#Xr4jR
Gdy zbliżałem się do mojego domu zauważyłem karetkę stojącą centralnie przy wejściu prowadzącym do klatki schodowej mojego bloku. Mniej więcej wiem jak wyglądają najbardziej pospolite typy karetek, więc z łatwością stwierdziłem, że ta służy do dowozu leków, ewentualnie lekarz przyjechał do kontroli stanu zdrowia mojej chorej sąsiadki. Jako, że droga pod blokiem nie pozwala na swobodny przejazd dwóch aut w tym samym czasie, a karetka zatrzymała się centralnie przed wejściem, mocno poirytowany wizją czekania całe 20 metrów od parkingu aż przejazd znów będzie możliwy, postanowiłem zrobić sobie skrót przez trawę i kilka chodników. Chwilę później samochód był już zaparkowany na parkingu, a ja zmierzałem w stronę domu.
Na parterze od zawsze mieszkał sąsiad - starszy pan, który ma już za sobą ponad 75 wiosen. Zawsze był miły i sympatyczny, najczęściej zamienialiśmy ze sobą parę krótkich zdań gdy się mijaliśmy na klatce schodowej. Moim zdaniem to był jeden z najlepszych sąsiadów z całego bloku. Gdy już zbliżałem się do karetki, tuż przed drzwiami wejściowymi zauważyłem dwóch sanitariuszy wyprowadzających mojego starszego sąsiada, tak więc szybko otwarłem im drzwi i trzymałem w oczekiwaniu aż spokojnie wyjdą. Jak zwykle szedł sobie ze swoją drewnianą laską w ręce, był cały blady. Po jego twarzy można było poznać, że jest bardzo źle, a jego wzrok skupiony na mnie, dawał wyraźnie znać, że mój sąsiad już zdał sobie sprawę z tego co się dzieje.
Zatrzymał się przy mnie i podał mi rękę bez słowa, aby się przywitać, co mnie ogromnie zdziwiło, ponieważ nigdy wcześniej tego nie robił. Spojrzał poważnie ze smutkiem w oczach na mnie i powiedział "Trzymaj się". Po czym można było dostrzec minimalnie jego skromny uśmiech. Następnie znów zrobił się smutny, spojrzał na karetkę i ruszył przed siebie. Rzadkością są momenty, w których można zauważyć u mnie łzy, nie licząc tych spowodowanych śmiechem, lecz po tym zdarzeniu oczy przepełniły mi się łzami i z całych sił próbowałem się opanować. W domu myślałem o tym w ciszy ponad godzinę.
Po jakimś czasie już zajęty codziennymi sprawami, zapomniałem o tej sytuacji. Po czym po ponad dwóch tygodniach znów spotkałem sąsiada pod blokiem wracając z pracy, który został właśnie przywieziony ze szpitala do domu. Widać było poprawę. Sąsiad na mój widok uśmiechnął się od ucha do ucha. Usiadłem z nim na ławce i rozmawialiśmy przez długi czas.
Jeszcze nigdy w życiu nie byłem tak szczęśliwy widząc kogoś zupełnie mi obcego.
Tak ambitnie opisałeś swoją drogę na parking, że myślałem, że wyznanie o tym, że sąsiad wezwał na ciebie jeszcze policję zanim go zabrali.
Myślałam, że umarł :v Ale jednak nie :D
Wyznanie ok, ale dla mnie jest o niczym. Życzę zdrowia dla Sąsiada :)
Zgadzam się i otworzyłem, a nie otwarłem.
@ludzienamoscie obie formy są poprawne.
Nie rozumiem po co był wstęp.
A po co nie.. czy na prawde musicie sie wszystkiego czepuac?
A czy wy musicie się czepiać, że my się czepiamy?
Jak dla mnie to po to, żeby pokazać kontrast między codziennymi ,,problemami" (głód po pracy, irytacja) a widmem śmierci.
Hehe, niespelnieni zyciowo polonisci sie tutaj ukazuja coraz czesciej😂
Niby nic, a wzruszyło mnie to wyznanie :)
O matko, to bylo....o niczym...
Błagam, nie sanitariusze. Sanitariusz to ktoś kto wozi pacjentów wózkiem w szpitalu i myje tam podłogi, często bez żadnego wykształcenia medycznego lub z dwutygodniowym kursem kpp, czasem, ale bardzo rzadko, można jeszcze spotkać sanitariusza w karetce transportowej, w przewozie sanitarnym czyli takim, który odwozi pacjentów do domów. W pogotowiu ratunkowym sanitariuszy nie ma już od wielu lat.
Ratownik medyczny jest albo po dwuletniej szkole (które już nie istnieją) albo po trzyletnich studiach wyższych - w tym drugim przypadku zwykle na tym nie poprzestaje, więc coraz więcej ratowników ma obecnie wykształcenie magisterskie. Stopniowo przybywa także ratowników medycznych z doktoratem, mających przed nazwiskiem dr n. med. To ratownik bada pacjentów w karetce, podaje leki, defibryluje itd. w 60% karetek w ogóle nie ma lekarza.
Nie uważam, że praca sanitariusza jest hańbiąca czy zła, że są gorsi. Po prostu nie są oni medykami, i nazywanie ratownika, czyli kogoś kto poświęcił lata na zdobycie zawodu, sanitariuszem jest krzywdzące, choć zwykle czynione nieświadomie. To tak jakby do napotkanego policjanta powiedzieć "panie konduktorze". Niby konduktor też zawód, no ale jednak trochę inny.
Masakra!
Wyznanie z dupy! I jeszcze propaganda w postaci siania blednych informacji. Czlowieki myslcie zanim cos powiecie badz bapiszecie! Nie ma karetki do przeworzenia lekow! Nie ma sanitariuszy! Sa Ratownicy Medyczni!
Oby więcej takich ludzi jak ty i ten pan :D
Jakich? Zwyczajnych?
Ayoma, dokładnie tak. Oby więcej było takich zwyczajnych, normalnych ludzi, którzy martwią się o innych, a nie tylko o siebie, patrzą dalej niż poza czubek własnego nosa i umieją cieszyć się nie tylko własnym szczęściem.
Chyba żyjemy na dwóch różnych planetach, takich ludzi jest wielu, ale cóż z tego skoro są przyćmiewani przez egoistów?
Po co taki długi wstęp i informacja o pracy?