#QvjHr
Mimo że zależało mi na P., stwierdziłam, że długo tak nie pociągnę. Ta kobieta wykańczała mnie psychicznie, a i nasz związek ciężko było nazwać związkiem. Widywaliśmy się jedynie podczas szkolnych przerw, no i przy dobrych wiatrach, na niedzielnej mszy. Nie było mowy o jakimś wspólnym wyjściu na spacer, do kina, gdziekolwiek. Oberwało mi się nawet za to, że wysłałam pocztówkę ukochanemu z wakacji, albo że zadzwoniłam do niego do domu, bo własnego telefonu nie posiadał, aby złożyć mu życzenia świąteczne. W ostateczności mamusia zwyciężyła, rozstaliśmy się, a on nawet nie miał odwagi o mnie zawalczyć.
Po latach wróciłam do tej samej szkoły jako praktykantka. Znów spotkałam tę kobietę i musiałam znosić jej głupie docinki na temat mnie, mojej rodziny i mojego męża, który również był jej uczniem. Pewnego dnia któryś z uczniów zalazł jej porządnie za skórę, a że w pokoju nauczycielskim byłam tylko ja, postanowiła podzielić się ze mną refleksją na ten temat. Nigdy nie zapomnę jej słów, które brzmiały mniej więcej tak: "Widzisz Anka, bo geny to połowa sukcesu, druga to wychowanie. Kiedyś będziesz matką to bardzo cię proszę - skup się dobrze na wychowaniu, bo na geny nie ma co liczyć". Popłakałam się.
Niedawno udałam się po odbiór dyplomu ukończenia studiów. Co ważne, byłam już w zaawansowanej ciąży i jadąc komunikacją miejską zauważyłam siedzącego, ledwo żyjącego P. Pamiętając o dobrym wychowaniu, przywitałam się. W trakcie podróży dowiedziałam się, że wraca z imprezy i pewnie znów nie zdąży na zajęcia, które poprawia już trzeci rok i że nie poznał mnie, bo zawsze miałam długie włosy, a teraz zrobiłam z siebie "nie wiadomo co". Co ciekawe, mimo mojego stanu nie pokwapił się, żeby ustąpić mi miejsca. Wysiadając miałam w głowie tylko to, jak tu przed nim zwiać. Niestety... Poczekał aż wyjdę i zaczął zagadywać, w międzyczasie wyciągnął paczkę papierosów i mnie poczęstował. Lekko zdziwiona skierowałam wzrok na mój brzuch i odpowiedziałam, że nie palę. O dziwo, załapał aluzję i odpowiedział: "Jezus, sorry, zawsze byłaś przy kości no i nawet nie zauważyłem, że zabrzuchaciłaś".
Nie wiem, po kim P. odziedziczył geny, ale na pewno zwyciężyły z wychowaniem...
O Boże... To było tak wredne jak byś poszła do niej z kwiatami mówiąc, że widziałaś jak skończył jej syn i dziękujesz jej, że wymusiła na Tobie zakończenie związku z nim... Potem coś dodając o genach i wychowaniu. Jak bym chyba to zrobiła :D
Idealnie wredny plan ^^
To by była piękna zemsta :D
Autorko, proszę Cię, zrób to i zdaj nam relacje. Krzywdy jej nie zrobisz, ale na pewno pokażesz tej wrednej, niewychowanej babie jaką jest hipokrytką i może się nad sobą zastanowi. Głupi babsztyl z niej.
Genialne 😈
Czekam na autorkę razem z Wami!
oj tak haha tez na to czekam ^^
komentarz, żeby nie zgubić wyznania, jesli autorka to zrobi! :D
Czekam na relacje autorki :D . <- taktyczna kropka
Ja też czekam 😁
.
Podziękuj jej przy najbliższej okazji ze uchroniła ciebie przed 'wychowanym' synem a twoje dziecko przed takimi genami -.-
Takimi BEZNADZIEJNYMI genami ...
Jakby ktoś mi tak kiedyś powiedział (chodzi o matke) to przysięgam, zrobiłabym mu taką awanturę i (rzecz jasna nie na terenie szkoły) dała w pysk...
Dobrze, że wtedy się z nim rozstałaś.
Nie daleko pada jabłko od jabłoni. Masakra.
Szybko pisałem, sorry. ;D
Abstrachując od całej historii: 5,00 i 2 z matmy? Raz, że wydaje mi się to nieprawdopodobne, dwa: bez przesady- średnia jest ok :)
To możliwe, ja w pierwszej liceum miałam srednią 4,9 i dopa z matmy :).