Jako dziecko kochałam dinozaury i zawsze, ale to zawsze je naśladowałam. Kiedyś pojechaliśmy na wycieczkę do parku dinozaurów. Przechodzimy sobie obok welociraptora skaczącego na bodaj stegozaura. Z naprzeciwka idzie zafascynowany starszy mężczyzna z dzieciakiem. Chciałam... tak BARDZO chciałam pokazać swoją majestatyczność, że wydałam z siebie ryk (wtedy myślałam, że godny karnotaura) zarzynanego kurczaka.
- Och, popatrz! Ale ten dinozaur ryczy! Nawet to dodali - powiedział z podziwem starszy pan i poszedł z dzieckiem w siną dal.
Zażenowanie? Raczej duma :) Rodzina za to miała ubaw po pachy.
Dodaj anonimowe wyznanie
A propos dinozaurów to mnie raz rozsmieszyla taka jedna scenka pod akademikiem. Idzie sobie koleś z wielkim worek. Podchodzi do zadaszonego śmietnika, z trzech stron otoczonego ścianą. Rzuca z impetem wor do kontenera, a tu nagle, w popłochu, ze śmietnika wprost na niego wylatuje chmara golebi (pewnie wyczaily tam coś do żarcia), koleś po pierwszym szoku krzyczy do zwijajacych się ze śmiechu znajomych:" Pterodaktyle KUR*A!"
I wszyscy się śmiali i dokazywali
Zastanawia mnie skad wzial sie pomysl, ze jakis tam dinozaur, np triceratops wydobywal z siebie akurat taki dzwiek a nie inny. No bo tak szczerze to wizualnue mozna je przedstawic po badaniu tego co po sobie zostawily ale dzwieki? Zawsze mnie to ciekawilo :)