#Wp3qU
- Dzień dobry, z czym są te drożdżówki?
- Ze serkiem.
Nic, jeszcze przebolałam. Nabrałam nagle ochoty na budyń.
- A ma pani może z budyniem?
- Niestety nie. Ale tu marmoladka, tu czekoladka, a tutaj pyszniutkie francuskie ciasteczko z jabłuszkiem! - odpowiedziała z dumną miną.
-No dobrze, to poproszę z jabłkiem- odpowiedziałam, czując wewnętrzne napięcie. Podeszłam do kasy i podaję banknot 10zł.
- A drobniejszych pieniążków pani nie ma?
Tak. Właśnie to słowo przelało czarę.
Zapraszam do Kalisza :D Gwara kaliska polega na zdrobnieniach
Myślę, że nie tyle co kaliska, ale polska, o pieniądzach zawsze mówimy zdrobniale :)
A osobiście nie spotkałam się jeszcze, aby kasjerka zapytała: "Czy ma Pani drobne pieniądze".
Bo zazwyczaj pytają "a czy ma pani może jakieś drobne?" albo podają konkretnie, np. "ma pani może 80gr?" ;p
Kalisz <3 "cienciejsza kiełbasa" albo "miękciejszy sweter" to standard xd
@Etetet cienciejsza? coooo :D
A ja rzadko spotykam się z formą "pieniążki", "pieniądze" zaś dosyć często. To zdrobnienie z resztą mnie niesamowicie irytuje.
W pełni potwierdzam :D w jednym kaliskim liceum jest nawet nauczyciel słynący ze zdrobnień. Jego ,,zeszyciki", ,,książeczki", ,,ćwiczonka", ,,każdziuteńki", ,,sprawdzianik" śnią mi się już po nocach :P
Niestety (przynajmniej dla mnie) gwara warszawska też opiera się na zdrabnianiu wszystkiego. Do pieniążków i reklamóweczek już przywykłam ;)
Jak jestem czasami w Warszawie (tak apropo gwar), to zawsze dziwiłam się, "jak to tak, to oni nie wiedzą, ci to zrywka?" :P
@Iwi a co to? ?
@wesolycukrzyk - zrywka, to taka plastikowa reklamówka, którą najczęściej dostajemy w sklepie za parę groszy lub darmo. A mówi się zrywka, bo najczęściej taka reklamóweczka (jak bywa zdrobniale nazywana w Warszawie albo gdzieś indziej) pakowana jest po 300-500 sztuk i każdą kolejną trzeba zerwać. Przyznam się, trochę się wspomogłam internetami, bo mieszkam na Śląsku i dla mnie znaczenie tego słowa jest oczywiste, a tak wytłumaczyć... :D
Nie rozumiem czemu Cię to drażni. Wyraża sympatię sprzedawcy, jego dobry humor i to, że lubi swoją pracę. Ja wolę jak ktoś zdrabnia wszystko i jeszcze się uśmiecha, niż jak jakiś naburmuszony łaskę mi zrobi i pod nosem odpowie najbardziej zniechęcającym tonem: "Z serem..."
Ależ oczywiście że nie powinna tak mówić! ((((((((: Takie słodziutkie zdrobniątka nikogo na tym malutkim światku w ogromniutkim nadużyciu nikogo nie mają prawa zdenerwować!!! :3333 Ślijmy wszystkim odrobineczkę miłości :333333
;_;.
@Up Jedyne co mogę powiedzieć.... to Indyk.... ;-;
Zgadzam się z @BlackVelvet. Mi też zdrobnienia nie przeszkadzają, ale wszystko z umiarem. :)
Jak dla mnie takie zdrobnienie poganiające zdrobnienie to przejaw infantylizmu a nie sympatii. A najgorsze jest ciumcianie do dzieci, brrr. A potem dzieciak sepleni, bo się osłucha.
Ja nie nawidze jak ktoś mówi:
Fumfel,lovsiki,pracusi itp takie zdrobnienia doprowadzają mnie do szaleństwa.
Jakiś rok temu jechałam tramwajem z narzeczonym. Obok nas jakiś koleś gadał przez telefon z mamą i na koniec powiedział
- no to loffki!
Wyszliśmy z tramwaju roześmiani, do tej pory czasem żegnamy się przez telefon w ten sposób :D Osobiście też nie lubię takich skrócików.
W dzieciństwie też mnie to irytowało, dopiero później zaczęłam spoglądać na to inaczej - używanie takich zdrobnień to nic innego jak po prostu bycie bardzo miłym dla innych. Szanujmy uśmiech i dobroć, zresztą spójrzcie na to z boku - czy to normalne, że do "chęci mordu" doprowadza człowieka to, że ktoś chce komuś sprawić przyjemność swoim miłym zachowaniem? Żyjemy w świecie pełnego zła i narzekania. Ja w pewnym momencie zauważyłam, że to nie ci "milutcy" robią coś złego, a tak naprawdę to ja chodzę cały czas naburmuszona i zła na wszystko. Nigdy nie używałam takich określeń i jak zaczęłam zmieniać swój język, to nabrałam do tego dużego szacunku, bo i mnie życie oraz kontakty z innymi uległy dzięki temu osłodzeniu i zawsze będę miło myśleć o kimś, kto traktuje innych z dobrocią.
Tym co naprawdę powinno nas irytować, a jest czymś z podobnej kategorii jest traktowanie innej osoby jak debila - począwszy od gaworzenia/seplenienia w stosunku do dziecka, które z czysto technicznych powodów nie potrafi jeszcze mówić, aż po zwyczajną gadkę jak z idiotą. To, co zostało opisane w wyznaniu, to coś zupełnie innego - przecież pani ekspedientka wcale nie kpi z rozmówczyni, nie chce sprawić jej przykrości, a po prostu podkreśla swój dobry humor. To normalny zabieg stosowany w zwykłej rozmowie, wiadomo, że nie mówi się tak wszędzie, o wszystkim i przez cały czas :) Wyluzujcie, ludzie. Zachowajcie swoją złość na sytuacje, kiedy będzie ona na miejscu. To tylko wy macie problem, ze sobą.
Ja rozumiem, zdrobnienia również mnie drażnią. I wcale nie uważam, że jestem jakimś gburem. :D Tylko mi dolega nadwrażliwość na pewne dźwięki (mizofonia) i nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że to może mieć jakiś związek. Nie wiem czy autorka wyznania ma to samo, a tym, którzy nie mają pojęcia co to, mogę tylko powiedzieć, że jeśli tego nie macie, to nie zrozumiecie jakie emocje wywołują takie "zapalniki". Wiem, że to nie jest wina ludzi wydających te dźwięki, czy zdrabniających i to nie chodzi o nich. To mój problem i staram się sobie radzić, ale naprawdę nie lubię takiego "daj spokój, wyluzuj", bo to nic nie daje. I nie robię tego , bo jestem zła na cały świat, to sprawa mózgu. :)
Akurat mizofonia nie ma nic wspólnego ze wściekłością na zdrobnienia - zdrobnienia nie różnią się fonetycznie od reszty języka. Poza tym, istnieją metody/terapie obniżające dyskomfort. Wiem co mówię, u psychiatry miałam już okazję w życiu bywać :) Jeśli masz problem to nadal jest to TWÓJ problem - osobom z zaburzeniami psychicznymi przeszkadzają często różne normalne zachowania, a to nie powód żeby krytykować za to innych ludzi i usprawiedliwiać sprawami mózgu. Zdrobnienia są naturalnym elementem języka i istnieją po to, aby ich używać - dlatego zawsze będą towarzyszyć nam ciasteczka, pieniążki i kwiatuszki. Złym zachowaniem byłoby używanie ich przesadnie w każdej sytuacji - chyba nikt nie przetrwałby monologu wykładowcy, który składałby się z samych zdrobnień :)
Nie chcę się kłócić o związek jednego z drugim, bo po prostu nie wiem. I jedno, i drugie wywołuje u mnie podobne odczucia. Dodatkowo, czytanie zdrobnień nie jest problemem, więc mi osobiście chodzi o brzmienie. Wiem też, że to mój problem, napisałam to. :) Nie ma co dłużej rozprawiać na ten temat, autorkę wyznania denerwują zdrobnienia i tyle. Poszła do piekarni po inne słodkości. :D
swietnie cie rozumiem, tez nienawidze jak ktos zdrabnia wyrazy. to jest takie irytujace. w koncu nie jestesmy juz malymi dziecmi. tak samo zgrubienia, ech
Swoją drogą, dlaczego zdrobnienia kojarzone są z dziećmi? Powinno się ich używać wtedy, kiedy chce się być miłym niezależnie od rozmówcy :)
Nie wiem czemu, ale nienawidzę słowa 'pieniążki'. Krew mnie zalewa za każdym razem, gdy je słyszę, i nawet gdy mówię do dzieci mówię 'pieniądze'. Takie moje drobne spaczenie :')
Fakt, lepiej jakby burknęła 'z serem' i jeszcze do tej drożdżówki napluła. Uprzejmy - źle, chamski - też niedobrze. Nauczcie się doceniać!
Bo tylko skrajności istnieją, nie? Nie ma niczego pośrodku, albo infantylizm albo chamstwo, albo wściekły róż albo czerń, drożdżòweczka z serkiem albo chlebisko ze smalczydłem.
Obejrzyj sobie " Ewa gotuje " Myślę, że wtedy to Ty się zagotujesz :)
Tez tak mam ;/. Piona!
Wiem co czujesz, mam to samo i nie pozdrawiam