów/pracy. Nie musi być daleko, ale minimum godzinę drogi. Oczywiście im dalej, tym bardziej będziesz miał spokój. O ile nie jest jakąś patologiczną matką, nie radzę zrywać całkiem kontaktu, ale ograniczysz go do minimum - święta itp, żebyś za kilka lat nie miał wyrzutów sumienia.
Moi rodzice są bardzo podobni, otwierają moje listy, grzebią w rzeczach i telefonie. Od pięciu lat wynajmuje mieszkanie sama w innym mieście, gdzie studiuję i pracuję, a gdy przyjeżdżam na święta, wszystkie moje szafki, ubrania, rzeczy które jeszcze leżą w domu są przegrzebane pod pretekstem sprzątania, listy otwarte. W dodatku matka opowiada każdemu niestworzone historie o mnie albo moje prywatne sprawy i nawet nie wiem co komu.
Nie martw się o utrzymanie, jeżeli rodzice nie zechcą dawać Ci pieniędzy, możesz starać się o stypendium z uczelni. Również da się połączyć nawet studia dzienne z pracą, a jeśli coś oblejesz, to powtórzysz rok albo przeniesiesz się na inny kierunek. Jak najszybciej postaraj się zaplanować życie tak, żeby odciąć się od toksycznej matki, ucz się czegoś co łatwo Ci przychodzi, może języków albo programowania itp, czegoś co ułatwi Ci znalezienie pracy. Bez doświadczenia zatrudnisz się w gastronomii, barze itd. Będzie ciężko, ale uwierz mi, warto. Jeszcze trochę i będziesz panem własnego losu, sam będziesz decydować gdzie, kiedy i z kim chcesz wyjść.
Prawdopodobnie Twoja matka nie chce dla Ciebie źle i to co robi jest jakąś dziwną formą nadopiekuńczości, ale to nie znaczy że może decydować o każdym aspekcie Twojego życia. Jesteśmy dziećmi rodziców, ale nie ich własnością, czy pieskiem który sam nie myśli i za którego będą zawsze decydować. Powodzenia.
Chodzi do kościoła co miesiąc? Rzeczywiście wzór katolicyzmu, że tak powiem..
Zastanawia mnie tylko co jej siedzi w głowie, bo nie jestem w stanie tego pojąć