#J9iPn

Chcesz wiedzieć, czym jest macierzyństwo?
Na pewno nie cukierkowym artykułem z idealną sesją zdjęciową z magazynów dla przyszłych mam, ani "urlopem", gdzie wypoczywasz i nadrabiasz zaległości książkowe i cieszysz się obecnością dziecka.

Mam dziewięciomiesięcznego syna. Mieszkamy z niemężem w jednym z większych miast w Polsce, brak rodziny obok, więc generalnie jesteśmy zdani na siebie.
Chcieliśmy tego dziecka, a jednak zamknięcie z dnia na dzień w czterech ścianach okazało się być dla mnie szokiem. Jak to, to niemowlaki tylko nie śpią i nie jedzą? I nie zasypiają, jak tylko włoży je się do wózka?
Dziś już wiem, że synek jest chory (nie jest to szalenie poważne schorzenie, ale powoduje ból i dyskomfort). Gdy był noworodkiem i małym niemowlakiem, nie wiedziałam dlaczego wszystkie bobasy, które mijam w wózkach słodko śpią, a mój D. krzyczy wniebogłosy. Nie chciał też sypiać w domu. Wieczorne usypianie trwało 4h.
Pamiętam, że podczas połogu, gdy brałam prysznic, szalenie bałam się wyłączyć wodę, bo bałam się, że znów usłyszę rozdzierający płacz mojego dziecka, mimo że dopiero co z wielkim mozołem położyłam go spać.

Pierwsze miesiące macierzyństwa kojarzą mi się z ciągłym płaczem (dziecka i moim),
potwornym osamotnieniem, niezrozumieniem wśród znajomych i rosnącą frustracją. Czego nie zrobiłam - syn nie chciał spać, przez to i ja byłam wykończona fizycznie i psychicznie.
Nie miałam kiedy odpocząć, nie ma przy nas babci czy cioci, która wzięłaby malucha na spacer.
Mój niemąż stara się jak może pracować po godzinach, aby stać nas było na własny kąt. Oboje wiecznie nie dosypialiśmy, co generowało sprzeczki i starcia.
Był on (i jest) jedyną dorosła osobą, z którą przebywam, więc siłą rzeczy na nim cedowały się wszystkie moje negatywne uczucia. Po prostu było mi bardzo ciężko.
Uwierzcie, trudno sobie wyobrazić, dopóki nie wejdziecie w te buty - z dnia na dzień macie do siebie "przyssaną" małą istotę, która nic nie rozumie, ciągle wrzeszczy (mimo że jest najedzona, ma sucho i teoretycznie wszystko gra). Generalnie zrobienie czegokolwiek wymaga wielkiego planowania.
Czuję się, jakbym przez te kilka miesięcy postarzała się o dobre 10 lat.

Wiemy już z czym boryka się nasz synek, ale wzorce snu prawdopodobnie ma już zaburzone. Więc nadal nie mam w ciągu dnia chwili dla siebie, żeby po prostu usiąść i pomyśleć o niczym, bo maluch nie śpi w dzień. Plusem jest z kolei to, że jest już większy i potrafi się pobawić.
Nie stać nas na żadną pomoc, a mieszkamy w małym mieszkaniu i przyjazd kogokolwiek rodziny jest niekomfortowy dla obu stron - mało miejsca i intymności.
Co tu anonimowego? Nic. Jestem mamą, jakich wiele.
Zastanów się dobrze, czy chcesz mieć dziecko, bo może się okazać, że musisz zrezygnować z wszystkiego, z całego dotychczasowego życia.
Zastanów się, czy jesteś na to gotowa.
lessthan3 Odpowiedz

Wiem czym jest macierzyństwo. To nie sielanka, ale też nie horror. W Twoim przypadku to nie kwestia samego macierzyństwa, a problemów zdrowotnych dziecka.

vasiravana Odpowiedz

Może włożę kij w mrowisko, ale skoro macie sytuację taką, jaką macie, czyli ciasne mieszkanie, zero rodziny, średnią sytuację finansową, czemu jednak zdecydowaliście się na dziecko? (Chyba, że była to wpadka). Wszyscy wiemy, że bycie rodzicem łatwe nie jest, małe dzieci są wymagające. Zdrowe czy nie, nie dają spać, wymagają stałej opieki, a życie towarzyskie na pewno idzie w odstawkę na jakiś czas. Jeżeli rodzice planują dziecko powinni wiedzieć, że będzie to się wiązało ze sporymi wydatkami, że któreś będzie musiało pracować więcej skoro nie ma babci/dziadka i nie stać na opiekunkę. Dlatego też to wyznanie to dla mnie nie odkrycie Ameryki. Rodzicielstwo jest trudne, wiadomo.

Ona1995

Dokładnie!

ambrozja123

Zgadzam się. My też mamy małe mieszkanie, babcie i inne ciocie daleko, mąż pracuje, więc byłam z dzieckiem sama. Potem z drugim. Wiedziałam, że bedzie ciężko, że macierzyństwo jest bardzo wymagające psychicznie i fizycznie. Ale jakoś przetrwaliśmy i dalej dajemy radę. Bez tabuna babć i cioć, bo ja muszę posiedzieć.

LilRedDevi Odpowiedz

Znajdź sobie koleżanki, na grupie fejsbukowej, w klubie dla dzieci, możliwość podzielenia się problemami z kimś, kto ma podobne przeżycia jest nie do zastąpienia

zsmnz Odpowiedz

O tak, wyobrażenie rodzicielstwa jest całkowicie odwrotne do prawdziwego posiadania dziecka... Fakt, jest ogromna miłość, poświęcenie, tęsknota... Ale jest też poirytowanie, zmęczenie, zamartwianie się, czasem bezsilność... Na pewno nie ma to nic wspólnego z tymi słodkimi bobaskami z telewizji... Choć uśmiech dziecka naprawdę wynagradza wiele....

Hugme Odpowiedz

Nie, nie chcę wiedzieć. Milion już wyznań o tym było, ile można wałkować ten sam temat?

Majabzykbzyk Odpowiedz

Ja mam tak samo. Z tym, że mamę mam za płotem. I wiesz co? Nie dość, że nie pomaga, to jeszcze potrafi napsuć krwi, bo przecież ona wszystko robi lepiej;-)

TARCZA Odpowiedz

Osobiście od kilku lat powtarzałam, że chciałabym już dziecko mimo mojego młodego wieku, uwielbiam dzieci, mam do nich podejście i uważałam, że jestem już na nie gotowa. Moje podejście do tego tematu zmieniło się o 180° w momencie kiedy mojemu starszemu bratu urodził się syn. Jak był młodszy było okey, jednak teraz ma 3 lata i zdarza mi się nim zajmować. Jest małym diabłem wcielonym, nie rozumie tłumaczeń że nie wolno robić tak czy tak. W takich momentach zastanawiam się co mi te kilka lat temu strzeliło do głowy że tak bardzo chciałam już być mamą, czasem myślę jakie mam szczęście, że w najbliższym czasie ciąża mi nie grozi.

MamaPigula Odpowiedz

Bardzo dobrze Cię rozumiem, ale z ostatnim się nie zgodzę. Nikt, kto tego nie przejdzie, nie jest w stanie sobie wyobrazić jak może być ciężko. Jestem pielęgniarką, miałam doczynienia z Małymi Pacjentami na praktykach na pediatrii, łączyłam pracę na cały etat z dziennymi studiami, myślałam, że wiem, co to znaczy być niewyspaną i wiecznie zmęczoną. O ja głupia! Mieszkam obecnie za granicą, do najbliższych znajomych mam ok 8km. Na razie nie mamy drugiego auta. Też całymi dniami jestem sama z dwoma szkrabami ( rok i 3 latka). Bardzo często mam dosyć, nie ma się do kogo odezwać. Mąż pracuje. Myślałam, że szybko zrobię B2 i pójdę do pracy, a dzieci do żłobka i przedszkola. I znowu obuchem w głowę. W mojej dziurze tylko 5 miejsc żłobkowych dla dzieci od 2r.ż. w przedszkolu, a ono samo otwarte do 13... Jak wynajmę opiekunkę, to i tak nie będę miała za co opłacić kursu. Pat. Na mojego Kochanego Męża warzczę często o głupoty, bo po prostu mam dość, a on robi na prawdę dużo. Kocham moją rodzinę, ale po prostu jest mi ciężko. Jedyne o co proszę, to trochę zrozumienia, a nie dogadywania, że kiedyś to było ciężko, a my, młode to mamy łatwo. Ehhh

Skrzat Odpowiedz

"co tu anonimowego? Nic." To dlaczego w takim razie dodajesz to na anonimowe?

matriarchat Odpowiedz

Masz po prostu zajebistego pecha. Mogę policzyć na palcach jednej ręki ile razy w nocy obudził się mój brat i płakał. Tak samo mogłam policzyć do 10, a młody już zasypiał;) niestety dziecka sobie nie wybierasz. Jednak to wyznanie totalnie z dupy, nie trzeba być matką, żeby wiedzieć, że macierzyństwo to jeden wielki hardkor. Mam znajomych, którzy mają dzieci i ich problemy typu "jeden z nich musi pilnować szczyli, żeby drugi mógł się w spokoju wykąpać" albo karmienie cyckiem przez 2 h, bo dziecko nie chce się odessać to jest dla mnie najlepszy środek antykoncepcyjny.

Zobacz więcej komentarzy (13)
Dodaj anonimowe wyznanie