#Mp8bT
Ostatnio moja mama postanowiła zrobić trochę porządków i pozbyć się „zarastających kurzem gratów”. Wśród szpargałów znalazła jeden z największych skarbów mojej młodości – oryginalny, japoński, pierwszy numer komiksu „Dragon Ball”. Wydany w czerni i bieli, doskonale zachowany, mokry sen każdego mangowego nerda. Trzymałem ten rekwizyt w plastikowej obwolucie, żeby się przypadkiem jakaś karteczka nie zagięła, a papier nie zżółkł…
Moja rodzicielka zaniosła ten komiks, razem z innymi książkami, których się z domu pozbywała, do antykwariatu i dostała za niego 3 złote. Nie wiedziała, że ten egzemplarz wart był ok. 20 tysięcy złotych. Kiedy się o tym dowiedziałem, to zbladłem. Mama widząc moją minę rzekła: „Ale o co ci chodzi, synku? Tyle lat miałeś tę kolorowankę i nigdy jej nie chciałeś pokolorować. Myślałam, że już wyrosłeś z takich zabaw”...
Nie jarają mnie takie rzeczy ale sam fakt, że to była twoja własność bardzo mnie wkurza, jak można się wcześniej nie zapytać czy to się jeszcze do czegoś przyda, czy to ważne
A ty na miejscu rodzica co zrobił? Dzwonił i pytał "syneczku, mogę to wyrzucić?" i tak z... 300 razy? Podając każdy tytuł książki z osobna?
Syn się wyprowadził, może jego mama chciała zrobić w końcu remont i jakoś zagospodarować tą przestrzeń, chociażby na pokój gościnny/gabinet, w którym autor mógłby spokojnie znów zamieszkać po powrocie i nie byłby zagracony książkami i bajkami Tuwima, które mama mu czytała za bobasa.
Coś było cenne? Trza było zabrać ze sobą. Nie oszukujmy się. Manga nie zajmuje tyle powierzchni by autor nie mógł jej zabrać ze sobą, poza tym, gdyby mama go nie uświadomiła, to nawet by nie wiedział i przypomniałby sobie o nim przypadkiem.
Wylogowany, mogła mu mama zadzwonić wcześniej i powiedzieć, że będzie robić porządki w jego pokoju i jeśli coś chce zatrzymać to niech przyjdzie i sobie zabierze. Wystarczyłoby zadzwonić raz nie 300.
a matka mogła "niepotrzebne" rzeczy spakować do kartonu i przy najbliższej okazji poprosić o przejrzenie i ewentualne wyrzucenie lub zabranie "rzeczy"
A ja troszkę nie rozumiem zostawiania tak cennych dla siebie rzeczy w rodzinnym domu mimo że się wyprowadziło. Jak ja się stopniowo wyprowadzalam to prosiłam żeby nie ruszać moich rzeczy bo musze sama określić co potrzebuje a co mogę wywalić lub sprzedac. Rodzice czy rodzeństwo nie musi sobie zdawać sprawy z wartości rzeczy należących do ciebie . Przecież dla ciebie mogło to mieć wartosc sentymentalna, a dla nich to mógł być śmieć. Smutno trochę ze zrobiła to bez twojej wiedzy, ale moim zdaniem sam sobie zawaliles sprawę.
Podaj namiary na antykwariat :D
Moja teściowa wywaliła tak samo mojemu mężowi kilkadziesiąt komiksów Marvela z lat 80tych
Dałam plusa, ale minus totalny za brak zakończenia. Czy uświadomiłeś szanowną mamusie ile ta "kolorowanka" była warta? Czy pobiegłes do tego antykwariatu szukać zguby? Powiem tak: nikt nie lubi niedokończonych opowieści....
U mnie cały do wiedziałby, że to jest warte 20 tys. i byłoby traktowane jak polisa ubezpieczeniowa. No i takie coś trzyma się chyba jakoś lepiej schowane, a nie w pudle z rupieciami z dzieciństwa. Albo to ja jestem jakiś dziwny i rzeczy wartościowe staram się trzymać odpowiednio zabezpieczone.
Jezu Chryste, Dragon Ball... podajcie mi namiary na antykwariat, jadę odzyskać ten tomik
Teraz weź auto rodziców, oddaj na złom i powiedz, że myślałeś, że wyrośli z przerośniętych hot wheelsów
Zawsze mnie zastanawia, jak bardzo trzeba mieć zrytą rodzinę, żeby odwalać takie akcje... U mnie nikt nie próbowałby chociażby tknąć czyjejś własności bez powiadomienia właściciela. To co opisujesz brzmi jak zachowanie typowych Janusza i Grażyny, co to "swoje przeżyli i wszystko im wolno".
z drugiej storny wyobraz sobie sytuacje, ze gowniaz wyprowadzil sie z domu, zostawil burdel, rodzice prosili o uprzatniecie, ten sie nie ogarna, wiec rodzice zaczeli sprzatac sami. Ocenili, co wyglada najsmutniej i chcieli sobie dorobic na niepoytrzebnych rupieciach. Nic nie jest czarnobiale. Ty nie wyobrazasz sobie, zeby ktos ruszyl czujes rzeczy, ja nie wyobrazam sobie wyprowadzki bez posegregowania swoich rzeczy, a juz zupelnie nie wyobrazam sobie trzymania super wartosciowych rzeczy pod czyjac opieka, nie informujac ich, ze sa to rzeczy wazne. On o nie nie dbal, wiec czemu sie dziwic rodzicom, ze nie dbali?
Rozumiem, że mama dorosła jest już na tyle żeby wziąć kredyt i przynajmniej zapłacic ci za utracone przedmiotym
Mógł lepiej pilnować swoje wartościowe rzeczy.