#HWX3J
Od zawsze wiedziałam, że zrobię sobie operację plastyczną, kiedy tylko mogłam, zbierałam pieniądze, wszystko co zarobiłam albo dostałam lądowało w kopercie na dnie szafy.
Gdy skończyłam technikum, od razu poszłam do pracy i uwolniłam się od toksycznej rodziny, zaczęłam chodzić do psychologa i naprawiać moje życie. Byłam też zaniedbana, dlatego gdy już poczułam się lepiej, zaczęłam o siebie walczyć. Poszłam do dermatologa, by wyleczyć trądzik, poczytałam w internecie o pielęgnacji i o zdrowej diecie, zapisałam się na siłownię, dzięki czemu schudłam parę kilo i wyrzeźbiłam trochę sylwetkę, teraz mieszczę się w rozmiar S. W końcu mogłam być tym kim chciałam i wyglądać jak chciałam, zaczynałam się sobie podobać, ale moja jedyna koleżanka z dzieciństwa ciągle podcinała mi skrzydła, twierdziła, że zachowuję się jak pustak i powinnam po prostu zaakceptować siebie, zamiast się zaharowywać dla wyimaginowanego ideału.
W międzyczasie dozbierałam potrzebne mi pieniądze, w końcu mogłam zrobić wymarzoną operację, wiadomo, cudów nie ma, ale wygląd mojego nosa mieści się w normie. Gdy jeszcze chodziłam z opatrunkiem, moja przyjaciółka postanowiła się ode mnie odwrócić, bo nienawidzi pustaków, które walczą tylko o wygląd. No i przede wszystkim trzeba akceptować siebie, a nie podążać za ideałami.
Powiedziała to moja przyjaciółka, ta, która potrafi sama zjeść całą pizzę i całymi dniami grałaby w gry, a nosi rozmiar XS. Ta, która ma ładne, łagodne rysy twarzy i duże, zielone oczy. Ta, u której w życiu pryszcza nie widziałam. Ta, która po prostu wygrała najwyższą nagrodę na genetycznej ruletce.
Nie twierdzę, że ona nie ma żadnych kompleksów, ale osoba, która nie wkłada żadnego wysiłku w swój wygląd, a spokojnie mogłaby być modelką, mówiąca osobie o fizjonomii kartofla, że trzeba akceptować siebie, jest nie na miejscu. Dlaczego ona jest lepsza, bo urodę dostała od matki natury, a ja gorsza, bo zapracowałam na nią sama? Jak już zrobiłam wszystko co mogłam, to akceptuję siebie, wiem że sama nigdy nie będę miała figury modelki, bo budowa ciała nie na to nie pozwala, ale jest OK, czuję się dobrze ze swoim wyglądem.
A piszę to wyznanie, bo kilka dni temu zeszła mi już opuchlizna i siniaki po operacji, wychodząc z domu zauważyłam, że ludzie się już nie gapią na moją twarz (nie przesadzam, nawet pokazywanie mnie palcami nie było rzadkością). Mam wreszcie spokój.
Nie przejmuj się. Wiele osób niby potępia operacje plastyczne, ale tak naprawdę same by się na to zdecydowały, gdyby mogły. Według mnie, jeśli coś naprawdę nam przeszkadza i wpływa źle na nasze samopoczucie, a stać nas, aby to poprawić to dlaczego nie? Oczywiście wszystko w ramach zdrowego rozsądku, by nie zmieniać wszystkiego oraz nie zostać karykaturą samego siebie.
Ale co innego powiększyć sobie biust o 5 rozmiarów dla własnego widzi-mi-się, a co innego zoperować sobie zniekształconą część ciała.
Dlatego właśnie są operacje plastyczne i kosmetyczne. Powiększenie sobie biustu o 5 rozmiarów to plastyka, naprawienie zdeformowanej części ciała to kosmetyka.
Yyy... Deepsleep, nie?
Między zabiegiem kosmetycznym, a operacją plastyczną jest kolosalna różnica. Zabieg kosmetyczny może służyć np. wypełnianiu zmarszczek... Ale operacja zdeformowanego nosa jest operacją plastyczną.
Mylisz pojęcia :)
Anyway, chodziło o nakreślenie różnicy między samymi operacjami. Myślę że zrozumiałe, ale dziękuję za doprecyzowanie ;)
Owszem - należy zaakceptować w sobie niedoskonałości na które nie mamy wpływu. Ale to co można w sobie zmienić, a co nam przeszkadza, należy zmieniać nawet, a może szczególnie wtedy kiedy wymaga to wysiłku. Wiem co mówię, sama dążę do tego żeby w końcu zacząć się sobie podobać :)
W zdrowym ciele, zdrowy duch. Koleżance pewnie pasowało, że jest tą „ładniejszą”. Niektórzy tak mają...
Dokładnie. A tak poza tym, zauważyłem, że zawsze te ''brzydsze'' koleżanki przesadnie idealizują wygląd tej w ich mniemaniu ładniejszej. Kobity, w większości przypadków wam się tylko wydaje, że ta koleżanka jest takaaa idealna.
Super, że poprawiłaś nos, skoro faktycznie był dla Ciebie takim utrapieniem i bardzo dobrze, że ćwiczysz. Mam nadzieję, że starasz się dobrze wyglądać głównie dla siebie, bo kompleksy tak naprawdę siedzą w środku. Tylko pamiętaj, żeby się w tym nie zatracić i żeby to nie stało się głównym życiowym celem. Może być tak, że koleżanka faktycznie jest zazdrosna, ale też może poprostu wygląd stał się głównym tematem rozmów, a wszystko dla Ciebie się kręci koło niego i nie można już fajnie z Tobą spędzić czasu...i tak, wtedy to jest płytkie.
Jaka choroba może wywołać deformację nosa? Szukałam w google i nic nie znalazłam.
Syfilis. Jeśli matka miała to mogła mieć wrodzony.
Życie jest zbyt krótkie żeby żyć pod czyjeś widzimisię.
A ja tam jestem z Ciebie dumna 😁 Wytrwałości!
Trąci zazdrością ze strony koleżanki i strachem, że kiedyś będziesz ładniejsza niż ona
Ona się dowartosciowywała twoim kosztem. Przy tobie wyglądała pewnie jak bóstwo.
Ja też mam zamiar poprawić się skalpelem - nie będzie to nie wiadomo jak skomplikowana operacja tylko zabieg, ale też są osoby, które mówią, że wydziwiam, że taka jestem i mam nie przesadzać. Ja uważam, że skoro od zawsze mi coś we mnie przeszkadza i mogę to zmienić tylko u chirurga to guzik innym do tego. A tobie gratuluję, oby teraz już wszystko układało Ci się dobrze. A przyjaciółkę miałaś toksyczną