#VyPpJ

Dopiero co przeczytałem wyznanie osoby, której rodzice zmuszali ją w maniakalny sposób do nauki. To mi przypomniało, co moi starzy wyczyniali w tym temacie.

Od zawsze słyszałem, że mam być wzorowym uczniem. Zero nieprzygotowań, zawsze praca domowa odrobiona i zawsze wzorowe oceny. Już w pierwszych klasach podstawówki to miałem.

Dzień wyglądał zawsze tak: pobudka, szkoła, 30 minut wolnego, lekcje, zajęcia dodatkowe, lekcje, czytanie książek i sen. Oglądać telewizję mogłem tylko od piątku do niedzieli i to tylko wtedy, gdy miałem wszystko odrobione. Jeśli miałem w nadchodzącym tygodniu sprawdzian lub kartkówkę - zero telewizji. Żeby posiedzieć na kompie, musiałem błagać ojca na kolanach (mieliśmy wspólny komputer). Zwykle dawał mi 30 minut na grę, ale potrafił przyjść po 15, twierdząc, że siedzę już za długo. Dodatkowo każdego dnia po szkole sprawdzali mi zeszyty, zarówno rano, pod kątem czy mam wszystko zrobione, jak i wieczorem, czy wszystko wziąłem.
Oprócz tego nie mogłem w szkole pisać w zeszycie. Wszystko musiałem zapisywać w brudnopisie, a dopiero w domu mogłem przepisywać do zeszytów. Jeśli zapisałem coś z błędem, lub ich zdaniem brzydko, sruu, cała kartka wyrwana z zeszytu i przepisujemy od nowa.

Najgorzej było z pracami domowymi. Zwłaszcza z matmy. Jeśli po jakimś czasie dalej nie rozumiałem zadania, ojciec potrafił mnie bić po głowie za każdą złą odpowiedź. Jeśli praca była ich zdaniem za krótka: piszesz jeszcze raz na brudno. Później sprawdzali, dopisywali mi 3-4 strony tekstu i dopiero wtedy mogłem przepisać. Jeśli coś źle przepisałem, piszemy całość od nowa. Przez to wszystko nieraz kończyłem prace domowe i naukę o północy. Wstawałem rano niewyspany i wysłuchiwałem od starych "gdybyś tyle nie marnował czasu, to byś mógł dłużej spać". A ich zdaniem, wszelkim traceniem czasu było: chodzenie do toalety w czasie odrabiania pracy domowej/uczenia się, pójście napić się herbaty, pójście po coś do jedzenia. Za to absolutnym obowiązkiem było przychodzenie za każdym razem, gdy wołali i: robienie herbaty, podawanie pilota od telewizora itp.

Dopiero w 5. klasie podstawówki, kiedy się zbuntowałem i olałem naukę, trochę coś do nich dotarło, ale ostatecznie to w gimnazjum odpuścili w jakimś stopniu. Ale i tak musiałem na wszelkie wyjazdy (nieważne czy rodzinne, czy szkolne) brać podręczniki i książki z ćwiczeniami i uczyć się za każdym razem, gdy miałem chwilę wolnego.

Wiem, że może to wyznanie brzmi ciut dziecinnie, ale przez to do dziś mnie to boli, bo przez naukę nie miałem dzieciństwa. Rodzice: pamiętajcie, że dziecko to nie maszyna do nauki i ma też swoje potrzeby. Dzieci/uczniowie: nie bójcie się pokazać, że macie swoje zdanie i wolną wolę, bo inaczej możecie się później nie pozbierać.
Kuudere Odpowiedz

Kompletnie nie rozumiem, dlaczego to wyznanie jest minusowane.

dwadziesciasiedem

Ja zminusowalam przez apel.

CichoxCiemna

Liczy się całokształt a nie jedno zdanie

dwadziesciasiedem

Cichociemna: aha, wybacz, nie wiedziałam.

Antarees

Może dlatego, że większość ludzi tutaj ma dość wyznań typu gdy byłem mały/moher/rodzice mnie nienawidzą/dresy. Ja też, wybaczcie.

Cyklamena

@Antatees

No w sumie takie wyznania wkurzają, ale wg mnie to jest jeszcze jako tako w miarę spoko, najgorsze są takie typu "jak byłem mały to myslałem, że konie są z drewna". Serio, kaźdy w dzieciństwie sobie coś myślałi choc teraz to wydajesiebyc absurdalne, to nie jest nic niezwykłego

Agatka80

Bo można. 😁

anonimowykawoholik

Jest minusowane, bo nie ma dresa/kupy/śmiechu, ani nie opowiada smutnej historii cudownego na pozór domu bogatych ludzi w którym autorka (czasami autor) jest gwałcona i przez to nie ma przyjaciół.
Tak, teraz zminusujecie mój komentarz xd

oponentUK

jest minusowane z tego powodu
że takie wyznania sa wrzodem narodu

mojawersja10 Odpowiedz

Mam dwie starsze siostry, wzorowe uczennice, pokończyły studia...Od zawsze wbijano mi do głowy, że mam być taka jak one. Buntować zaczęłam się w gimnazjum, a teraz jestem w klasie maturalnej, mam trójki, oprócz tego rysuję i zarabiam na tym i jestem zadowolona. A po maturze zamierzam zrobić kurs na tatuażystę i dziarać ludzi. Rodzice jakoś to muszą przetrawić xD

Allerosa Odpowiedz

Wiecie co, albo mnie się wydaje albo wielu z naszych rodziców jest mniej więcej z tej samej epoki...bo moi mieli identyczne podejście. Tylko że matka jeszcze potrafiła mnie budzic o północy, żebym się uczyła...a i tak miałam jedne z najgorszych ocen...no bo jak ma mózg funkcjonować o takiej porze? Na szczęście my z mężem już wiemy, jakie stosować techniki pomocy w edukacji naszego dziecka.

GraczLoLa Odpowiedz

Czasem zadziwia mnie brak empatii niektórych osób. Choć byłoby to nawet zrozumiałe, gdyby rodzice byli wobec siebie tak samo wymagający w dzieciństwie i zwyczajnie przenosili swoje normy na swoje dziecko. Mam wątpliwości jednak, czy to ten przypadek.

Magdzia2004 Odpowiedz

Mam dokładnie to samo. Jacyś uczniowie z uniwersytetu gdzieś tam rok temu badali jak dużo poświęca na pracę lub szkole dzieciak i dorosly. Po porównaniu okazało się że dzieciaki wykonują prawie 2 razy więcej roboty w przypadku rodziców którzy chcą by ich pociechy były idealne. W momencie gdy rodzic stwierdza "a walić to. Uczy się jak będzie chciała. Najwyżej nie zda do kolejnej klasy albo nie dostanie wymarzonej pracy." i nie nalega na pracę po szkole (są dzieci które zapamiętują z lekcji) wszystko się wyrównuje

Sumandia

Wiesz co, niestety nie zawsze tak jest, u mnie moja mama dopiero koło gimnazjum odpuściła sprawdzanie, czy mam odrobione lekcje, czy jestem nauczona na sprawdziany, i ja wtedy pamiętam też sobie totalnie odpuściłam, przestałam się przygotować i dopiero po jakimś czasie znów uczyłam się, choć tylko tego co uważałam za przydatne. Maturę zdałam całkiem wysoko.
Ale z moim 8 lat młodszym bratem który w przeciwieństwie do mnie ma więcej problemów z nauką już dała sobie spokój koło 5 klasy, i on teraz jedzie na ściągach, nie odrabia nic, chyba że przed lekcją na kolanie, po szkole tylko ekran, gry, YouTube, i dopiero jak jest sytuacja na librusie (dziennik elektroniczny) że zaraz będzie miał zagrożenie, to mama wkracza do akcji i z nim na siłę powtarza, tylko nerwy przy tym traci. Ale jak mu mama wmusi tą wiedzę i on dostanie dobrą ocenę, to się chwali na prawo i lewo jak to on sobie świetnie sam radzi. Jakby odpuściła i by nie zdał to może by się w końcu ogarnął, ale wątpię, raczej by mu to było obojętne, albo by nauczycieli brał na ładne oczka. Ostatnie co mu przyjdzie do głowy to żeby jednak uczciwie samemu się wziąć do nauki

luciferm23 Odpowiedz

Jak ja nienawidzę jak rodzice swoje niezrealizowane ambicje przekładają na dzieci.

greenpurple Odpowiedz

Moją znajomą matka wyrzuciła z domu bo nie zrobiła (w liceum) wystarczającej ilości zadań w domu. Spala u mnie kilka dni, aż ojciec ją ubłagał żeby wróciła do domu :/

ogarnieta Odpowiedz

Skąd ja to znam... Nie jesteś jedyny...

marchewzkiszonym Odpowiedz

Pozwólcie dzieciom być dziećmi..

DzbanekWody Odpowiedz

U mnie jest odwrotnie i nie wiem co jest gorsze. Moi rodzice nigdy nie zmuszali mnie do nauki. Średnio się interesują moimi ocenami. Nie jest też tak, że mają kompletnie wylane na to, chwalą mnie za dobre oceny a jak wpadnie jakaś gorsza to mówią, że to tylko oceny i nic nie znaczą. Natomiast dla mnie oceny są piekielnie ważne. Rozumiem to, że średnia nie jest najważniejsza, zwłaszcza teraz w liceum, gdzie liczy się głównie moje przygotowanie do matury, ale nie potrafię inaczej. Mój dzień zazwyczaj wygląda tak, że po szkole odrazu siadam do lekcji, jeśli daje radę bo czasem ze zmęczenia oczy same mi się zamykają i potrzebuję położyć się na dwie godziny. Wstaję i zaczynam naukę średnio do 2-3 w nocy przy czym wstaję o 6. I tak w kółko. Wiecznie jestem zmęczona i niewyspana. W weekendy potrafię siedzieć nad lekcjami do białego rana. Nie mam życia towarzyskiego, przecież muszę się uczyć. Czemu sobie nie odpuszczę? Nie potrafię, moja chora ambicja mi nie pozwala. Żeby nie było wątpliwości, nie jestem zarozumiała, na lekcjach jakoś specjalnie się nie udzielam, chodzi tylko o oceny. Próbowałam przekonać sebie, że jak dostanę jedną gorszą ocenę albo trochę odpuszczę, to świat się nie zawali. Mam tego dość, ale nie potrafię odpuścić.

HenrykGarncarz

Twoi rodzice mają racje - oceny NIE są najważniejsze
Ty sama wpędziłaś sie w błędne koło - nie śpisz w nocy bo się uczysz, więc odsypiasz w ciągu dnia, przez co masz mniej czasu na nauke w dzień i musisz uczyć sie w nocy więc nie śpisz. Nie siedź w weekendy do białego rana tylko kilka razy sie porządnie wyśpij. Uwierz, zrobisz sobie przysługe. Wyjdź ze znajomymi, oderwij sie od nauki i pozwól mózgowi zapomnieć o nauce, to się nazywa zmęczenie materiału. Do tego dużo orzechów + ruch

Papierowa

Henryk to tak nie działa. Przypuszczam, że Dzbanek to wie. Jestem w podobnej sytuacji. Klasa maturalna, a ja zamiast odpuścić jakieś kretyńskie historie i niemieckie i uczyć się biologii, to ją odstawiam na bok, bo jakieś kartkówki, sprawdziany. Jeszcze na niemieckim nauczyciel po cichu daje nam oszukać trochę, ale nauki i tak sporo. Nie wiem co to jest nauczyć się na 2. Albo umiem na 5, albo na 1. Ewentualne błędy mogą tylko obniżyć mi ocenę, ale nie nieznajomość materiału. Lepiej uczy mi się w nocy, ale niestety to właśnie skutkuje wiecznym zmęczeniem i odsypianiem po szkole. Na szczęście u mnie nie doszło jeszcze do zarywania całej nocy, choć jak jest jakieś wolne, to potrafię do 3/4 robić notatki z biolki. W tym momencie mam wyrzuty sumienia, bo powinnam zrobić cokolwiek na ten tydzień, który będzie dość ciężki, ale staram się nad sobą zapanować, bo wiem, że moje myślenie jest zdecydowanie do dupy, a takie ciągłe zmęczenie się na mnie odbije. Już teraz mam wrażenie, że mam lekkie problemy z myśleniem w niektórych dziedzinach. Takie małe głupoty, ale mnie martwią. Mało snu, mała produktywność, więcej pracy, mniej snu, większa frustracja. Tylko sarkazm trzyma mnie przy życiu i siedzeniu bez depresji XD

HenrykGarncarz

Papierowa to tak działa. Tez łatwiej mi pracować w nocy, ale jak wiem, że nie będę mogła odespać to nie robię. Kiedyś miałam taki cykl, teraz czasem zdarzy mi się zarwać nockę, ale staram się to kontrolować. To jest kwestia zmiany nawyków. Można albo narzekać że jest się zmęczonym non stop albo nauczyć się odpuszczać pewne rzeczy

DzbanekWody

@HenrykGarncarz Tak jak pisałam, próbowałam odpuścić, ale nie potrafię. Widzę skutki siedzenia do później nocy, nawet rozumiem to, że oceny nie są najważniejsze i w pełni się z tobą zgadzam. Ciężko mi to wytłumaczyć, ale mimo tego i tak nie potrafię. Pewnie większości wydaje się to dziwne, bo co może być trudnego w ograniczeniu nauki? Sama tego nie rozumiem, ale po prostu nie zasnę jeśli nie nauczę się w 100% na następny dzień. Żeby nie było, to nie jest tak, że w każdej wolnej chwili siadam do nauki. Jak mam czas to robię inne rzeczy, oglądam seriale czy czytam książki. Ale jeśli mam jakiś konkretny termin sprawdzianu, na który muszę się nauczyć to zrobię to, choćbym miała w ogóle nie spać.

Naia

Nie wiem, jaki masz system nauki i ile jej masz, ale może czas na zmianę? Znajdź taką metodę, która będzie efektywna. Nie sztuką jest wkuć materiał - żeby się go nauczyć, trzeba go zrozumieć.
Dla mnie np. egzamin zdaje robienie notatek przy teorii/ćwiczeń przy praktyce. Po prostu spisuję sobie sobie na osobnej kartce bądź w zeszycie najważniejsze zagadnienia i już z samych zajęć (dobra pamięć słuchowa) i zrobienia notatek umiem większość. Zapamiętuję słowa-klucze, ze 2 razy odpytuję siebie w myślach z całości, w razie potrzeby zaglądając do notatek. Niektórzy może uznaliby to za kucie, ale jeśli nawet po roku nie używania danej wiedzy potrafię powiedzieć coś na ten temat, to chyba wyłamuje się to z definicji kucia (tudzież zasady "3z").
Co prawda jestem na studiach i w szkole moja nauka wyglądała trochę inaczej (gorzej), ale myślę, że ten sposób i w szkole powinien się sprawdzić. Jeśli wydaje się, że brakuje czasu, to może robienie notatek na bieżąco by pomogło? Tylko trzeba mieć na uwadze, że notatki to nie bezrefleksyjne przepisywanie tekstu, a usystematyzowanie wiadomości wg własnych potrzeb, żeby samemu je zrozumieć.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie