#PSlXf

Będzie o rodzicach.

Moje problemy w nauce pojawiły się już w przedszkolu. Byłam średnio kumata, pracowałam wolniej niż inne dzieci, ale popołudniami dziadek nadrabiał ze mną materiał. W podstawówce problem z matematyką był już bardzo duży. A nie miał mi kto pomóc. Ukochany dziadek już nie żył, a rodzice... tylko po mnie krzyczeli. Sami nie mogli mi z tym pomóc, więc zmuszali mnie do dodatkowych zajęć w szkole, które odbywały się na zasadzie - najlepsi z matematyki, którzy uczyli się do konkursów i ja. Byłam wyśmiewana, że nie rozumiem ułamków, przez cały rok matematyczka ani razu do mnie nie podeszła, nie wytłumaczyła niczego. Na koniec roku miałam 2 na mocnych szynach (w 5 klasie szkoły podstawowej!). W 6 klasie skąpi rodzice załatwili korepetytora - po pierwszych zajęciach człowiek uciekł. A ja zamknęłam się ze swoim problemem. Właściwie to przyjęłam strategię - "czego nie umiem, to dowyglądam".

Jakoś udało mi się przebrnąć do końca edukacji. Nawet zdałam maturę z matematyki.
Jednak przez podejście rodziców mam duży problem. Jestem bardzo obowiązkowa. Na studiach przez 5 lat nie opuściłam ani jednych zajęć. Nieważne, czy byłam chora, czy cokolwiek innego. Na zajęciach musiałam być. "Pamiętaj, czego nie umiesz, to dowyglądasz" siedzi mi tak w głowie, że nie korzystam z urlopu w pracy. Jeżeli już muszę go wziąć, to siedzę w domu i od 8 do 16 pracuję normalnie. Czemu? Boję się, że coś pomylę lub zrobię źle. Moje poczucie strachu jest tak duże, że nabawiłam się wrzodów żołądka. Przed delegacjami nie śpię. Boję się, że ktoś odkryje mój problem i brak wiary w siebie. Pracuję na dość wysokim stanowisku, wszyscy podziwiają moja determinację i upór w dążeniu do celu. Ale nikt nie wie, że od dziecka byłam tresowana jak mały piesek przez rodziców.
Zuzus Odpowiedz

Przydałby Ci się urlop. Jedź na jakieś Malediwy czy coś... Każdy potrzebuje odpocząć! Współczuję Ci... A tak z drugiej strony, jak jesteś chora i chodzisz do pracy czy na zajęcia to zarażasz innych. Może ta myśl Ci pomoże jak wziąć zasłużone L4. Powodzenia 😘

Ewwu Odpowiedz

Dowyglądasz? Czyli?

rosewhiterosered

Chyba chodzi o nadrabianie wyglądem, na zasadzie „siedź, wyglądaj na pewną siebie i kiwaj głową ze zrozumieniem”.

Ewwu

@rosewhiterosered właśnie się zastanawiałam o co autorce chodzi

MalaWredotaa

Właśnie w tym wyznaniu nie rozumiem tego "dowyglądania". No chyba, że chodzi o to że na studiach liczy, że jak czegoś nie będzie umiała to wykładowcy będą patrzeć na jej frekwencję, tak samo w pracy..

charade

A mi sie skojarzyło, żeby siedzieć i obserwować z boku jakieś rozwiązywanie zadań, może coś się zrozumie. Nie wiem, też nie rozumiem tego słowa.

zapomneotymkoncie

pokaże cyce

kaka987 Odpowiedz

Nie neguję prawdziwości tej historii ale dziwnym trafem prawie zawsze w tego typu wyznaniach osoby, które nie są zbyt bystre później zajmują wysokie stanowiska w firmach...

tramwajowe

@kaka987 Bo często ludzie którzy wierzą w siebie i są świadomi swojej wartości, a tym samym mniej spięci, pracują na własny rachunek albo w innych branżach.
Tak zwane wysokie stanowiska są dla ludzi sumiennych, ale czesto mało pewnych siebie. Są cenieni przez przełożonych za dobre wykonywanie poleceń i planów.

Redhairdontcare

Szczególnie, że problemy w szkole to jedno, ale autorka sama przyznaje, że była mniej kumata od innych dzieci. Nabyć można tylko wiedzę, a nie inteligencję. Poza tym na wysokich stanowiskach zazwyczaj widać ludzi pewnych siebie

SorryEverAfter Odpowiedz

Więc to już prawdopodobnie nerwica. (A diagnozowanie przez internet takie mądre.)

tramwajowe Odpowiedz

Czyli masz dużo fajnych cech, których można Ci zazdrościć. Ale kompletnie ich nie doceniasz.

JolantaKierepka Odpowiedz

Wrzody to powodują helicobacterpylori a nie stres. Trzeba to leczyć :)

nata Odpowiedz

Wydaje mi się, że przynajmniej teraz twoim problemem jest niska samoocena a nie bycie głupim. Zdałam maturę z matematyki, a to czasem nie udaje się naprawdę rozgarniętym ludziom.

nata

*zdałaś

niebieskiatrament Odpowiedz

Matma w podstawówce jest tak prosta, że nie potrzeba pomocy rodziców czy dziadka. Wystarczy usiąść i ruszyć mózgiem, jeśli się go posiada, żeby bez problemu zdać.

PaniPanda

Nie masz pojęcia, jak nerwy mogą zablokować przy niskiej samoocenie i braku wiary w siebie. Ja byłam w stanie się uczyć matmy z zainteresowaniem wręcz, jak już nie było na mnie presji szkoły, toksycznej rodziny. Możliwe, że autorka mogła mieć dyskalkulię, skąd możemy to wiedzieć, jeśli nie dostała pomocy ze strony szkoły i rodziców? Maturę zdała. Nie każdy musi też rozumieć od razu wszystko.

Wszechstronny

Rozumiem że troll??

niebieskiatrament

Minusy od przyszłych pracowników maca. Powinniście zwrócić kasę państwu za naukę, jeśli nawet podstaw matmy nie rozumiecie. I takie osoby mają jakiekolwiek prawa. I dziwić się że prolerariat pisu się powiększa.

Xanx

Zgadzam się

Wszechstronny

A ty nie ogarniasz podstaw kultury, empatii i tolerancji to trzeba ciebie stracić na krześle elektrycznym żeby taki bezmózg emocjonalny nie przekazywał dalej genów

Belikeyou

Niebieskiatrament, ale zauważ że to było dziecko. Jeśli do dziecka się krzyczy, wmawia że jest głupie - to choćby było geniuszem, będzie mieć niskie mniemanie o sobie. Nie wszyscy rodzice podchodzą do tematu pomagania dziecku z nauką jak ludzie, a bardziej jak potwory.
Sama w czasach szkolnych miałam spore problemy z matematyka właśnie, ale mama odpowiednio zareagowała, szkoła również. Jeśli rodzic ma w nosie swoje dziecko, to później sobie wmawia takie rzeczy "co nie umiem to dowygladam" i ciągnie się to za nim latami. Idealny przykadl w wyznaniu.

Czemu nie krzyczałeś/łaś przed wyborami, aby patologia nie miała praw do głosowania?

Serwatka31

Abstrahując od całej reszty,
"Powinniście zwrócić kasę państwu za naukę, jeśli nawet podstaw matmy nie rozumiecie"
A może to państwo powinno zwrócić im za stracony czas i stres? Jeśli dziecko było za głupie, by w normalnym tempie ogarnąć podstawy i braki skończyły się jeszcze większymi brakami, bez możliwości żadnego nadrabiania inaczej niż powtarzając CAŁĄ klasę, z wszystkimi przedmiotami, co ewidentnie jest karą, nie rozwiązaniem na nieradzenie sobie, to to wina złego systemu, niekoniecznie dziecka, którego braki mogą się ciągnąć od czasu, gdy był jeszcze malutkim dzieckiem i nie mógł świadomie naprawić sytuacji.

Głupi ludzie zawsze będą, jeśli system edukacji jest obowiązkowy, to powinien ich uczyć radzić sobie z ograniczoną bystrością i nauczyć w rozsądnym tempie podstaw, a nie piętrzyć im braki, których nie są w stanie nadrobić.

Póki system jest OBOWIĄZKOWY, powinien albo przewidywać rozwiązania inne niż okrutne akranie, albo to system powinien zwracać hajs dzieciom, które nic z niego nie wyniosły.
Albo przestać być obowiązkowo tak sztywny i pozwolić zapisywać rodzicom dzieci do szkół, w których program jest ułożony odpowiednio dla ich pociech.

MrsMarvel

Niebieskiatrament w takim razie niech państwo zwróci mi pieniądze za czytanie twoich idiotycznych komentarzy i stracony czas na nie.

Dodaj anonimowe wyznanie