#TLMrj
Osiemnastka niedawno wybiła, a zaczęło się lato. Ze znajomymi planowaliśmy to od dawna. Wspólny wypad nad jezioro. Mogliśmy pozwolić sobie na wspólny wyjazd bez rodziny, bo wszyscy byliśmy już pełnoletni. Jako, że byłam najmłodsza z grupy, znajomi często traktowali mnie jak dziecko, ale z tym wiążą się wyznania na inny dzień.
Wyjazd był wcześnie rano, niestety pogoda nie dopisywała. Mimo wszystko byliśmy dobrej myśli. Po ckliwym pożegnaniu z moją mamą wreszcie usiedliśmy w pociągu. Powietrze nie tylko na zewnątrz, ale i w środku pociągu było ciężkie i wilgotne. Słońca w ogóle nie było, ale gorąc został. Po pierwszej godzinie jazdy zrobiło mi się naprawdę niedobrze. Po dwóch kwadransach nie mogłam już wytrzymać. Wszyscy widząc mój stan byli za otworzeniem okna, ale jeden buraczek nie chciał. Dziewczyna z nim zerwała dzień wcześniej i jak zwykle musiał wyżyć się na wszystkich dookoła. Swoją niechęć do otwarcia okna usprawiedliwiał tym, że będzie mu zimno. W końcu i mojej znajomej także zrobiło się niedobrze.
Jeśli chodzi o piękny koniec, to tak, obrzygałyśmy go :)
Już więcej nie pojechał z nami na wspólny wypad.
Niby buraczek, ale pozwoliliście, żeby Wami rządził :)
Dostał to na co zasłużył :)
Dobrze mu tak
Ale nie rozumiem. Dlaczego słuchałaś jednego osobnika? Co innego kiedy każdy byłby przeciwko, ale wtedy również można wypracować kompromis w końcu źle się czułaś.
Raz miałam taką sytuację w autobusie, było duszno, śmierdziało, i oczywiście zrobiło mi się niedobrze. Otworzyłam więc okno, a przede mną usiadł jakiś facet i to okno sobie zamknął. Otworzyłam je znowu, on znowu je zamknął. Oczywiście jestem zbyt uparta - otworzyłam ponownie i powiedziałam, że jest mi strasznie duszno. Nic nie odpowiedział. I jechaliśmy z otwartym oknem.
Wiele razy też miałam takie sytuacje w szkole - zima, a panienki w koszulkach z krótkim rękawem i nawet jednego okna nie można było uchylić bo im zimno, co z tego, że w klasie duszno i śmierdzi od ich tanich zapachów.
Zazwyczaj i tak miałam to gdzieś i okno otwierałam. Raz im powiedziałam, że jutro pójdę do lumpkesu i kupię im jakieś bluzy co by(?) im zimno nie było. O dziwo zaczęły ubierać własne.
Generalnie przyjęte jest tak, że to osoba, której najzimniej decyduje o otwarciu np. okna :v
Jeśli chodziły ubrane w cienkie koszulki to ok, ale ja w zimie chodzę do szkoły ubrana w bluzkę i gruby sweter, a mimo wszystko jest mi zimno więc denerwuje mnie jak otwierają okna
Mnie denerwowało jak ciągle ubierały krótkie i cienkie koszulki a i tak było im zimno - nawet bez otwarcia okna. Dlatego zaproponowałam, że kupię im bluzy. Poza tym w salach często było gorąco, strasznie grzali - robiło się duszno, nikt okien nie otwierał więc ludzie się pocili, do tego te perfumy...dla mnie taki zaduch jest zabójczy, i ten smród...Poza tym ja zazwyczaj tylko je uchylałam. A nie otwierałam całkowicie.
I za co te minusy barany? Kolejny raz dostaje fale "-", bo wiem więcej, a anonimowe cioły WIEDZO JESZCZE WIĘCEJ.
Nie wiem czemu tak jest, ale TAK JEST. Potwierdzone info przez osoby, które zajmują się jakimiś takimi rzeczami (wszelkimi normami i optymalizacjami). Ja się na tym nie znam, bo mam gdzieś takie rzeczy, ale tego się dowiedziałem i... tyle.
@RudyRudeusz, może w teorii tak jest, ale w praktyce niestety nie - wiem coś o tym, bo to mi jest zawsze najzimniej ;)
Mi też zazwyczaj było zimno. Wtedy po prostu się cieplej ubieram, a nie znoszę siedzenia w duchocie i smrodzie.
Najgorzej jak ktoś siedzi w grubej bluzie i nie pozwala zamknąć okna zamiast ją zdjąć.
Ja w takich warunkach albo rzygam dalej niż wzrok sięga albo mdleje.
Albo oba na raz :c
A to nie dało się do ubikacji? Albo chociaż do jakiejś reklamówki? Czułaś wczesniej, że jest Ci niedobrze, więc mogłaś się jakoś przygotować. Przecież rzygi okrutnie śmierdzą i ciężko je wyprać. Współczuję tym ludziom, którzy musieli jechać w zasmrodzonym przedziale.
Karma (z)wraca
To Ci się udało.
Dowiedz się, co to karma.
@gruszka Takie jedzenie. I czasem się (z)wraca.
Nienawidzę, po prostu nienawidzę ludzi którzy zamykają okna w pociągu. Czerwiec, gorąc jak cholera, prawie się roztapiam w tym je*anym przedziale, a jakaś baba (w szaliku!!!!) zamyka okno, bo jej wieje. I tak sobie siedzimy w tym przedziale, duchota niemiłosierna, 30 pare stopni w środku i się integrujemy.
Było już kilka podobnych wyznań.