Parę miesięcy temu wracałam z grupką znajomych i mym wybrankiem z baru. Późny wieczór, niewiele było widać, lecz sokoli wzrok mojego drogiego mężczyzny wypatrzył śliczny bukiet białych róż leżący przy ulicy. W porywie romantycznego (wzmaganego też wypitym piwem) uniesienia rzucił się ku kwiatkom, przyniósł mi je, rycersko klęknął na jedno kolano i oferował mi tym olbrzymim trudem zdobyty dar. Wokół oklaski, okrzyki podziwu, wszyscy zachwyceni odbywającą się właśnie sceną, wzruszenie niesamowite. Jak na damę przystało, przyjęłam podarek z wdzięcznością, kwiatki powąchałam, i w tym momencie spostrzegłam wplecioną między łodyżki wstążkę. Czarną.
- Michał... Chcesz mi o czymś powiedzieć?
Wstążeczka, jak zapewne się domyśliliście, ozdobiona była napisem "ostatnie pożegnanie".
Dodaj anonimowe wyznanie
A on po krótkiej chwili dodał że to prezent dla teściowej :D
Dobrze jej życzysz :D xD
Po czym były już dla niego :D
Miłosc az po grob ;-)
kwiaty są? są! po co drążyć temat :D
Proste wyjaśnienie : To jest wasze "ostatnie pożegnanie" ponieważ twój chłopak prosi Cię żebyś się do niego wprowadziła i faktycznie jest ono ostatnie, bo będziecie teraz mieszkać razem :) Ja tak to widzę ^^
Chciał dobrze. A wyszło jak zwykle.
Pewnie było to dla niego ostatnie spotkanie
Musiała by być ostatnią sztywniarą, żeby zostawić go po czymś takim :P
Ja wiem, to był sarkazm ale chyba mi nie wyszedł :D
srakazm :P