#BOYwm
Mimo, że ręka była złamana to chodziłam do szkoły. Wiadomo, klasa maturalna, nie chciałam tracić lekcji. Pech chciał, że biegnąc na autobus do domu z ręką w gipsie znowu się wywróciłam. A jak to bywa przy takich upadkach, naturalnym odruchem było podtrzymanie się rękami. Ale przecież miałam rękę w gipsie, która nie utrzymała mojego ciężaru. I tak z impetem trafiła w moją twarz, a co za tym idzie złamałam sobie nos i podbiłam oko :D
Postanowiłam już nie wychodzić z domu bojąc się o dalsze wypadki. I tak leżałam sobie na łóżku, z podbitym okiem i złamanym nosem. Jako, że rodzice pracowali i byli poza domem, nie bardzo przejmowałam się swoim wyglądem. Nie kamuflowałam siniaka, który rozlał się na pół twarzy, ubierała tzw. "ciuchy po domu" - dobry wygodny dresik, więc możecie wyobrazić sobie mój wygląd.
A teraz wyobraźcie sobie miny świadków Jehowy, którzy zapukali do całkiem ładnego domu, a otwieram im ja. W obdartych ubraniach, ze złamanym nosem i krwiakiem na pół twarzy. Zrezygnowali z nawracania. Przerażoną minę miał też kurier, od którego odbierałam paczkę (przyszła do mojego ojca, o czym mnie nie poinformował, przez co nie zdążyłam się ogarnąć) :D Trafiłam też do szkolnego psychologa, bo martwił się, czy ktoś się nade mną nie znęca. No cóż, musiałam się przyznać, że jestem po prostu ofiarą losu.
Ja przez pare miesięcy chodziłam w dresach do szkoły. Wszyscy uznali, że już mam wyjebane na wszystko a ja po prostu miałam operację kolana i nie mogłam nosić obcisłych spodni.... xD
Morał z tego taki - nosić dresy, masz wyjebane! :D Hahaha
Na pewno nikt nie wiedział, że masz operację kolana ;)
Twój komentarz wygrał 😄
Jak jest zimniej to zawsze chodzę w dresach
"Tak, los się znęca" 😂
"Tak NFZ się znęca" xD :D
Ahahahah, piękne! 😆😅😂
Czyli ten Janusz ukradł mi nick do multikonta
Pierwszy raz słyszę, żeby ktoś nie chodził do szkoły, bo ma złamana rękę.
Ja chodziłam nawet ze złamana noga, złamała ręka to pikus przy nodze...
Ze złamana nogą jeszcze rozumiem, bo przy długim gipsie dają zwolnienie. Ale przy ręce(jeżeli to nic bardzo poważnego) raczej nie. Raz miałam tygodniowe zwolnienie z powodu bardzo silnego zapalenia ucha, więc i z powodu rąk mogą dawać. ;p
Już myślałam, że złamiesz drugą rękę.
Czy tylko ja nie widzę nic nadzwyczajnego w tym, że autorka chodziła do szkoły ze złamaną ręką?
Ja na studiach chodziłam na zajęcia mimo "szyny gipsowej" sięgającej od pośladka do palców u stopy ;)
@poledancerka no właśnie. Ja chodziłam do szkoły pomimo dwukrotnie złamanego obojczyka (jakby ktoś nie wiedział - ma się wtedy zagipsowaną rękę i praktycznie cały tułów), złamanego nadgarstka, kilkukrotnego naderwania ścięgien w szyi, a wybitych palców, czy skręconych kostek to nie zliczę ;) w dodatku zazwyczaj uszkadzałam sobie prawą rękę, którą piszę
@Pulinka, znasz Ty życie bez gipsu?;)
A co to za różnica która ręka? Obie nogi sprawne, dojść może, a z doświadczenia wiem, że nauczyciele jeśli widzą, że coś się stało nie maja nic przeciwko, aby nie pisać, a kserować notatki.
My mieliśmy dziewczynę w klasie podst, która złamała rękę która pisze i każdy sprawdzian mówiła nauczycielce a ta pisała. Dziewczyna która zawsze była najgorsza z ortografii nagle przez 3 tygodnie była najlepsza :')
Heheheh
Aż sie mi przypomniało jak odwiedzili mnie Jechowcy jak rąbałem drewno niedaleko domu. Stoją tak sobie na schodach pod drzwiami, a ja podchodze od tylu zapominając zupełnie o siekierze w dłoni. Ale ci idący z misją na wioski chyba przyzwyczajeni bo pomimo lekkiego zmieszania i tak chcieli rozmawiać o prawdzie. ;P
Tylko nie "Jechowcy", błagam ;) Ale to prawda, siekiera nie robi takiego wrażenia, jak się niektórym wydaje ;D Nie jesteśmy z innej planety, widywaliśmy już takie narzędzia np. u siebie przy domu ;p
Znaczy sie, właściwie to nieukrywam, że nie pałam do Was sympatią dlatego "Jechowcy" ;)
Po prostu wk***iają mnie ludzie którzy nie chcą dać sobie spokoju nawet wtedy gdy mówie wprost i dosadnie, że nie chce rozmawiać. A to czy nie chce rozmawiać dlatego, że poznałem Wasze argumenty i mnie nie przekonują, czy dlatego, że właśnie nie chce sie dać przekonać to już jest moja sprawa ;)
Ludzie patrzą i od razu układają sobie w głowie swoją wersję wydarzeń. Raz miałem wypadek na rowerze, rozbiłem sobie głowę, miałem wstrząśnienie mózgu, więc postanowiłem dojść trochę do siebie nim pojadę dalej. Usiadłem przy najbliższym sklepie, pół twarzy i koszulka we krwi no i oczywiście byłem dość otumaniony. W końcu gdy uznałem, że jest w miarę w porządku ze mną, wstałem i w tym samym momencie się zerzygałem. Ludzie już po policję zdążyli zadzwonić a oni dopiero, gdy chuchnąłem mi uwierzyli :D
Oj, chyba świadkowie Jehowy prędko do Ciebie nie zapukali znowu. :D
Takie rzeczy nas nie wystraszą, uwierz mi ;)
Nie wiem czemu czuję taką niechęć do psychologów. Mimo iż mnie to interesuje (dla przykładu lubię testować na ludziach reakcje na różne bodźce). Jak słyszę / czytam że psycholog pyta licealistkę czy nikt się nad nią nie znęca to mnie krew zalewa. U małych dziećków jeszcze rozumiem...
Ja jestem do tego stopnia ofiarą losu, że mój szef kiedyś mnie spytał czy nie potrzebuję pomocy/nikt mnie nie krzywdzi. Po dwóch latach pracy u niego już uwierzył, że nikt mnie nie bije - ja te wszystkie siniaki mam dlatego, że obijam się o wszystko na swojej drodze. Tydzień temu zdołałam sobie rozwalić łuk brwiowy (bez szwów się nie obeszło...) bo zamiast wejść w drzwi weszłam w ścianę zaraz obok...