#G1n1H
Powodów by zacząć było kilka. Ojciec pił jak byłem mały i znęcał się psychicznie nade mną i matką (chwała Bogu, że od 8 lat nie pije), w szkole od małego byłem pośmiewiskiem i kozłem ofiarnym głównie ze względu na wagę i ogólną izolację. Tak poza tym byłem OK. Uczyłem się na czwórkę bez większego zaangażowania, nie paliłem, nie piłem.
W liceum mieszkałem w internacie i pod koniec pierwszej klasy nawiązałem znajomość z "tym popularnym, lubianym gościem". Fajnie było móc z kimś pogadać na luzie, aż w końcu zaproponował, żebym spróbował. Uznałem, że czemu nie.
Poleciałem. Krótko po pierwszym razie zacząłem palić papierosy i pić. Brałem co mi w ręce wpadło, ba, jakbym mógł to pewnie nawet dałbym się prostytuować. W 2017 pojawiły się dopalacze, które sam załatwiałem. Studia przepiłem, poszedłem do pracy, po dwóch miesiącach do następnej, po kolejnych dwóch do kolejnej, aż mnie wyrzucili.
Wtedy poszedłem na całego. Ukradłem rodzicom 3000 i jako że mój samochód był u mechanika, pojechałem o 21 na skuterze do miejscowości oddalonej o 45 km wypożyczyć samochód. Skuter zostawiłem, zamówiłem dopalacze za tysiaka i przez noc jeździłem po Małopolsce ćpając. Rano następnego dnia zadzwonił do mnie ojciec i powiedział, że mam się w domu nie pokazywać. Nie przejąłem się tym zbytnio. Robiłem to samo, w tym samym aucie, nieumyty, przez 5 dni może raz coś zjadłem.
W końcu z wycieńczenia zasnąłem podczas jazdy i wjechałem na czołówkę. Gdybym wtedy nie wyszedł (a właściwie nie wyleciał) samodzielnie z auta, pewnie bym nie żył. Trafiłem do szpitala, nikomu innemu nic się nie stało, więc dostałem tylko 500 zł mandatu.
Ja miałem rozwalone prawe kolano, jelito cienkie pęknięte w trzech miejscach. Musieli mi wyłonić stomię (taka dupa na brzuchu, co sra kiedy chce). Przeprosiłem się z rodzicami i obiecałem poprawę. Gdy siedziałem w domu "znajomi", których miałem dzięki ćpaniu olali mnie, co mnie złamało i wróciłem do brania, chodząc w tym czasie na terapię dzienną. Szybko się tam zorientowali i przy rozmowie z terapeutą i mamą postawiono mi ultimatum: albo Idę na półroczną terapię w ośrodku zamkniętym, albo rodzice wyrzucają mnie z domu. Poszedłem pod Warszawę, skąd na miesiąc przed zakończeniem programu mnie wyrzucili, bo zrobiłem za małe postępy. Życzyli mi bym zaćpał i skończył jako bezdomny. Wróciłem do domu.
Teraz jestem w tym punkcie: mam rok pełnej abstynencji, z czego 7 miesięcy jestem poza ośrodkiem. Mam dobrą pracę, odkładam pieniądze, żeby w końcu przynajmniej wynająć mieszkanie. Spotykam się z dziewczyną tylko raz lub dwa razy na miesiąc, bo muszę dbać o swoje samopoczucie i poświęcać sobie dużo czasu, żeby nie wrócić do ćpania.
Życzę powodzenia wszystkim z tym samym problemem. Dacie radę, trzeba chcieć.
Jakoś nie chce mi się wierzyć, że po wypadku czołowym, w którym byłeś pod wpływem dostałeś tylko mandat 500 zł.
Myśle ze autor po prostu nie wspomniał o karze pieniężnej za poniesione szkody materialne, jedynie w kwestii prawnej to tylko mandat 500zl
Gratuluję głupoty, za narazanie zdrowia innych na drodze powinieneś iść na 15 lat jak za próbę zabójstwa...moze wtedy nie byłoby tyle durni na ulicach
To nie jest głupota, facet na głupiego nie wygląda. To autodestrukcja. Choroba która wyżarła go od środka. Depresja i uzależnienie. W cale go nie bronie bo tego nie popieram ale tacy ludzie potrzebują litości.
I jeszcze dodam że więzienie jeszcze nikogo nie zresocializowało. Dla zwierząt i morderców - obóz pracy (najlepiej w kamieniołomach) dla ludzi którzy życia nie ogarniają jakiś ośrodek zamknięty z dobrym programem wychodzenia z czarnej d.
A co mu czy komus innemu da litosc? Chodzi o to, zeby wyizolowac chora komorke z organizmu, by nie zarazala i nie niszczyla innych. Jak sam nie znajdzie powodu by zyc, to niech sobie zrobi zloty strzal i po problemie, a tak bedziemy lozyc na leczenie takiego "elementu", ktory nie widzi sensu w zyciu w trzezwosci. Takie glaskanie po glowce.
We mnie znajdziesz wszystko, nie musisz się już bać. Powodzenia bracie !
Powodzenia !
Wiem jaka droge przeszedles samo "olśnienie" i przyznanie sie przed soba,że jest sie uzależnionym jest ciężkie,a co dopiero pobyt w ośrodku,wyjście z tej jednak mało realnej ośrodkowej rzeczywistości i to ile pracy trzeba włożyć w to żeby w końcu odpowiedzialnie zacząć ogarniać zycie, wyzbyć sie schematów i nawyków,ktore mimo ze odstawiło się substancje i tak powielane się pewne zachowania typowe dla ćpunów czy alkoholikow, próbować znaleźć nowe nietoksyczne znajomości i zdrowy zwiazek to już wogóle wysoka poprzeczka na pierwsze lata trzeźwosci.zastanawia mnie tylko co to za 6 mies ośrodek, bo wszystkie w jakich bylam (czyli 5 z powodu ucieczek ) były przeznaczone na roczna terapie... ja po 14 latach ćpania jestem trzeźwa już prawie dwa lata.Życze Ci siły na każdy kolejny dzień bez narów, bo właśnie pojedyńczy dzień tu i teraz jest najważniejszy w naszej chorobie.
Znam to. Ale mojego wyznania nie chcieli dać. Przyznam szczerze, że podczas cpunskich festiwali prócz okradania rodziców byłem bardzo zazdrosny, że nie urodziłem się dziewczyną, i nie mogłem zarabiać hajsu prostytucja. To, jak człowiek jest w stanie się zeszmacic, żeby nie zdychac przez chociaż kilka-kilkanaście godzin to tragedia.
Tak w sumie to nadal w następnym wcieleniu chciałbym zagrać w wersję easy życia.
A propos, bo jak zwykle zapomniałem dopisać. Kiedys, gdy jeszcze narkotyki to była dla mnie czarna magia (ba, nawet tydzień przed tym jak zacząłem byłem pewny, że nigdy nie zacznę niczego brać.), to narkomanów, cpunow widziałem stereotypowo, jako najgorszych wykolejencow, śmieci i margines społeczny.
Z biegiem czasu, gdy poznawalem ich coraz więcej, to oczywiście, spora część była taka. Ale w większości to byli nieszczęśliwi, wrażliwi i dobrzy ludzie, którzy po prostu najczęściej nie zaczeli brać dla funu, tylko nie poradzili sobie w ten czy inny sposób z rzeczywistością.
Oczywiście nie mówię tu o dzieciakach co ładują dopalacze.
ja np. żałuję, że jestem mała i nie mogę wygrzmocić buły większości dorosłych ludzi, bo zamienią mnie w mokrą plamę. żałuję, że mam większą szansę zostać ofiarą morderstwa i gigantycznie większą sznasę zostać żywym towarem w rękach zwyroli. żałuję, że każdy seks bez gumy jest dla mnie ryzykiem ciąży, która jest długa, wyczerpująca i grozi śmiercią. żałuję, że tylko przez połowę miesiąca mam popęd seksualny...
... i przy tym jakoś nigdy nie brałam pod uwagę prostytucji jako dobrego pomysłu na życie - w najlepszym wypadku ludzie po prostu mają cię za szmatę, w gorszym mogą cię porwać i dosłownie zrobić z tobą co chcą, zarazić wenerykiem, torturować i bić, a ty nie masz praktycznie szans się obronić. faktycznie super opcja.
Wszystko fajnie, tylko że wystarczy unikać niebezpiecznych sytuacji aby nic z tego się nie zdarzyło.
A z drugiej strony, masz wersję easy życia. Większość ludzi będzie Ci pomagać, bardzo łatwo jest Ci znaleźć seks, czy wejść w związek. Masz mnóstwo opcji, mnóstwo tak zwanych dobrych, wrażliwych i empatycznych chłopaków. Wielu z nich dodatkowo pokocha cię, nawet jeżeli twój status społeczny będzie dużo niższy niż ich.
Już pomijam możliwość zarabiania jako prostytutka, chociaż ja o tym mówiłem jako o kimś, kto jest uzależniony od narkotykow/opiatow, nie ma forsy, i nie ma innej możliwości jej zarobić.
Nadal nie uważasz, że w przeciwieństwie do mnie nie grasz w życie na poziomie easy?
Przykro mi Selevan, ale AutorkaZ ma dużo racji. Nie możesz dostrzegać tylko jednej strony, że kobiety mają w życiu łatwo - bo to nieprawda. To już nie jest The Red Pill, tylko mizoginia i ignorancja. The Red Pill to filozofia walcząca o wzajemny szacunek obydwu płci. Dostrzega ona wady i zalety bycia zarówno mężczyzną, jak i kobietą. Równie dobrze ja bym mogła powiedzieć, że mężczyźni mają lepiej, bo rzadziej padają ofiarami gwałtów czy przemocy fizycznej w związku. Albo "the best argument ever" - nie muszą rodzić dzieci. Gdybym skupiła się tylko na samych pozytywnych stronach bycia mężczyzną, okazałoby się, że to oni mają łatwiej w życiu. A jak doskonale wiemy, to nieprawda. Fakt faktem, że kobiety posiadają więcej przywilejów społecznych - przynajmniej odkąd pojawił się feminizm. Ale to nie oznacza, że nasze życie jest dosłownie usłane różami. Ja jako kobieta, osobiście doświadczyłam takich zjawisk, jak chociażby mobbing w pracy czy też dyskryminacja ze względu na płeć. Jeden z moich byłych szefów był typowym samcem alfa, do tego piekielnie inteligentnym i pewnym siebie. Wykorzystywał on swoją pozycję do gnębienia kobiet w firmie. Mężczyzn traktował ulgowo. Szczególnie uwziął się na mnie, bo pracowałam najbliżej niego, do tego byłam drobnej budowy ciała (łatwy cel) oraz jako jedyna próbowałam walczyć z jego dyktaturą. Kiedy zdecydowałam się odejść z pracy, zwabił mnie wraz ze wspólnikiem do firmy pod pozorem odbioru wypłaty. Kiedy pojawiłam się na miejscu, zamknęli mnie w biurze i zaczęli zastraszać. Byłam sama z dwoma rosłymi mężczyznami, daleko od innych pracowników, w pomieszczeniu bez monitoringu. Mogli ze mną zrobić dosłownie wszystko... Teraz rozumiesz? Czasami bycie kobietą wcale nie jest takie easy, jak twierdzisz.
No tak, bo faceta nie da się zastraszyc, pobić, okraść, czy skompromitowac. To tylko domena kobiet, prawda?
Zauważ, że ty mówisz o patologicznych sprawach, sytuacjach i zachowaniach. A ja, że kobieta ma lepiej w tych codziennych, życiowych, i normalnych.
Co mam ci powiedzieć? Widząc co się dzieje dzisiaj na świecie, dla mnie lepiej jest byc kobietą, i raczej wątpię, żebym zmienił swoje zdanie. Naprawdę, chciałbym miec okres, za cenę mniejszej szansy na choroby cywilizacyjne pokroju depresji. Chciałbym mieć konieczność rodzenia dzieci (co nie jest obowiązkowe), za możliwość bycia akceptowanym w społeczeństwie mimo mojego charakteru tylko dlatego, że urodziłem się z waginą, a nie penisem.
A gdy już będę miał dziecko, mieć pewność że jest moje, a przy ewentualnym rozwodzie z winy partnerki nie musieć oddawać jej dziecka, i góry pieniędzy. Wiele można by wymieniać.
Selevan, powoli zaczynasz iść w skrajność z tymi poglądami. Nie zwracasz uwagi na dodatkowe czynniki - jak chociażby te, które wymieniłam. Owszem, mężczyzna również może być skrzywdzony. Zauważ, że ja skupiłam się na przemocy fizycznej (bardziej, niż zastraszania, bałam się, że moi byli pracodawcy mogą mi wyrządzić krzywdę cielesną). Mężczyźni również mogą zostać pobici, napadnięci czy nawet zgwałceni. Nikt tego nie neguje. Tylko że najczęściej ich oprawcami są inni mężczyźni. Podobnie jak w przypadku kobiet.
Naprawdę nie wierzę w to, co piszesz. Jesteś bardzo inteligentnym facetem, ale ostatnie Twoje wypowiedzi pokazują, że zaczynasz wpadać w rodzaj... nie wiem... fanatyzmu? Chociaż może nawet nie tyle, co fanatyzmu. To wygląda tak, jakbyś miał żal do wszystkich kobiet tego świata. Chciałbyś być kobietą? A co byś powiedział, gdybyś urodził się jako kobieta, ale np. w Somalii? Gdzie do dziś praktykuje się okrutny zwyczaj obrzezania kobiet? Albo w jednym z krajów islamskich, gdzie władzę nad Twoim życiem sprawowaliby ojciec, bracia, mąż? Gdybyś był zmuszany do seksu i rodzenia dzieci, a większość praw ograniczałaby Twoją wolność osobistą? Naprawdę, nie wierzę w to, że możesz być takim ignorantem. Może i kobiety cywilizacji europejskiej mają ogromne spektrum przywilejów, co też wcale nie jest dobre - ale pamiętaj, że nawet w XXI wieku , wciąż są na świecie miejsca, gdzie brak penisa między nogami wiąże się z uznaniem Cię za gatunek podczłowieka. Ale Ty nie wziąłeś tego pod uwagę, prawda? No tak, bo przecież żyjemy w Polsce, jesteśmy obywatelami Europy - dlaczego mielibyśmy wybiegać z naszym myśleniem poza jej granice? Nie pisałabym Ci tego wszystkiego gdyby nie fakt, że zauważyłam, jak bardzo skupiasz się tylko na wybranych, wygodnych dla Twojej filozofii faktach. Tak jakby kobiety to było najgorsze zło. Uwierz mi, my też często doświadczamy krzywdy od mężczyzn i od innych kobiet. Dlatego tak bardzo jestem za tym, żebyśmy okazywali sobie wzajemny szacunek.
Muszę sprostować ostatni akapit. Akurat ja od roku nie mieszkam w Polsce. Aczkolwiek często mentalność mam nadal polską :) I tu mogę podać kolejny przykład. Tutaj w Niemczech kobieta - a właściwie matka z dziećmi, to niemal nietykalna osoba. Po rozwodzie ma największe korzyści, otrzymuje również mnóstwo benefitów od państwa. Sądy także stoją zawsze po jej stronie. Można więc zauważyć, że świat nie jest wyłącznie jednowymiarowy. Są miejsca, gdzie kobiety mają praktycznie nieograniczone przywileje - a są i takie, gdzie kobiety są traktowane jako element inwentarza, jako czyjaś własność. Podobnie z mężczyznami - taki typowy europejczyk po rozwodzie z żoną zostanie goły i wesoły, natomiast na Bliskim Wschodzie mężczyzna jest panem i władcą.
Wiesz dobrze Dastia, jakie są moje prywatne poglądy. Tutaj jednak nie jestem w stanie być tak pozytywny, czytając co wypisują tutejsze kobiety. I btw, nie mówię o takiej dziczy jak Afryka czy inny bliski wschód.
@postac
Problem z konsekwencjami seksu? No pewnie ze istnieje. Tyle że bardzo duża część facetów nie ma go wcale. Pomyślałaś o tym?
Bardzo chciałbym móc się zamienić z jedną z was, które twierdzą że mamy lepiej. Poza tym, może warto znaleźć takiego, który nie będzie miał nic przeciwko waszej pracy? Sam coś ugotuje? Może kuźwa warto jednak dać takiemu becie jakąś szansę? A nie, przecież on nie daje żadnych emocji, fizycznie nie przyciąga..
Tak licytować się można długo, mógłbym podać tysiące sytuacji w których lepiej być kobietą. tylko zauważ, że ty rozmawiasz o hipotetycznych sytuacjach, typu "co będzie jak 99 procentowa ochrona seksu zawiedzie?", poza tym powoli ta sytuacja z rynkiem pracy o której mówisz staje się nieaktualna. Zresztą, dziwisz się, że pracodawca woli kogoś na kim może polegać? Czemu zapominasz o waszych przywilejach w pracy? O tym, że zawsze dostaniecie to dziecko i alimenty, mimo że rozwód był z waszej lub bez winy? Wracając, ja muszę cały czas mierzyć się z ostracyzmem kobiet, z ponizaniem mnie, bo nie wpisuje się w kanony męskości. Z nadmiarem obowiązków, wręcz wykorzystywaniem.. Dobra, to nie ma sensu.
Powiem wam tylko jedno, cieszcie się, że macie wagine. Unikajcie ciemnych zaulkow, uzywajcie antykoncepcji, i nagle zostaje tylko problem z okresem. No sorry, jakaś kara za łatwiejsze życie musi być.
... to zmień płeć? To będzie łatwiejsze niż zmienianie świata poprzez narzekanie na anonimowych. I bam, nagle twoje życie stanie się cudowne.
A tak naprawdę to nie, nie stanie się, ale jeśli serio aż tak nienawidzisz być mężczyzną, to jest to jakieś rozwiązanie.
Przyjacielu, polecam wspólnotę Anonimowych Narkomanów, mi bardzo pomaga.
Wystarczy wpisać w google lista mitingow NA, na pewno jest jakis blisko Ciebie!