Zacznę od tego, że wychowałem się na wsi. Kiedy byłem kilkuletnim chłopcem bardzo fascynowały mnie kury. Potrafiłem spędzać cały wolny czas na dokarmianiu tych zwierząt i zabawie z nimi. Nadawałem im imiona. Tak też stało się, kiedy wykluły się kurczątka. Szczególnie upodobałem sobie jednego kogutka. Podążając tym, że na kurczęta woła się "cip, cip" nadałem mu imię... Cipuś! Tak, Cipuś! Kiedy przedstawiłem go rodzicom, namawiali mnie do zmiany imienia, ale byłem uparty. Wyobraźcie sobie, że wasz syn biegnie do was z kogutem na rękach i pyta, czy chcecie dotknąć jego Cipusia, a wy zastanawiacie się, gdzie popełniliście błąd.
Dodaj anonimowe wyznanie
Hahaha padłam :D
Ja się zawsze bałam kur ;D
Ja tak samo xD A już się bałam że jestem sama xD
Ja się boję do tej pory A mam ponad 20 lat. Tak samo kogutów
Mam 25 lat i boję się kogutów ale tych białych :-D. Są okropne!!
Ja się boję kaczek :c
A ja łabędzi. Kiedyś mnie taki w dupę ugryzł. Ałć!
A ja się boję gęsi :/
Ja za to zawsze bałem się kur..
Moja kura miała taką śmieszną "czapkę piórową" i nazwałam ją podobnie tylko,ze jak to byla kura a nie kogut to biegałam za nią i wołałam Cipka! Bo przecież"cip cip" to takie nudne xd p.s. tez rodzice namawiali na zmianę imienia ?
Aż mi się przypominało moich 16 kogutów - Rosół I-XV oraz Sk*rwysyn [najlepszy kogut świata, żaden lis/jastrząb nie był mu straszny! Niestety, człowiek również...]
Swoją drogą Rosołki reagowały na imię! Skursynuś [jak go zdrabniałam] reagował zaś na czerwony garnek - jak dostał nim parę razy w łeb [w samoobronie!] to mnie nie atakował... tak długo jak długo garnek miałam w ręce ;).
Dziękuję
Ja o moich kurkach mogłabym dłuuugooo opowiadać. O Psiej Kurce, która była we mnie zakochana i żaden płot nie powstrzymywał jej przed dostaniem się do mnie [do kurnika wracała tylko na noc]. I o tym jak była chora, a ja po paręnaście razy dziennie nosiłam ją do wody i jedzenia [była tak słaba, że nie umiała chodzić]. Wyzdrowiała.
O Cielaczku - przepięknym, rasowym kogucie.... charakteru domyślcie się sami ;).
O tym jak Sk*rwysyn przepięknie zajmował się swoimi paniami. Kto nie widział kogucich tańców i zalotów ten dużo w życiu stracił.
O Złotej która uwielbiała głaskanie pod koralami oraz jej siostrze Brązowej, która NIGDY nie zniosła jajka w kurniku [musiałam regularnie przeczesywać pokrzywy].
O maluchach Białej i Czarnej, jedynych kurach, które jako pisklaki przeżyły starcie z lisem - traktowały mnie później jak mamusię.
I o podłym lisie, który wybił mi całe stado w jedną noc, łącznie ze Skursynusiem [koguty w nocy są ślepe i nie walczą]. Mąż bał się przyjechać po mnie do szpitala....
Ech, kochałam te moje kurki i ogromnie mi ich w mieście brakuje.
Ja nazwałam swoją kaczkę pierdzipus :D
Twoja historia przypomniała mi, że wieku ok 6-7 lat moja mama zawsze na małe kurczaczki mówiła cipki, więc stwierdziłam, że to taka nazwa jak np. cielak. Gdy raz w szkolę opowiadałam o swoich "cipkach" cała klasa zaczęła się ze mnie śmiać wraz z panią nauczycielką. Nie rozumiałam wtedy o co im chodzi ;) Dopiero później poznałam inne znaczenie tego słowa :D
Skoro jesteś dziewczyną to jak na "to" mówiłaś, jeśli nie znałaś słowa cipka?
@nata, ja na przykład nijak na "to" nie mówiłam, bo nigdy o tym z nikim nie rozmawiałam. Wiedziałam, że jest coś takiego, ale tak samo jak np. pępek nie pełniło dla mnie żadnej funkcji. Też nie znałam takiego słowa w dzieciństwie.
Cipuś! Cipusio!! Cipuleńko!!!
Ciekawe jak nazwałeś pozostałe... ;)
A czy Cipuś był później ,,cipusiowym'' obiadkiem? :D
Mój brat mial dwie papużki, miały na imię Pusia i Cipek.