#Gzi66

Historia cAupQ mną wstrząsnęła, ale to dlatego, że wiem że to prawda, sam przez coś podobnego przechodziłem, bo miałem matkę Teresę...

Mam 16 lat i nie miałem fajnego dzieciństwa. Może tak mi się po prostu wydaje, bo jestem zaślepiony faktem, że nie mam ani jednej rzeczy, do której mógłbym powracać gdy będę dorosły. Bo zakładam, że jeżeli nie przeżyliście żadnego kataklizmu, czy innej katastrofy, to macie jakąś pamiątkę z dzieciństwa. A czy to ulubiona książka, komiks, zabawka, gra? Każdy z was ma coś takiego, prawda? No nie, niekoniecznie, ja nie mam, bo moja kochana mamusia wszystko co moje, musiała rozdawać i oferować wszystkim dokoła...

Ojciec opuścił nas kiedy miałem roczek, więc nie było nikogo kto by moją mamę hamował...
Kiedy miałem pięć lat, bardzo spodobało mi się kolekcjonowanie figurek z Kindera. Miałem całe "miasteczko" postaci, codziennie wycierałem je z kurzu, tak o nie dbałem! Wielokrotnie dawałem mamie znać, że bardzo je lubię i chciałbym mieć ich jeszcze więcej, na co przytakiwała.

Pewnego dnia miała miejsce jakaś uroczystość rodzinna, a że nie mieli gdzie dać trzyletniego wówczas Bartusia żeby się pobawił, to wpuścili go do mojego pokoju. Byłem miłym dzieckiem, zaoferowałem mu wspólną zabawę figurkami z mojej kolekcji, ale on stał tak chwilę bezczynnie... i nagle zaczął wszystkie figurki pchać do mordy. Krzyknąłem na niego żeby przestał, ale on dalej gryzł, pluł, ściskał, niszczył, ślinił te zabawki. Bardzo mnie to zdenerwowało i go odepchnąłem. Ten poleciał na pupę i momentalnie zaczął ryczeć. Zawołałem mamę, bo bardzo mnie to zdenerwowało i chciałem żeby Bartuś sobie poszedł. Ale ona zjawiła się z mamą Bartusia i spokojnie poprosiła go o wyplucie zabawek, a mnie poprosiła do łazienki na ROZMOWĘ w cztery oczy gdzie mnie skrzyczała, że nie wolno tak, że Bartuś jest mały i tylko chciał się pobawić.

Kiedy poszedłem już do swojego pokoju, mama Bartusia siedziała z nim na moim łóżku i go uspokajała. OSTRZEGŁA mnie, żebym się nie zbliżał, bo Bartuś się mnie boi. Tłumaczyła mu że "ja tak niechcący go potrąciłem". W tym czasie mama gdzieś poszła. Kiedy wróciła, wrzuciła wszystkie moje figurki do foliowej torebki, zawiązała sznureczkiem i wręczyła Bartusiowi ze słowami (pamiętam to jak dziś): "masz, bo Anonek już wyrósł i nie będzie się nimi bawił!". Kiedy ja zacząłem płakać i krzyczeć, żeby to zostawiła, mama moja i mama Bartusia uciszyły mnie, że już jestem stary byk i kto to myślał...

Jakiś czas później odwiedziliśmy Bartusia i wtedy pod bramą znalazłem kawałki swoich figurek...

Nie był to jedyny przypadek, bo później był motyw z oddaniem mojego kochanego kubka jakiemuś obcemu dziecku, wyszarpywaniem mi słodyczy z rąk żeby oddać innemu chłopcu, niszczeniem moich klejonych modeli, użyczeniem mojego pokoju wujkowi alkoholikowi.

CDN...
Fibreoptic Odpowiedz

Jestem matka. Nigdy tego czegoś takiego nie zrozumiem. Moje dzieci to mój skarb i chce im dac wszystko co najlepsze. Nie pojmuje jak można swoim dzieciom odbierać ukochana zabawkę? Slodycze ? Żeby inne dzieci miały? Co mnie inne dzieci obchodzą jeśli mam do wyboru szczęście ich albo mojego dziecka?

Niveam

Dokładnie, sama jestem matką i mam zasadę, że skoro coś dałam dziecku to jest jego i on decyduje co z tym zrobi

Feniks06

To co napisałaś możnaby włożyć w usta połowie madek. Nie zrozum mnie źle piszesz o jednej skrajności popadając w drugą.

Anonimek112

Może po prostu chodzi o pieniądze.
Łatwiej było dać zabawki dziecka, niż dać jakąś czekoladę, albo kupić wcześniej nową zabawkę.

LetItDie Odpowiedz

Ja tego nie pojmuję. Jak kupujesz coś dziecku, to w ogólnej trosce o nie. A pod troskę nie podpada odbieranie tych rzeczy niemal siłą, bo 'innym przyda się bardziej'.

any80dy

A potem tacy rodzice dziwią się z biegiem lat, że dziecko "chomikuje" wszystkie (nawet niepotrzebne) rzeczy, nie potrafi się dzielić, jest egoistyczne i nie potrafi zarządzać swoją własnością. Jeżeli rodzic ma zamiar dać coś dziecku i traktować to, jakby jednak nie było własnością tego dziecka, to niech lepiej oszczędzi sobie tego podarku. I to dotyczy nie tylko zabawek z Kinder Niespodzianki.

Ararara Odpowiedz

Nie do końca w temacie, ale pamiętam jak w dzieciństwie zaprosiła mnie do siebie cygańska dziewczynka. Jej pokój był całkiem pusty, a jak zapytałam, gdzie ma zabawki, okazało się, że nie ma ani jednej...
Jak tylko to usłyszałam, poleciałam do domu i za zgodą mamy spakowałam połowę swoich zabawek i jej je zaniosłam. Była bardzo szczęśliwa, zaczęła je już nazywać i w ogóle, a ja byłam bardzo z siebie dumna... Kilka lat później mama wspomniała, że niedługo po fakcie widziała jak matka tej dziewczynki wszystko sprzedaje na rynku. :|

Anda

Biedna mała :(

ProstowOczy Odpowiedz

no chyba mu dała te figurki po to, żeby udławił się nimi już w domu... przecież one były bardzo małe, zbyt małe dla 3-letniego dziecka

bazienka

a madka debilka zamiast pochwalic za szyka reakcje, byc moze ratujaca zycie, bo zakrztuszenie to nic fajnego, zrobila szopke

any80dy Odpowiedz

Ja raczej takich akcji nie miałem. Jedyny przejaw takiej postawy u moich rodziców pojawił się ostatnio w zeszłym roku podczas remontu mieszkania. W jednej z szafek w salonie leżał mój pierwszy telefon. Nikomu nie wadził. Nie używałem go, ale jednocześnie nie pozbyłem się, bo było tam trochę zdjęć (a cenię tego typu wspomnienia). Jakoś nigdy nie było czasu tych zdjęć nigdzie zgrać.
Po skończeniu remontu mojego pokoju robiłem porządki i znalazłem miejsce na wszelkiego typu graty, które są mi średnio potrzebne na co dzień, ale wciąż mają wartość. Pytam rodziców o telefon, a oni się śmieją. Nie ogarniam o co chodzi, pytam ponownie. Wymiana spojrzeń i znowu śmiech. Co się okazało? Stwierdzili, że po co mi on i go wyrzucą. Bez pytania. "Na szczęście" leżał w koszu, którego nikt jeszcze nie opróżnił. Jaki był problem? Telefon w kawałkach, bo tatuś stwierdził "hehe co będę dawał jakimś menelom grzebiącym w śmietniku sprawny telefon? Rąbnę se go młotkiem!".
Na mój wybuch złości usłyszałem, że jestem chory psychicznie, bo zdrowy dorosły człowiek nie awanturuje się o to, że ktoś mu "przestawił" jego "Zabawkę". Do tej pory nie rozumiem ich logiki w tej sytuacji.

bazienka

tatus ma auto? to "przestaw" mu je mlotkiem

Infea Odpowiedz

Moja mama oddała na zbiórkę dla dzieci z domu dziecka mojego ukochanego pluszaka Pluto (ten żółty psiak z Myszki Miki). Miałam wtedy z 5 lat, płakałam i mówiłam jej ze oddam inne misie, a ona nie tego i tyle. Po latach zapytałam ją dlaczego akurat tego misia? Stwierdziła że najlepiej wyglądał ze wszystkich misi jakie miałam i że to był tylko miś i nie sądziła że mogłam go tak lubić... Nie tęsknię już za tym misiem (mam 22 lata i kilka miśków w pokoju na parapecie, chronią przed zimnem), ale jakoś tej sytuacji zapomnieć nie mogę...

hopsia Odpowiedz

Moi starzy tak oddali mojego najukochanszego konia na biegunach. Do końca życia im tego nie zapomnę 😒

404error Odpowiedz

Pamiętam, że jak byłam mała miałam bodajże 5 ukochanych zabawek. Rodzice wiedzieli, ale oddali rodzinie z całą resztą. Do dzisiaj mi smutno, chociaż że mnie już stara krowa. Możliwe, że przez to do dzisiaj jak widzę jakieś ładne zabawki to bym sobie kupiła ot tak chociaż dla ozdoby.

zsmnz Odpowiedz

ja też nie rozumiem jak można traktować tak własne dziecko... chyba obwiniala Cię za coś.... szkoda że przy tym zje.bala Ci dzieciństwo....

Cosprzerywa Odpowiedz

Przykre :( Mi do teraz smutno, jak widzę, że ktoś nie szanuje "odziedziczonych" po mnie zabawek. I też miałam kolekcje figurek z jajek, uwielbiałam je. Kiedyś to były kinderki, nie to co teraz...

Zobacz więcej komentarzy (19)
Dodaj anonimowe wyznanie