#L5fMj
W moim przypadku posunęło się to odrobinę za daleko.
Poznałem ją dwa lata temu. Urocza, drobna, długowłosa, niska. Jedna z tych, których sam uśmiech mógł przekonać cię do skoczenia w przepaść. Pierwszy raz mieliśmy okazję pogadać na imprezie urodzinowej naszego kolegi. Z pozoru wszystko szło idealnie. Świetnie się dogadywaliśmy zarówno słownie jak i w tańcu. Po imprezie odprowadziłem ją, gdzie na ławeczce pod blokiem przegadaliśmy do świtu. Wtedy widziałem zielone światło do działania, zainteresowanie tej pięknej istoty.
Przez kilka tygodni odhaczyliśmy wspólne wyjazdy we dwoje, długie spacery czy pogaduchy w sieci. W końcu postanowiłem, że wypadałoby poinformować ją o moich zamiarach wobec niej, jak już można przewidzieć - spotkało się to z odmową. Nie zbiło mnie to jednak z toru, uznałem, że może przez następne kilka tygodni uda mi się przekonać ją do siebie, tym bardziej, że miała już świadomość, że oczekuję od niej czegoś więcej. Tak się jednak nie stało, ale nie będzie tutaj klasycznego zakończenia, w którym główny bohater do śmierci siedzi przywiązany za jaja u swojej Pani. Odpuściłem, uznałem, że skoro nie chce, to nie naciskam. Kontakt odrobinę ograniczyliśmy, ale wciąż wychodziliśmy na spacery, bawiliśmy się na tych samych imprezach. Sprawa zamknięta.
W międzyczasie pojawiła się inna istota, która podobnie jak poprzednia długowłosa dama zawróciła mi w głowie. Tym razem jednak każde spotkanie nieuchronnie prowadziło do związku. Bardzo pięknego związku. Niedoszła wybranka zaczęła zauważać, że nie skupiam już na niej swojej uwagi, coraz częściej uśmiecham się pod nosem zerkając w telefon. Jak dowiedziała się, że znalazłem sobie inną to się zaczęło.
Próba zwrócenia na siebie mojej uwagi, przytyki w stronę mojej dziewczyny, nieracjonalne zachowanie w towarzystwie. Kiedy zauważyła, że nic to nie daje, zaczęła pluć jadem. O tym, że zalecam się do niej będąc z inną - nie podziałało. O tym, że wyżalam się na temat mojej lubej - nie podziałało. O tym, że odwracam się od własnych przyjaciół dla tej "szmaty" - nie podziałało. No to spróbowała gwałtu, a jako, że temat kontrowersyjny, to każdy znajomy zastanowił się dwa razy zanim wziął stronę przyjaciela - gwałciciela. Ludzie zaczęli się odcinać, matka prawie się mnie wyrzekła. Została tylko moja dziewczyna. Wylała wiele łez, kiedy biła się z myślami czy zrobiłbym coś takiego. Ostatecznie uwierzyła i jest ze mną.
A ja pozdrawiam z komisariatu policji, gdzie czekam na przesłuchanie odnośnie domniemanego "gwałtu", o którym głośno już w naszej małej mieścince.
Ta dziewczyna chyba nie myślała racjonalnie zgłaszając sprawę na policję, bo teraz obie strony będą miały problemy z tym związane. Wasze dane będą w policyjnych kartotekach, o plotkach w miejscowości nie mówię. Chyba słoneczko w główkę przygrzało za mocno, trzymaj się i oby Cię uniewinnili :)
To straszne, bo nawet jak go uniewinnią, to i tak ludzie będą gadać, że dziewczyna wystraszona to odpuściła, że się wywinął od odpowiedzialności. Przez jedną dziewczynę co najmniej kilka osób zapamięta go jako gwałciciela
Nie rozumiem dlaczego nie zerwałeś od razu kontaktu, kiedy zauważyłeś, że niedoszłej dziewczynie zaczyna coś siadać na łeb...
Mam tylko jedno zdanie by podsumować.
Co za suka.
Jaką suką trzeba byc...
Napisz jak się rozwinęła sytuacja.
Czekaj, czekaj skoro dziewczyna zgłosiła sprawę na policję to musieli ją zbadać czy faktycznie została zgwałcona, a przy badaniu wszystko wyjdzie
Taaa...
Zwłaszcza, jeśli powie, że przez tydzień biła się z myślami czy przyjść. Wtedy nic badać nie będą, a czyn dalej karalny.
Taki pies (suka) ogrodnika z niej.
Nie wierzę w to, co czytam.
Jak można być taką świnią, żeby po pierwsze, trzymać kogoś jak na smyczy i nie pozwolić spotykać się z inną, a po drugie, żeby rujnować komuś opinię swoją zazdrością?
Wiadomo, że jest duża szansa, że Autorowi nie udowodnią gwałtu, a najprawdopodobniej jego była znajoma dostanie za swoje, ale opinię będzie bardzo ciężko odbudować.
Ponadto, nie rozumiem tutaj postawy znajomych Autora: ktoś rzuci jakimś głupim hasłem i wszyscy już stoją po stronie "biednej pokrzywdzonej". Czasami warto się zastanowić 5 minut, kto faktycznie ma rację.
Jedynym pozytywnym akcentem tego wyznania jest dziewczyna Autora, która pomimo wątpliwości nie dała się omamić plotkom i fałszywym oskarżeniom. A skoro ta jedna się nie odwróciła, to już połowa sukcesu.
A dla takich osób jak paskudna znajoma jest przeznaczone specjalne miejsce w piekle :)
Znam kilka takich suk, bo inaczej nie da się ich nazwać, które uwielbiają mieć kilku facetów przy sobie, ale nigdy bliżej niż na "braciszku, najlepszy przyjacielu", a jak w końcu ten zaopatrzony chłopak przejrzy na oczy to suka nagle uświadamia sobie że przecież straci jego uwagę, miłość i pieniądze.
Czego one oczekują traktując tych chłopaków jak szmaty do wycierania swoich ambicji? Że będą z nimi wiecznie i mogą ich mieć cały czas?
I na takie toksyczne osoby trzeba uważać, drodzy forumowicze.