#Hztpj
Godzina 10:10, wsiadam do autobusu. Znajduję idealne zacienione miejsce w rogu. Przez chwilę pokusiłem się o położenie na sąsiednim miejscu plecaka, ale grzało na nim słońce, a niekoniecznie chciałem dźwigać potem gorący plecak.
Dwie minuty później wsiada kobieta - na oko 30 lat - i siada tuż obok mnie. Rozglądam się po autobusie - większość miejsc wolna. Za nic nie wiedziałem, po co przy mnie usiadła, ba, rozwaliła się na półtora siedzenia. Całą trasę przesiedziałem zestresowany i przytulony do okna aby uniknąć kontaktu fizycznego. Wysiadłem też dwa przystanki później, bo bałem się poprosić o przepuszczenie mnie.
Drodzy pasażerowie, zanim usiądziecie obok kogoś - zapytajcie się grzecznie. Bo niektórzy mają problem ze swoją przestrzenią osobistą, którą w ten sposób naruszacie.
Niestety, ale korzystając ze środków komunikacji publicznej musisz pogodzić się z tym, że jesteś na równi z innymi pasażerami. Oznacza to, że każdy, kto posiada bilet, ma prawo usiąść na dowolnym spośród wolnych miejsc i nikt nie musi dostosowywać się do Twoich specjalnych wymagań wynikających z Twoich ograniczeń, tym bardziej, że nie potrafisz ich komunikować.
A chodzisz chociaż na terapię, żeby przełamać te lęki społeczne czy po prostu wymagasz od otoczenia, żeby się do Ciebie dostosowało i najlepiej czytało Ci w myślach?
Zdarza mi się czasem dosiąść do kogoś w komunikacji miejskiej mimo większości wolnych miejsc, bo np. wiem, że na następnym przystanku wsiada znaczna grupa seniorek (przypuszczam, że w okolicy musi być jakiś targ), z których część porusza się ze wspomaganiem albo dodatkowo mają zakupowe torby na kółkach, więc wiem, że będą potrzebowały więcej miejsca. Czy pytam o możliwość przysiądnięcia się? Nie. Wyjątkiem jest w transporty publiczny w naprawdę małych miejscowościach, bo z doświadczenia wiem, że jest tak zwyczajowo przyjęte (przynajmniej w stronach, z których pochodzę).
Wynajmij se limuzynę, mój ty płatku śniegu. Fobię społeczną to mają bogaci ludzie, a tacy jak ty są nieżyciowymi ofermami.
Każdy pasażer ma prawo usiąść na wolnym miejscu, na którym ma ochotę. Jak ci nie pasowało, sam mogłeś się przesiąść.
Jak ktoś widzi wolne miejsce to siada, choć grzecznie spytać.
Jeżeli nie potrafiłeś sam przedstawić sytuacji, to zapytany już okiełznał byś swoją fobię i odpowiedział?
Nie wiem jak to u ciebie funkcjonuje.
Nie mam fobii społecznej ale unikam ludzi. Może przez pracę, za dużo jak dla mnie kontaktu z innymi. Łatwo się przebodźcowuję, a w dodatku często dużo się ode mnie oczekuje więc tym bardziej mnie to przeciąża.
Tak więc w dni wolne wybieram puste przestrzenie na odpoczynek, przemieszczam się samochodem lub rowerem a nie publicznym transportem, gdy mi przeszkadza miejsce publiczne- wychodzę. Załatwiam sprawy w razie możliwości o porze o najmniejszym ruchu.
Kiedyś jeżdżąc busem zakładałam słuchawki i puszczałam muzę.
Nikt Cię nie zje, większość obcych ma Cię w d (za przeproszeniem), a Ty masz nogi i możesz w każdej chwili wstać i wyjść albo zmienić miejsce
I co, gdyby nawet zapytała o możliwość zajęcia tego miejsca, to jako osoba z fobią społeczną odmówiłbyś narażając się na dramę?
Nie mam najmniejszego zamiaru nikogo pytać, czy mogę usiąść na wolnym miejscu w autobusie. Pracuj nad swoją fobią społeczną albo stój.