#KSUkS
Była to sobota. Obudziłam się dość zmęczona. Zjadłam śniadanie, poudawałyśmy z współlokatorkami, że sprzątamy i około południa stwierdziłam, że zanim zacznę robić cokolwiek bardziej kreatywnego, to pozwolę sobie jeszcze na małą drzemkę.
Niestety, nie było mi dane wpaść w objęcia Morfeusza, bo kiedy tylko zamknęłam oczy usłyszałam okropny hałas. Syreny, powiadomienia w siedmiu językach świata, że się pali, że zagrożenie, że mamy uciekać i znów syreny. Tu muszę nadmienić, że jestem osobą wyjątkowo strachliwą, więc całe życie stanęło mi przed oczami. Wiedziałam, że muszę uciekać, ale przecież nie mogłam zostawić całego swojego studenckiego dobytku na pastwę losu. Niemalże ze łzami w oczach kalkulowałam w głowie, co z moich rzeczy ma największą wartość, kiedy koleżanka krzyknęła, że korytarz jest coraz bardziej zadymiony i nie mogę już zwlekać ani chwili. Musiałam zostawić laptopa, na którego pracowałam całe wakacje, tablet, dokumenty, książki, dosłownie wszystko, byle tylko ratować siebie. Wierzcie mi lub nie, ale nigdy wcześniej nie czułam takiej bezsilności i strachu.
Jaka jest puenta? Taka, że po 5 minutach wróciłam do segmentu z mieszanką poczucia ulgi i nieziemskiej złości. Okazało się, że chłopak z pokoju obok zapomniał, że smaży kiełbasę. Nie sądziłam, że kiedykolwiek najem się tyle strachu przez wyrób wędliniarski.
"Obudziłam się dość zmęczona." Moje życie w jednym zdaniu :D
Piona ;D
W LO dołączyłam do tego grona :D
Ja to zmęczony jestem cały czas :D
Ja myślałam, że to jakiś kontrolny alarm przeciwpożarowy xd
Ognista kielbasa atakuje
Jeden robił kiełbasę a cały akademik się najdł ... strachu :P
Jak mieszkałam w akademiku to gotując obiadki pilnowałam odruchowo garnków innych :P w sensie, że mieszałam w garach żeby sie nie przypaliło
Co zjedzone to Twoje :D
Końcówka najlepsza ?
Wyroby wędlimiarskie są naprawdę straszne???
W akademikach to powinny być ścisłe kontrole, codzienne nie zapowiadanie. Bo to co się tam dzieje, woła o pomstę do nieba. Imprezy, syf, walające się butelki. I nie mówcie że tak nie jest, bo jest.
Chłopak z pokoju obok zrobił zadymę. Dosłownie
Tutaj sytuacja kończy się zabawnie, ale mój akademik naprawdę się palił w tamtym roku. Żadnej syreny, zorganizowanej ewakuacji, niczego - studenci musieli się sami ratować, a portierka dowiedziała się wszystkiego dopiero od uciekających mieszkańców. Zanim przyjechała straż cały pokój spłonął.