#U8ll5

Jak miałam może 5 lat, byłam jak co niedzielę w kościele z rodzicami na specjalnej mszy dla dzieci. Ksiądz zawołał wszystkie dzieci pod ołtarz i zaczął kazanie pytaniem: "Jak możemy pomóc naszym mamom?".

Ja jako bardzo wyrywna i odważna dziewczynka, podniosłam rękę. Niestety zostałam wyprzedzona przez inne dziecko. Nie poddając się, szybko wymyśliłam coś nowego i ponownie się zgłosiłam. Niestety znowu ktoś mnie wyprzedził. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy. Kiedy już stwierdziłam, że ksiądz nie wywoła mnie do odpowiedzi i wyczerpały się wszystkie moje pomysły, moja ręką zaczęła powoli opadać z rezygnacją. I wtedy właśnie zostałam wskazana.

W panice wypaliłam:
"Jak tatuś przychodzi pijany do domu i chce bić mamusię, to można ją obronić."

Nie, nigdy nie zdarzyła mi się taka sytuacja, ale nie miałam już pomysłów i to właśnie na poczekaniu sobie wymyśliłam. Jak wróciłam do ławki, to rodzice się do mnie nie przyznali.
instigate Odpowiedz

"Jak wróciłam do ławki, to rodzice się do mnie nie przyznali." hahah :D

Hsza

Opowieść z cyklu: "Jak zostałam sierotą" :D

anonim15 Odpowiedz

Bardzo mądra odpowiedź jak na małą dziewczynkę trzeba przyznać, chociaż bardzo odważna, więc jednak każdy w kościele mógł pomyśleć, że takie rzeczy dzieją się u Ciebie w domu :)

Stine Odpowiedz

Moi rodzice tez mieli kiedys sytuacje, w ktorej nie chcieli sie przyznac w koscielw do mojego brata - kiedy ksiadz z ambony zadal pytanie "czy ktos z was kiedys glodowal?" (raczej nie chcac uslyszec twierdzacej odpowiedzi, tylko dac do zrozumienia, ze sa osoby, ktore maja gorsza sytuacje niz inni), a moj brat na caly regulator "ja! Ja!". Bo nie znal subtelnej roznicy miedzy slowem "glodowac" a "byc glodnym" :D

Dodaj anonimowe wyznanie