#XtxQl
Po kilku latach pracy postanowiłem otworzyć własną firmę. Otworzyłem firmę i działam już kilka lat na rynku w dość specyficznej branży. Ale nie o tym.
Kiedy otworzyłem firmę, początki były dość trudne, ale jakoś sobie poradziłem. Wielu "znajomych" śmiało się ze mnie, że jestem frajerem, bo "masz 23 lata i już wielki pan się zrobiłeś, co ma firmę". Nie chodziłem na imprezy z nimi, nie chlałem z nimi do upadłego, nie brałem amfetaminy. A była to ich codzienność. Pracowałem dość dużo i studiowałem. Coraz więcej moich znajomych zaczęło się odwracać ode mnie, bo "wielki pan ma firmę i nie ma dla nas czasu". To prawda. Nie miałem czasu. Wolałem zarabiać, niż pić wódkę do upadłego.
Po kilku ciężkich latach było coraz lepiej. Zarabiałem duże pieniądze. Pozwoliłem sobie na kupno rocznego samochodu, mieszkania bez kredytu itd. Praktycznie 95% znajomych o mnie zapomniało - zostało kilku najbliższych przyjaciół.
Jakie było moje zdziwienie niedawno, jak na mojego służbowego maila dostałem CV od "znajomych", którzy mnie olali. W sumie nie zajmuję się rekrutacją do firmy, więc usunąłem ich CV. Po paru dniach zaczęły się telefony z serii "Cześć, przyjacielu! Słyszałem, że szukasz pracowników! Wiem, że nie mam doświadczenia, ale szybko się uczę i może byś mnie przyjął bo wiem, że twoja firma jest najlepsza". Nawet nie wiedziałem z kim rozmawiałem.
Kolejnych kilka dni później wchodzę do biura i pracownica mówi, że mam kilku gości u siebie w biurze. Wchodzę do gabinetu, a tam 5 moich "kumpli". 2 siedzi na kanapie, pali papierosy, przeglądają broszurki, jeden siedzi w fotelu przed biurkiem i sypie ścieżkę rolując banknot, a ostatnia dwójka komentuje wystrój gabinetu. Pytam grzecznie "Co tu się K*RWA odwala?!". A oni: "No co? Do pracy przyszliśmy".
Kazałem im wypier*alać. Po prostu. Po awanturze wyrzuciłem ich praktycznie siłą z gabinetu. Ochrona sprzedała im po kopie na rozpęd. Wtedy dopiero się zaczęło. Zaczęły się wieczne telefony od ich dziewczyn czy tam żon, że jak mogę być tak bezduszny, bo szukają pracy, a jestem ich przyjacielem i mógłbym ich zatrudnić nawet na stanowisku jakiegoś managera czy kierownika, bo przecież znamy się od czasów dzieciństwa. Dostałem chyba z 10 telefonów od moich rodziców, do których oni zadzwonili ze skargą, że ich pobiłem i zgłoszą sprawę na policję.
Zrobiłem mocny wywiad na ich temat: 2 z nich ma wyroki za narkotyki i terapie za sobą, 1 regularnie tłucze żonę, która go broni, jeden siedział za kradzieże samochodów, a ostatni za wyłudzenie kredytu. Teraz mówią wszystkim, jakim jestem chu*em, że ich nie zatrudniłem.
Jeszcze powinieneś ich pozwać - raz, za wtargnięcie, dwa, za nękanie. I niech mówią sobie, na pewno pieniędzy i Twojej akceptacji im od tego przybędzie...
Z taką przeszłością to od razu mogliby ich zamknąć
Tak, na pewno tak było, jasne... Babka wpuszcza do gabinetu kompletnych nołnejmów, bo powiedzieli, że są takimi kumplami, a ci jeszcze robią takie rzeczy. Smok też z nimi wszedł?
Jeszcze jeden zapodawał kreskę, nieźli playboy'e
Najgorsze jest to, że te wypociny mają tyle plusów i ludzie w to wierzą...
Do gabinetu wlasciciela wielkiej firmy gdzie jest tyle ważnych dokumentów
Są plusy, bo fajnie się czyta
A może ma gabinet, gdzie przyjmuje klientów/przyjaciół? I nie ma tam dokumentów, a sekretarka wie, że może tam wpuścić umówione osoby czy właśnie takich "przyjaciół"?
Zaraz, zaraz, sprecyzujmy. Założyłeś firmę, jakimś cudem żaden z Twoich kumpli nie ma pracy, zaskakująco wszyscy się zgłosili do Ciebie, asystentka zaprosiła ich do rozgoszczenia się w Twoim biurze, a oni rolowali banknoty (pewnie cudownie przemienione z tych z Monopoly). No dobra, wiesz co? Ja wypatruję już pierwszej gwiazdki, bo takie dziwy to się rzadko zdarzają.
A tak poważnie - człowieku, zmień dilera.
A ja nie wierzę w całą tą historię, bo jak dla mnie jest ona straaaaasznie mocno naciągana, może się mylę, ale takie jest moje zdanie :)
W niektóre wyznania coraz ciężej uwierzyć. Mam podobnie z tym
Nie tylko wy macie podobne odczucia. Ale kurczę, z drugiej strony, ktoś firmy musiał pozakładać kiedyś, bo teraz nie byłoby nic ;)
To wy nie wiecie jak to było? 1 000 001 lat temu wielki anonimowy praojciec założył pierwszą firmę, po to, by ci którzy kiedyś byli dręczeni przez otoczenie mogli potem w firmie zatrudniać swoich oprawców i na wieki wieków ich męczyć, ewentualnie wyrzucać na kopach, tak by właściciele mogli spać spokojnie z poczuciem udanej zemsty :)
Całość spoko, ale po ostatnim akapicie trudno uwierzyć, no chyba że "kumple z marginesu społeczeństwa" znalazły sposób jak by się tu łatwo dobrze ustawić :D
Wali sciema na kilometr. Bajkopisarstwo.
Dokładnie, ci ludzie od imprez na pewno mieli na tyle mózgu żeby nie sypać sobie fety w biurze w pierwszy dzień pracy
W takich momentach ja się zawsze zastanawiam, czy to moi znajomi są dziwni, że nie spotykamy się celach towarzyskich. Owszem, to nie tak że alkoholu nie ma, ale jakoś nikomu nie chciało się chlać do upadłego, bo co to właściwie za atrakcja jest, kiedy się człowiek osuwa pod stół, pół nocy się traci.
Firmę, firmę, firmę, firmę, firmę...
Ile razy użyjesz jeszcze słowa "firma"? XD
Trochę mi Wilkiem z Wall Street trąca -.-
Jak ja to rozumiem... Od gimnazjum pomagałam rodzicom w ich firmie, na wakacjach i po szkole. Później studiowałam dosyć trudny kierunek dziennie na politechnice i jednocześnie pracowałam. Jaśnie przyjaciele niejednokrotnie obracali się dupami gdy kolejny raz nie mogłam przyjść na imprezę, bo po prostu nie miałam czasu lub siły... Ci którzy ciągneli ostatnie grosze od rodziców balowali gdy ja pracowałam po 20h na dobę. Teraz jestem tym 24 letnim pracownikiem po studiach z 10 letnim doświadczeniem :)