#IlHsV
Jestem studentką. Odłożyłam studia na rok później, żeby sobie dorobić. Za uzbierane pieniądze kupiłam samochód. Nie jakiś szrot, ale całkiem fajne autko. Warto zaznaczyć, że w stu procentach sfinansowałam zakup, płacę za paliwo, naprawy (odpukać) i ubezpieczenia. Nie mam problemu, by czasem kogoś z rodziny gdzieś podwieźć, gdy trzeba. Czy to zakupy, czy lekarz, czy coś załatwić. Chociaż moje auto pali jak smok, nie biorę za paliwo pieniędzy. Robię to w ramach przysługi. Cóż. Jedni po prostu dziękują, inni nie umieją docenić i uszanować. Samochodu już pożyczać rodzinie nie będę, tyle wiem.
Dzień wcześniej pożyczyłam mamie samochód. Miała coś do załatwienia. Oddałam jej auto trochę z zaskoczenia. Miało w baku jakieś 10 litrów paliwa, cała kreska przed rezerwą. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy dziś z samego rana wsiadłam do samochodu, przekręciłam kluczyk... i nic.
I tu moje pytanie: jak bardzo trzeba nie mieć wyobraźni, żeby pożyczyć od kogoś samochód, wyjeździć całe paliwo i zostawić KOMPLETNIE pusty bak właścicielowi? Tu nawet nie chodzi o pieniądze - chociaż studentowi, który sobie dorabia dorywczo 5 dych piechotą nie chodzi, ale fakt, że musiałam dymać na stację benzynową z kanistrem i spóźniłam się do pracy. A jak silnik lub pompa paliwowa (tfu, odpukać) ulegnie uszkodzeniu, to kto będzie bulić? Oj, pewnie, że nie pożyczający...
Biedny student który dorabia dorywczo, liczy każdy grosz..... kupuje porządne drogie auto które " pali jak smok" .... no przecież... logiczne....
Skoro odkładała na to auto przez caluśki rok, to może zostały jej jeszcze jakieś środki odłożone specjalnie na różne rzeczy związane z samochodem (czyli przede wszystkim to nieszczęsne paliwo)? Poduszka finansowa tak zwana.
Czasem niektórzy zakochują się w swoich autach. Wystarczy jedno spojrzenie i już wiesz że nie opuścisz aż do śmierci, miłość nie wybiera, dlatego niektórzy jeżdżą alfami i lagunami 2.
Nie zmienia to faktu że jak się pożycza to się tankuje jak się wszystko wyjeździło
Cała kreska nad rezerwa w aucie które rzekomo pali jak smok? Serio? Jak mi schodzi do 1/3 pojemności baku to już tankuje. Jak faktycznie coś się zepsuje, to na Twoje życzenie.
Mi tak bak zgnił w moim pierwszym "studenckim" autku :P zawsze za maks. 50 zł tankowałam. Mam nauczkę ;)
DwaNastroje, tak właśnie dowiedziałam się, że mi zgnił... tylko, że ja do pełna tankowałam za 130 zł :D
Po czym się poznaje, że zgnił? (Samochodu nie mam)
Okej, sama pogrzebałam.
Zgnił - znaczy zardzewiał. W blasze tworzą się dziurki, przez które przecieka paliwo.
Dlaczego rdzewieje, gdy długo nie tankuje się do pełna?
Znalazłam na jakiejś stronie takie info: "W baku rdza pojawia się z wody zbierającej się w nim w wyniku kondensacji pary wodnej, do której dochodzi, jeśli bak nie jest szczelnie wypełniony paliwem. Uwaga! Baki rdzewieją teraz znacznie szybciej niż kiedyś, a dzieje się tak za sprawą innego niż dawniej paliwa. Stosowane niegdyś benzyny nie mieszały się ani trochę z wodą – ta, jako cięższa od paliwa zbierała się na dnie zbiornika. Teraz sprzedawane benzyny mają domieszkę bioetanolu, która sprawia, że wręcz wchłaniają one wodę z otoczenia! Można tego uniknąć tankując najdroższe paliwa bez biododatków lub stosując specjalne uszlachetniacze stabilizujące paliwo."
Ten komentarz to wynik dziesięciominutowego researchu. Jeśli się w czymś mylę, to niech ktoś zorientowany mnie poprawi, proszę XD
Jak będziesz jeździła na oparach, to pompa paliwowa może ulec uszkodzeniu, z twojej winy. Może warto było uprzedzić mamę, że będzie musiała zatankować. Może należy do tych kierowców, którzy nie patrzą na takie drobiazgi, bo zawsze jest zatankowane.
Ilość paliwa w baku to drobiazg?
W każdym aucie wyświetla się ostrzeżenie, kiedy auto jeździ już tylko na rezerwie. Jeśli nie zauważyła tego, to ciekawe czy jakby kontrolka oleju się zapaliła to też by nie zauważyła takiego "drobiazgu".
Naprawdę 10 litrów paliwa to dla was opary...? Nawet zakładając, że auto autorki pali 5/6 l /100km, to jej matka prawie 200 km musiała wyjeździć... Jak pożycza się komuś auto, bo on potrzebuje coś załatwić, to nikt nie spodziewa się, że ta osoba robi sobie takie dalekosiężne wyprawy... No nie wiem. 20/30 kilometrów to w mieście wynik dość spory, ale ok, a co dopiero kilka razy większy.
Jednak wypada łaskawie powiedzieć, bo jest różnica pomiędzy "potrzebuję auta- pojadę do sklepu, banku i urzędu", a "potrzebuję auta- wybiorę się na wycieczkę dookoła polski". To tak jakby ktoś chciał pożyczyć na chwilkę telefon, żeby zadzwonić, a potem gadał 3 godziny i wam baterię rozładował...
Autorka wspomina, że auto pali jak smok więc zakładając 5 czy 6 litrów w mieście to by było jeszcze oszczędne auto.
Czy ja wiem? Obecnie nowe auta mają ze 3,5 l/100km. Autorka ma używane, ale "całkiem fajne autko" czyli raczej góra kilkuletnie. No nie wiem 8-10 lat max. Więc takie auto ma ok. 5/6 l spalania, no może w porywach do 10l zakładając, że to ekstrawagancki model. Powyżej 10 to raczej nie możliwe- tzn. moje auto pali 14,5 -16l /100km, ale ono jest sprzed prawie 52 lat i to V8. Wyżej to już tylko np. Hummer mający 25l spalania czy ciężarówki, albo czołgi 😂. Tak czy siak nawet gdyby auto autorki paliło 10l to i tak matka musiałaby min. 100 kilometrów przejechać...
A czy szanowna studentka mieszka z rodzicami? Czy dokłada się do rachunków?
No tak. Nasza nieśmiertelna prawda - póki mieszkasz z rodzicami, nie masz prawa do swoich rzeczy. Prawa zdenerwować się też nie masz. No koniec i kropka.
Jak ja się cieszę, że mam inteligentnych rodziców, którzy nie wyznawali takiej zasady i pozwolili mi małymi kroczkami wchodzić w dorosłość.
Nie, chodzi tu o kwestię "mi się należy". Bo może rodzice utrzymują i płacą rachunki a tutaj żal bo coś jest "jej" i już
Wciąż wydaje mi się, że ma rację. Szczególnie w tym, że jest "jej i już". Bo, wierząc w to ile włożyła w sprawę, właśnie tak jest. Jej i już.
Samo wchodzenie w dorosłość jest trudne i raczej ciężko jest od strzała potrafić przetrwać tylko i wyłącznie na własny rachunek. Od czegoś trzeba zacząć i autorka postanowiła akurat od próby utrzymania samochodu (co samo w sobie nie jest tanie). Utrudnianie jej sprawy raczej nie przyśpieszy, ani tym bardziej brak poszanowania dla starań i dobrej woli nie jest motywujący.