#Ddqkk
Jak nie zrobię listy zakupów, to może nie być masła, chleba, czy ziemniaków i tak nie kupi. Jak nie umówię zmiany opon, to będziemy jeździć na jednych do zdarcia. Jak nie ubezpieczę samochodu, to będziemy prywatnym jeździć nieubezpieczonym, o firmowych pamięta. Ostatnio wymiany potrzebują opony w wózku dziecka i tak miesiąc bujałam się bez wózka, aż w końcu napisałam do producenta o parametry, zamówiłam i leżą w kartonie czekając na założenie.
Z drugiej strony oczywiste jest to, że tylko ja robię pranie, obiady i większość porządków (tą pozostałą część muszę pokazać palcem). Kupuję ciuchy i kosmetyki dla całej rodziny, bo facet po sklepach chodzić nie lubi. Ja umawiam wizyty do lekarzy itp.
Nie mam pojęcia kiedy to wszystko na mnie spadło. Nie było tak od początku, w rozmowach wychodzi, że ja się wkurzam, że wszystko jest na mojej głowie, a mój mąż, że ja wiecznie coś planuję. Próbowałam mu "oddać" choć część spraw, ale i tak wszystko wraca na mnie, bo on ma czas. To nie jest tak, że planuję wszystko nie wiadomo jak do przodu, ale jeśli jedziemy na majówkę to wg mnie o opony czy klimatyzację powinniśmy zadbać przed wyjazdem, a nie w lipcu.
Skoro nie było tak od początku to możliwe, że sama podświadomie do tego doprowadziłaś. Nie mówię, że tak jest, ale często zdarza się że kobiety wyręczają facetów w różnych czynnościach albo "daj zrobię to, bo i tak po tobie musiałabym poprawiać", a potem są wiecznie zmęczone, bo wszystko na ich głowie. Moim zdaniem powinnaś z nim szczerze porozmawiać i konkretnie wytłumaczyć, co Ci przeszkadza. Myślę że Twój mąż może nawet nie byc świadomy, że coś jest nie tak.
Ciężko tutaj coś mówić nie znając całej sytuacji. Równie dobrze możemy czytać kwik rozpieszczonej księżniczki która siedzi cały dzień w domu gdy jej mąż pracuje po 14 godzin, co aktywnej zawodowo kobiety na którą, pomimo rozsądnych ustaleń wstępnych, spadła cała robota w domu i poza, podczas gdy mąż się bawi bo całe zarządzanie firmą scedował na jakiegoś podwładnego.
Jeden pewny sposób na rozwiązanie tego problemu niezależnie od sytuacji: załóż konkurencyjną firmę i wygryź męża z biznesu.
Z wyznania wynika, że nie jest rozpieszczoną księżniczką. Robi WSZYSTKO w domu i poza nim. On tylko pracuje.
@MownaDuszka "tylko pracuje"
No tak, bo wymiana opon taka pracochłonna w porównaniu do prowadzenia firmy xD
Jak on sobie radził zanim byliście razem?
Albo radził sobie całkiem normalnie tylko w małżeństwie się rozleniwił bo poczuł że może.
Hipoteza:
Radził sobie całkiem spoko. Tylko jak mu żona ciągle ględziła że coś źle robi i "nie tak tylko inaczej" to zamiast z nią walczyć pozwolił jej to robić.
Sorry - mogę się co do tej sytuacji mylić - to jest tylko hipoteza.
Miałem tak z matką. Z jednej strony "wszystko muszę robić sama, nic nie pomagasz" a z drugiej jak starałem się pomagać w gotowaniu, sprzątaniu itp. to ciągle było "nie tak" "źle to robisz" "zrób to tak". Po prostu uważała że jest na wszystko jedyna słuszna metoda - tak jak ona to robi. Po swojemu nie miałem prawa nic zrobić bo z założenia było robione źle. No to zamiast toczyć z nią wojny o gotowanie pozwalałem jej samej to robić.
Teraz jak jestem na swoim nie mam problemów z gotowaniem i ogarnięciem mieszkania - po swojemu.
Macie inne podejscie i tyle. To samo widywałam u moich rodziców. Przestan oczekiwać, ze on bedzie myslał tak jak Ty bo nie bedzie i tyle.
Zdarzyło mi się pracować z moim w tej samej firmie. Doznałam szoku. Jaki on był tam czysciutki. Jak wszystkich ganiał o porządek, nawet mnie. No szczęka mi opadła, bo pierwsze co robi jak wróci z pracy to ściąga spodnie po zamknięciu drzwi i idzie na klopa. O nic nie mogłam się doprosić żeby zrobił, żeby mi pomógł. Po tym małym okresie czasu, gdzie pracowaliśmy razem, już wie co to: koszyk na pranie, zmywarka, pralka, szczotką, mop i ogarnięcie dzieciaków.
Mój exnarzeczony był taki:c
Pracowaliśmy razem i w pracy był super ogarnięty gościem, szkolącym innych, samodzielnym i wielozadaniowym. Wszyscy sobie chwalili pracę z nim. A w domu nie ogarniał nic... Zwykłe umycie garów stanowiło dla niego problem, remont sypialni jak zrobił to jak Boga kocham ją bym lepiej sobie poradziła, nawet nakarmienie kota na czas było zbyt ciężkie mimo, że kot chodził i się domagał. A ja przez 4 lata chodziłam, prosiłam, groziłam, błagałam i krzyczałam. Nic nie pomogło... Po tym czasie miałam już serdecznie wszystkiego dosyć...
Ja sie zaopatrzylam w elektryczny srubokret, wiertarke i kupe narzedzi. Zamawiam np. szafke na buty, ktorej "przeciez nie potrzebujemy, albo kupimy za kilka miesiecy, bo teraz nie mam czasu" (nauczylam sie ignorowac i sama zamawiam, bo kurde dziecko gryzie mi buty XD) i sama wszystko skladam. Raz nawet zrobilam jej prowizoryczny "balkon" (rame wkladana w drzwi ogrodu, bo ten jest pelen kolcow i polamanego betonu) - reczna pila i mlotkiem.
Po co mi chlop, skoro on musi wszystko najpierw omowic i zaplanowac przez tydzien, a ja na spontanie wezme miarke, olowek i noz do chleba, jesli nie ma pily.
@TabascoNincja to samo u mnie. Polecam jeszcze klej na goraco, bo juz wiele razy naprawilam nim cos co "nie da sie zrobic", np.parasolke 😉 a ten elektryczny srubokret wart zakupu?
Elektryczny śrubokręt <3 jak dla mnie niezastąpiony w domu :)
Jeśli ktoś całe życie ni musiał tego robić(najpierw mama, potem żona) to nie będzie ogarniał.
Dlatego ja raz do roku robię mojemu facetowi wyzwani "masz tu taką kasę jak ja mam zwykle, zadbaj o jedzenie i porządki. Jak nie ogarniesz to będziesz chodził głodny". Cóż... radzę mieć schowane awaryjne racje dla siebie(Jakieś 7-days jak zapomni kupić chleba czy coś)
Raz do roku? On jest twoim dzieckiem, że tak go traktujesz? Jesteście partnerami, więc obowiązki domowe należą też do niego.
Jak facet mówi, że coś zrobi, to to zrobi. Naprawdę nie trzeba mu o tym przypominać co pół roku xD
Porozmawiaj z nim. Może dla niego podział ma własnie tak wyglądać i nie dostrzega, że Ty się z tym męczysz.
To dosłownie przestań się interesować mężem. Nie rób mu prania, obiad tylko dla Ciebie i dzieci, lekarza dla niego olej i wszystko wkoło niego też.
Świetna rada. Taka nie za mądra.
Nie znamy całej sytuacji. Równie dobrze autorka może nie pracować i żyć z wypłaty męża siedząc cały dzień w domu. Równie dobrze mogło być tak, że autorka sama z czasem przejmowała kolejne obowiązki bo ona zrobi to lepiej, szybciej az któregos dnia się obudziła, że sporo ma na głowie. Gdy się czymś nie zajmujesz przez dłuższy czas to przestajesz o tym nawet myśleć.
Tak, tylko mąż też zarabia na nią i utrzymanie domu, więc dlaczego on ma być pomijany, skoro na to wszystko też daje pieniądze, poświęca swój czas, żeby żyło im się dobrze?
Nie będę jak wy rzucać domysłami;) z historii wynika że autorka została sama z problemami, nawet jeśli nie pracuje to od kiedy niby trzeba się przejmować że się ktoś sam do lekarza nie potrafi umówić? Ale no uwaga... autorka PRACUJE, nie siedzi w domu całymi dniami.