#QWHcO

Miałem ciocię Marysię, którą bardzo lubiłem. Często zabierała mnie do kina, zabierała mnie na różne wycieczki, no taka ciocia, która rozpieszcza. Kiedy miałem sześć lat, kupiła mi kubek. Kubek ten miał animowaną powierzchnię z Kubusiem Puchatkiem (mówiąc "animowaną" mam na myśli to, że obracając kubek można było zobaczyć, że pada śnieg, a Kubuś macha łapką). Byłem przeszczęśliwy, uznałem, że to jest najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem. Zdaję sobie sprawę z tego, że taki kubeczek to może inwestycja dosłownie kilku złotych, ale dla mnie było to coś tak wartościowego, że wszystko z niego piłem. Kubek ten poprawiał mi dzień, bo widziałem, że Kubuś Puchatek tu jest (była to moja ulubiona bajka w dzieciństwie). Tak nakreśliłem sytuację, żebyście wiedzieli, jak bardzo dla mnie ważnym był ten kubek.

W zerówce można było przynosić jedzenie i picie na lekcje śniadaniowe. Byłem bardzo dumny z tego, że będę mógł przynieść swój ulubiony kubek i pokazać go innym dzieciom, bo był taki ładny i magiczny, bo obrazek na nim naprawdę się ruszał. Był taki jeden chłopczyk, któremu mój kubek bardzo się spodobał, wielokrotnie widziałem, jak próbuje go ukraść. Za każdym razem zgłaszałem to nauczycielce i płakałem przy tym, bo wizja tego, że mogę stracić swój ukochany kubek sprawiała mi ogromną przykrość. W końcu po którymś zgłoszeniu kradzieży pani miała dość i powiedziała mi, że jak temu chłopczykowi mój kubek się podoba, to że mam mu pozwolić wziąć go do ręki, pooglądać i nie robić niepotrzebnego zamieszania. Jak powiedziała, tak zrobiłem, chłopczyk co jakiś czas podchodził do mnie, oglądał kubek i szedł z powrotem do swojego stolika. Nie przeszkadzało mi to i byłem w sumie dumny, że mój kubek jest taki ładny, że inne dzieci też chcą go mieć.

Jednego dnia lekcja śniadaniowa była akurat pod koniec zajęć. Rodzice dzieci powoli zjawiali się w sali i czekali, aż ich pociechy skończą jeść, w tym moja mama. Kiedy sobie jadłem, nagle do mnie podbiegł ten chłopczyk, by pooglądać kubek. Po oględzinach zostawił go i już zaczął zmierzać do swojego stolika, ale...
- Ej ej ej, chłopczyku, podoba ci się ten kubek?- zaczepiła go moja mama. - To poczekaj.

Wzięła mój kubek i poszła z nim do łazienki. Tam wylała mój niedopity napój, umyła naczynie i wręczyła je chłopcu mówiąc, że teraz jest już jego. Wpadłem w histerię, krzyczałem, płakałem, ale mama mnie tylko uciszała. Wyobraźcie sobie ten szok, smutek, rozdarcie i złość, jakie wtedy przeżyłem...

Później nie było lepiej, kiedy widziałem, jak ten dzieciak bawił się moim kubkiem w piasku. Widziałem, jak animowany nadruk niszczeje, a kiedy dzieciak specjalnie go zdarł, prawie go pobiłem...
Nefcia Odpowiedz

A mama po latach wyjaśniła, dlaczego to zrobiła, czy już nawet zdarzenia na pamięta?

Nie widzi w tym nic złego bo ona płaciła za moje zabawki, więc technicznie rzecz biorąc należały do niej i mogła z nimi zrobić co tylko chciała. A poza tym ciągle chciała pokazać jak bardzo dobra jest, że odejmuje sobie i własnemu dziecku od ust żeby innym było lepiej...

MentalnyParadoks

No faktycznie. Matka, która zabiera swojemu dziecku, żeby obcemu było lepiej naprawdę jest świetna... Jedyny raz mama mi zabrała pluszaka, którego wygrałam w jakimś tam konkursie. Wypominałam jej to nawet 5 lat później. Odkupił po 7 latach bo chyba miała dość mnie słuchać. Niby nie to samo ale jednak wyszło na moje.

BlueBlood

Nie rozumiem logiki, że skoro ktoś zapłacił, to jest jego. Przecież jeśli dajemy komuś prezent, to od tej pory ta rzecz należy do obdarowanego.

Bulbulator

BlueBlood, mam wrażenie że wieku rodziców uważa że skoro dziecko jest ich własnością, to wszystkie jego rzeczy należą również do nich. Nie ma również prawa do własnego zdania ani prywatności.

AmziToIzma

BlueBlood, to tak jakbym dała przyjaciółce prezent urodzinowy, a rok później jej ten prezent zabrała i dała np. mojemu siostrzeńcowi czy innemu dziecku z rodziny, bo w końcu ja za ten prezent zapłaciłam, więc robię z nim co chcę :D. Porażka. Wnerwia mnie takie traktowanie dzieci, nie pytanie ich o to, czy zgadzają się oddać komuś SWOJĄ zabawkę czy inną rzecz. Dziecko powinno mieć swoje zdanie i jakieś prawa. Oczywiście, nie mam na myśli wypadania ze skrajności w skrajność, w stylu "mój Brajanek może robić co chce", ale kurczę. Już to pisałam wcześniej- dzieci to mali ludzie i tak powinniśmy je traktować. Nie tak, że to o moje dziecko, więc ja będę decydować o jego rzeczach, bo ono ma gówno do powiedzenia, ja jestem rodzic i wszystko mi wolno, a Ty nie pyskuj.

hatesmog

Już nie wspominając o tym, że sorry - to nie od dzieci zależy, czy i kiedy się urodzą xd

bazienka

ej ej, to nie matka ci ten kubek kupila, tylko wspomniana na poczatku ciocia Marysia, matka miala gowno do teog kubka, ciotka ci go dala, wiec byl twoj
to sadystyczne zabierac malemu dziecku jego ulubiona zabawke czy przedmiot i oddawac obcemu dziecku

BlueBlood

Amzi, zgadzam się z tobą całkowicie. Rodzic ma wychować dziecko, nauczyć go szacunku dla własności prywatnej, dla samego siebie. Co dała do zrozumienia matka autora? Smutna historia.

livanir

Ja bym postąpiła chamsko i dała mamie fajny prezent na urodziny, a następnego dnia poszłam z mamą do spożywczaka i dała kasjerce. (albo gdzieś gdzie można spotkać znajomo i ugadać z nim, że przyjmie)

CannabisWhisky

AnonNicastro przeciez kubek dostałeś od cioci, a nie od matki?

Zobacz więcej odpowiedzi (1)
asienaebaam Odpowiedz

Co jest z tymi rodzicami? To kolejne wyznanie gdzie matka albo ojciec robi taką akcję.

U mnie był to naprawdę skrajny przypadek :/

Flav

Też się zastanawiam, co z moim tatą było nie tak. Pierwsze urodziny w zerówce, więc pierwszy raz tata robił mi imprezę w domu. Żeby wszystkim się podobała wymyślił konkursy z nagrodami... Moimi zabawkami! I to często tymi ulubionymi! Oj bolało serduszko. Dzieciaki wyszły z lepszymi prezentami niż ja dostałam. Do tej pory nie wiem skąd miał tak debilny pomysł.

Sara1234567

Ja opierdalam smarkacza i jego mamuskę, jak tylko widzę, że dotykały rzeczy moich dzieci.
Im nie wolno brać cudzych rzeczy, a innmy brać ich.
Dobry zwyczaj nie pożyczaj.
Córka nauczyła się "in the hard way", bo straciła połowę swoich zabawek i przyborów szkolnych poprzez "pożyczanie". A ja nie odkupowałam.
Oddałaś ostatni długopis - pisz choćby gównem.

Tym bardziej nie rozumiem ludzi, którzy chyba mają za dużo pieniędzy, żeby najpierw coś kupić, a potem rozdawać.

ambrozja123

Trzymanie wszystkich zabawek i przyborów tylko dla siebie też nie jest dobre. Takie wymienianie się zabawkami jest potrzebne, bo uczy współpracy (musimy się dogadać czym, na ile itd. się wymieniamy). Tylko trzeba przy tym nauczyć dziecko walki o swoje- to jest moja zabawka/mój długopis, nie możesz jej/go sobie wziąć. Bardzo przydatne umiejętności w dorosłym życiu.
A dodatkowo dziecko ma możliwość zabawy czymś, czego nie chcemy kupić (bo jest np. irytujące), albo z jakichś przyczyn nie możemy.

Ookami Odpowiedz

Nie rozumiem jak można coś takiego zrobić. Zwłaszcza że każdy był dzieckiem i powinien wiedzieć że one bardzo przywiązują się do przedmiotów i nawet niezbyt ładny kamyk może być dla nich skarbem, a co dopiero taki przedmiot jak ulubiony kubek czy zabawka. Rozumiem że czasem dziecko ma mnóstwo rzeczy którymi się nie bawi, wtedy można wspólnie z nim zadecydować co oddać (dobra lekcja dla takiego malucha, dzielenie się, porządkowanie i w ogóle). Ale zabierać swojemu własnemu dziecku coś co ono kocha żeby uszczęśliwić obcego dzieciaka?

ToTaPostrzelona Odpowiedz

Ja też pamiętam, ze miałam jako dziewczynka taki mini dom lalek w pudelku, potem gdzieś zaginął i znalazłam u mojego brata ciotecznego już z wyrwanym wnętrzem domku. Podobnie było z lornetka

OgorkiWkarmelu

@ToTaPostrzelona masz ciekawy nick, pisałaś kiedyś jakieś wyznanie? Dałaś nick specjalnie, żeby odpowiedzieć komuś?

Morderczaopona Odpowiedz

Wyobraź sobie mniej więcej analogiczną sytuację, tylko że Ty masz 20 lat a rzecz, na której najbardziej Ci zależy to kolekcja książek (pomad 100 szt.) kupiona za własne pieniądze. Jeszcze wtedy mieszkając z matką postanowiła pod moją nieobecność wyrzucić. Sprawa zakończyła się w sądzie, ale żadne pieniądze nie zwrócą ich wartości sentymentalnej.

bazienka

plus za pojscie do sadu

Hafciarka

Jak tam można postępować. Zabiłabym gdyby ktoś wyrzucił moje książki. ja ich nawet nikomu nie pożyczam. Kiedyś to robiłam. Ale albo musiałam się upominać o zwrot albo wracały pobrudzone albo co gorsza z zagiętymi rogami. Normalnie szału można dostać jak ludzie nie szanują czyjejś własności.

RemindMe Odpowiedz

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, dlaczego niektórzy rodzice tak po prostu zabierają coś swojemu dziecku, dodatkowo coś takiego jak kubek. Zwłaszcza, gdy widzą jak bardzo dziecku na danej rzeczy zależy.

Jamama Odpowiedz

Co to za matka o.O

Luna2 Odpowiedz

Też bym wpadła w histerię. Nie rozumiem jak rodzic może to zrobić własnemu dziecku.

nata Odpowiedz

Gdy miałam 15 lat wyprowadziliśmy się od babci i dziadka. Babcia zawsze powtarzała, że mój i brata pokój będzie zawsze nasz, możemy zostawić tam co chcemy itp. Kilka miesięcy później, uczestnicząc ze szkoły w jakiejś akcji, w której rozdawaliśmy dzieciom na ulicy pluszaki, zobaczyłam tam podejrzanie dużo takich samych jak moje. Spotkałam tam też babcię i się z nią o to pokłóciłam. Oczywiście nie widziała w swoim zachowaniu nic złego. Tu nie chodzi o to, że te zabawki były dla mnie szczególnie ważne (bo przecież ich nie zabrałam do nowego mieszkania), a o zarządzanie moją własnością. Ostatnio babcia przypomniała tę historię, nadal uważając, że to ja jestem w niej tą złą...

Mumei Odpowiedz

Ja rozumiem z opisu, że to ciocia dała kubek, więc jak matka mogła go zabrać? Nie mogłeś cioci powiedzieć co ona zrobiła?

Zobacz więcej komentarzy (14)
Dodaj anonimowe wyznanie