#UkUfi
Ta sytuacja miała miejsce w wakacje. Niedaleko mnie znajduje się park z polanką, która sobie upodobali różnej maści trenujący - tai chi, puszczanie latawców, żonglowanie, cokolwiek się zapragnie. Nikt na nikogo dziwnie nie patrzy, uznaliśmy więc, że możemy i my się tam znaleźć. I faktycznie - przez dość długi czas udawało się bez komentarzy. Aż do tego dnia.
Podszedł do nas ojciec z synkiem w wieku późnoprzedszkolnym lub wczesnopodstawówkowym. Powiedział, że mały bardzo lubi rycerzy i że mu się spodobało, i oczywiście pytanie - czy pozwolimy mu się trochę pobawić. Ogólnie nie ma problemu, jest jedno ale - broń przez nas używana była zdecydowanie zbyt długa i ciężka dla dziecka, o czym mu powiedzieliśmy. On na to, że nie ma problemu, jest silny, poradzi sobie. No dobra, Luby daje, ale faktycznie - średnio radzi sobie z wymachiwaniem. Ojciec stwierdził, że to może on chociaż? I o, z dziewczyną, bo na pewno gorzej walczy, żeby syn nie widział, że przegrywa. W tym momencie zagotowało się we mnie, bo akurat radzę sobie naprawdę dobrze - jakoś to naturalnie we mnie leży, jakbym była wcieleniem jakiegoś szermierza ;) No ale jak chce, to jedziemy!
Odmówił założenia ochraniaczy, bo "przecież go nawet nie dam rady dotknąć". Na początku trochę pomachał od niechcenia, ale widząc, że bez problemu to odbijam albo unikam, wściekł się i chciał iść na całość. Istnieje zasada, że im ktoś bardziej wściekły, tym łatwiej go pokonać, bo przestaje myśleć racjonalnie, tutaj to też się sprawdziło. Próbował się zamachnąć zza głowy, żeby było silniejsze uderzenie, na co ja uderzyłam go po żebrach, nie z pełną siłą oczywiście, wiem, jakie to uczucie. On prawie skulił się z bólu i zrobił coś absolutnie zakazanego - wyprowadził pchnięcie w brzuch. Nie robi się, bo po pierwsze traktaty tego zakazują (pozdrawiam szalonych rekonów!), po drugie tego nie idzie odbić i stanowi to pogwałcenie savoir-vivre'u, a po trzeci ta broń nie jest do tego przystosowana. Skończyło się tam, że mimo ochrony to ja się zwinęłam, a miecz zniszczył się na czubku.
Luby chciał rzucić się z pięściami na faceta, na jego szczęście zajął się najpierw mną, w tym czasie niedoszły bohater rzucił miecz i uciekł. Tylko dzieciaka szkoda, że ma takiego ojca...
Btw, poinformowaliście typa, że tak nie można?
Miło z Waszej strony, że daliście się mu pobawić, ale chyba nie można od przypadkowego gościa, któremu wyświadcza się przysługę wymagać, by sam z siebie znał zasady.
Ale, że uciekł, to paskudne.
No tak ale że pani uznała to za normalne z przyzwyczajenia to nie powiedziala
Że jakie traktaty? Myślałem, że celem walki jest zabicie przeciwnika jakimkolwiek sposobem.
@GeddyLee, w prawdziwej walce może tak, ale w hobbistycznej nie bardzo xD
Jak się walczy na zawodach to muszą być jakieś zasady bo jak nie to ludzie by tam ginęli.
Nawet na zlotach historycznych w bojówkach masz tylko liczone punkty za trafienia, oczywiście w pełnym uzbrojeniu i tak dalej. Inaczej nie wpuszczą. Oczywiście, mimo grubej przeszywki, kolczugi, karwasza i innych, występują siniaki i można sobie coś przypadkowo rozwalić. Mnie po wypadku z niedoświadczoną przeciwniczką i niedopasowanym hełmem nadal przy zmianie pogody boli gałka oczna. Centymetr w prawo i miałabym szklane oko, centymetr w górę i miałabym szyty łuk brwiowy, także więcej szczęścia niż rozumu.
A po cholere daliście mu wasz miecz? Facet nie znal zasad ani techniki. To bylo oczywiste że coś lub kogoś uszkodzi.
Co niby ? Od kiedy pchnięcia w brzuch są zakazane.... Traktaty walki bronią białą dotyczą stylu walki... Uderzenia " późnośredniowiecznego włoskiego stylu x" najlepiej parować ''renesansowym bawarskim stylem y ". Ale to już wyższa szkoła jazdy dla zawodowych szermierzy, jacy byli kiedyś. Teraz to nawet na zawodach zbytnio nie potrzebne, bo jest jeden styl, bardziej pokazowy niż pojedynkowy.
Jak nie idzie odbić uderzenia w brzuch... Matko Bosko przecież każde uderzenie da się odbić, takie w korpus tym bardziej. Inaczej na wojnach od XV do poczatku XX wieku wszyscy padaliby trupem bez żadnej walki, bo jedno uderzeniew brzuch nieuchronnie by ich zabiło. To tak jakby mówić, że w karate nie uderza się w głowę, bo tego nie da się sparować... Owszem da i każdy to potrafi, pomijając fakt, że amator tego nie wykona, bo zanim podniesie nogę wyląduje na podłodze. Savoir - vivre ma tyle do walki co pies do pieczenia sternika.... W szermierce historycznej liczy się odzwierciedlanie historii. Zatem nie ważna metoda tylko zwycięstwo. A pretensje do kogoś kto pierwszy raz ma "szablę" w. dłoni są bezsensowne. Trzeba było łagodniej gościa potraktować. Sama zaczęłaś agresywnie, to on ci oddał i tyle. Powinno Ci być wstyd, że pokonał Cię amator, a nie mieć do niego pretensje. Chciał dziecku pokazać jak walczy, a ty cyrk robisz. W końcu najlepiej się dowartościować na gorszym przeciwniku.
Kurczę, chyba pierwszy raz się z tobą zgadzam. Dokładnie to samo chciałam napisać. Bo niby się nie znam na temacie, ale przecież gdyby ciosów w brzuch nie dało się sparować, to walka polegałaby na tym "kto szybciej dziabnie przeciwnika w bebechy" i jakakolwiek szermierka byłaby totalnie niepotrzebna...
Trochę nie rozumiem dlaczego za punkt honoru obrałaś sobie "pokonanie" tego faceta. Ok, mnie też denerwuje gadanie "jesteś dziewczyną, więc tego nie zrobisz, a siamto zrobisz gorzej niż ja - pan i władca, mężczyzna", a przecież facet tak czy inaczej był na przegranej pozycji, pierwszy raz miał taką broń w ręku, a mierzył się z osobą trenującą od x czasu... Naprawdę nie mogłaś mu odpuścić, żeby się pokazał przed dzieciakiem? Po wszystkim powiedzieć dziecku coś w stylu: "ooo, ale masz utalentowanego/dzielnego/cokolwiek tatę" i rozejść się z uśmiechem? Poza tym, poinformowaliście tego kolesia, że nie wolno wyprowadzać takich czy innych ciosów, bo broń może się uszkodzić czy liczyliście, że patrząc na miecz się domyśli? Coś co dla Was, trenujących, jest oczywiste, niekoniecznie jest oczywiste dla jakiegoś przypadkowego chłopa z parku. Za co luby (swoją drogą, boże, jakie to idiotyczne określenie) chciał pobić tego faceta? Za to, że pozwoliliście mu pobawić się bronią nie informując o tym co wolno, a czego nie wolno z nią robić? Powiedziałabym, żebyście spojrzeli w lustro i tam szukali winnych, ale to też nie do końca tak. Po prostu wypadek i tyle. Głupio, że facet zwiał, ale skoro Twój luby miał zamiar rzucić się na niego z łapami to nie dziwne, że uciekł.
Też bym na miejscu tego faceta zwiała. Bo o ile mu nie wytłumaczyli zasad, to wyglądało tak, że póki Autorka go trafiała to było super, ale jak jemu się udało trafić to prawie po papie nie oberwał. Facet był z dzieckiem, może nie był też pewny swoich sił w walce z partnerem Autorki, więc zwyczajnie skorzystał z okazji i by uniknąć bójki przy dziecku, ulotnił się podczas zamieszania.
Tu raczej chodzi o miejsce trafienia, nie o sam fakt
Kiedy miałem 8 lat i bawiliśmy się z kolegami w rycerzy to wypracowałem pewien sposób na odbijanie takich pchnięć. Może pokazać? 😄
"Luby".... Jestem uczulona na to słowo, wkurzyło mnie jeszcze bardziej niż postawa tego kolesia.
@KorseyShani, mnie też, to słowo jest bardziej denerwujące niż "żodyn" i "ot, takie wyznanie"...
O, szermierka mieczem długim, trenowałam gejnałami długi czas i chodziłam na takie treningi przez dwa latka. :3
Gościu chciał przykozaczyć przed dzieciakiem, a prawie się pozabijaliście XD
Mogłaś mu dać wygrać, przecież to nie prawdziwe zawody, dziecko by było dumne z ojca przynajmniej.
Spoko hobby :) Ja trenuje szermierkę historyczną ale szablą :D