#HTGow

Odkąd poszłam na studia do dużego miasta, chciałam poczuć się jak królowa życia. To był przełom wieków, kontrast między imprezową metropolią a rodzinną postpegieerowską wsią był nie do opisania. Od razu złapałam kontakt z kilkoma koleżankami z kierunku, chodziłyśmy razem na wszystkie możliwe dyskoteki, wyrywałyśmy facetów, odurzałyśmy się substancjami legalnymi i nielegalnymi... Po prostu kosmos, przez pięć lat zaliczyłam więcej chłopaków niż egzaminów w pierwszym terminie. Po studiach postanowiłam jeszcze trochę przedłużyć młodość, pojechałam z ówczesnym chłopakiem na wycieczkę po Europie, on był muzykiem, więc zbieraliśmy kasę, grając na ulicach miast. Potem wróciłam, co chwila zmieniając facetów, prace i wynajmowane pokoje... Przyszedł kryzys, przez ponad dwa lata siedziałam na bezrobociu, ale nie zmieniłam stylu życia. Pożyczałam pieniądze od koleżanek, potem w parabankach, przez pewien czas próbowałam rozkręcić kanał na YouTube, ale nic z tego nie wyszło. W 2011 znalazłam się na krawędzi. Uzależniona od narkotyków, w długach, bez jakiegokolwiek pomysłu na siebie.

Byłam w ośrodku leczenia uzależnień, tam poznałam Filipa (imię zmienione). Był psychologiem i okazał się moim wybawcą. Pomógł mi wyjść z nałogu, zakochaliśmy się w sobie, myślałam, że znalazłam w końcu partnera na całe życie. Filip kochał mnie mimo wszystkich moich wad, zaakceptował moją przeszłość, dzięki niemu znalazłam nową pracę i stopniowo spłaciłam pożyczki. Naprawdę wyprowadził mnie na prostą, a ja... No cóż, po jakimś czasie zaczęło mi brakować adrenaliny, on był zbyt przewidywalny, a ja potrzebowałam się jeszcze wyszaleć. Zerwałam przez SMS, od dwunastu lat nie mamy kontaktu. Regularnie go stalkuję, wiem, że założył rodzinę, wydaje się szczęśliwy.

Ja obiecałam sobie, że nigdy nie wrócę do dragów i dotrzymałam słowa. Od kilku lat mam też stałą pracę w korpo, zarabiam całkiem nieźle, ale wciąż nie radzę sobie z kontrolowaniem wydatków. Oczywiście znaczna część idzie na wynajem, poza tym jakieś ciuchy czy impreza w klubie i efekt jest taki, że praktycznie nie mam oszczędności. Najgorsze, że większość czasu spędzam sama. Większość dawnych koleżanek ma mężów i dzieci, niektóre zerwały kontakt. Jak uda się gdzieś wyjść raz na pół roku, to już jest sukces. Z facetami też już jest gorzej, mam ponad 40 lat i większość z nich automatycznie mnie skreśla. Oczywiście to się nie stało z dnia na dzień, ale jednak widać różnicę. Ja teraz chcę stabilnej relacji, nie mam już siły na jednorazowe przygody. Ostatnio piję coraz więcej wina, boję się, że znowu będę musiała iść na odwyk. Tylko że już nie będzie Filipa, nikt inny nie pokocha mnie tak jak on. Czuję, że zmarnowałam życie.
ohlala Odpowiedz

Znoooowu on.

HansVanDanz Odpowiedz

"Clickbait" jak byłam młoda to żyłam chwilą, młodość minęła i nikt mnie nie teraz chce.
P.S. który normalny terapeuta związał by się z pacjentem, do tego ćpunem?

Unknown1919 Odpowiedz

Cudowny pomysł na siebie - cpanie i puszczanie się. Cóż mogło pójść nie tak…

MaryL4 Odpowiedz

Czekaj, czekaj, spokojnie. Nie zmarnowałaś życia, szczerze, to fajnie, że w ogóle miałaś takiego Filipa, bo masa ludzi w ogóle nie przeżyła zakochania, przesiedziała młodość w domu i tak dalej. Ale coś jest u Ciebie mocno nie tak z psychika. Ciągłe zmiany pracy, partnerów, problemy z kontrolowaniem wydatków, to nie jest normalne. Spróbuj na siebie spojrzeć łaskawszym okiem, nie „z*ebalam sobie życie, sama sobie jestem winna” tylko bardziej jak badacz. Co konkretnie czułam, co mnie pchało do tego. Może znajdziesz odpowiedź i nauczysz się to kontrolować. Nie masz jakiejś manii czy dwubiegunowki?

Dodaj anonimowe wyznanie