#YqAtF
Jak miałem więcej niż 5, ale mniej niż 10 lat, dziadek miał wylew i po tym nie był w stanie chodzić, więc resztę życia leżał na łóżku. Mama co tydzień do niego jeździła w odwiedziny (nie dla spadku, dziadek żył do końca życia w nędzy), a moi wspaniali nadopiekuńczy rodzice w dni wolne i wakacje nie chcieli mnie zostawiać w domu samego, więc byłem skazany zawsze tam jechać. Nienawidziłem tego, z dziadkiem nie było o czym rozmawiać i wolałem spędzić ten czas na zabawie z kolegami, niż siedzieć w tym brudnym, śmierdzącym domu.
Jaka to była ulga i radość dla mnie, gdy w końcu zapłakana mama przyjechała ze szpitala (gdyż stan dziadka jakoś tydzień przed śmiercią się pogorszył i go tam zabrali) i powiedziała, że dziadek nie żyje... Oczywiście udawałem, że mi smutno.
Łatwo autora osądzać ale nikt nie wie czy autor zdążył nawiązać z dziadkiem jakąkolwiek więź zanim dziadek miał wylew, biorąc pod uwagę wiek autora bardzo wątpię. Jeśli nie to nic dziwnego, że w taki sposób podchodził do sytuacji. Dla niego to był praktycznie obcy człowiek.
Tak czy siak, autor w tym momencie nie ma już 5 lat, a sprawa wydaje mu się równie czarno-biała jak w dzieciństwie. Może nie miał dobrego kontaktu, ale tutaj to już objaw braku empatii
@bezowysweter
Autor miał mniej niż 10 lat! To jest nadal dziecko które woli się bawić z kolegami. No tak, lepiej zabrać dzieciaka i dzień w dzień męczyć go widokiem umierającego dziadka;) dosłownie zmuszać go żeby żył w depresyjnej atmosferze. To Ty jesteś bez empatii.
Dodatkowo, zmudzanie dziedzka do opiekowanie się dziadkiem jest nie na miejscu. Też mam schorowaną babcię i często się nią opiekuję, ma ciężki charakter i mama zdaje się sobie z tego sprawę, czasamj nawet sama mi odradza opieki. Dlatego wiem, że opieka, nawet przebywanie ze starszą, schorowaną osobą to nie bajka i rozumiem autora.
Wiesz, może mam takie zboczenie zawodowe, ale po tych kilku latach w policji sądzę, że ludzkie życie powinno się bardziej szanować a tutaj autor powinien przejasc się przynajmniej że był to ojciec jej matki.
Nigdy nie rozumiałam jak rodzić może obarczać dziecko maartwymi/umierającymi członkami rodziny.
Moja matka w imię "co ludzie powiedzą" zajmowała się babką, stara wredna próchnica, ale "co ludzie powiedzą". I tak się zajmowała, że wyeksmitowała mnie z mojego pokoju na podłogę (dziecko w w wieku wczesno szkolnym) i jeszcze miala pretensje, że śmiałam się sprzeciwiać.
A na koniec budzi mnie w śródku nocy żeby mnie" pocieszyć" bo próchnica w końcu zdechła. Jakby bylo mi przykro, że w moim pokoju leży trup..
Co ma dziecko robić w szpitalach, hospicjach itp? W kółko?
To nie są miejsca dla dzieci.
* w wieku wczesnoszkolnym
Dziecko może się pożegnać i należy wytłumaczyć mu ideę śmierci, ale moejscem dziecka jest plac zabaw a nie umieralnia.
Obarczanie dziecka tym, że dorosły nie ogarnia swoich obowiązków jest chore.
Sara - moi rodzice też uważali, że "umieralnie" to nie miejsce dla dzieci i uważam, że ich decyzja była zła, bo do tej pory żałuję, że nie mogłam pożegnać się z dziadkiem i spędzić z nim więcej czasu. Z tego powodu myślę, że to wszystko zależy od dziecka i to ono pod opieką i przygotowaniem rodziców powinno taką decyzję podjąć.
Ja za to będąc w klasie 1-3 zawsze zostawałam na całe wakacje u babci. Nie wspominam tego zbyt dobrze, bo dzień w dzień miałam wycieczkę na cmentarz, a z niego do mojej umierającej prababci, która do czasu aż nie przyszłam, nie wiedziała o moim istnieniu.
Komentujący chyba nie wiedzą w jakim stanie znajduje się starszy człowiek po wylewie. Szczególnie po takim, z którego nie jest już w stanie się do końca życia podnieść. To nie był ktoś kogo „mogła pocieszyć obecność dziecka”. Mówią też, że chcieliby się z dziadkiem pożegnać. Kilka lat to bardzo dużo czasu na pożegnanie z kimś kto najprawdopodobniej nie był w stanie odpowiedzieć, ewentualnie był w stanie odpowiedzieć parsknięciem/jękiem lub innym dźwiękiem. Niestety to raczej nie był starszy człowiek w pełni władz umysłowych i kontaktujący się ze światem bez problemów. Znam przypadki które po wylewie były w stanie poprzez rehabilitację powrócić do pewnej sprawności, ale przypadek autora taki nie był.
@PrzezSamoH
Miejsce dzieci jest na placu zabaw. Twoi rodzice zrobili błąd że nie pozwolili Ci się pożegnać. Ale to jest pożegnanie, a nie zabieranie dzieciaka dzień w dzień, do umieralni. Pożegnanie się z osobą - okej. Zabieranie dzieciaka dzień w dzień żeby patrzyło jak umiera, i życie w depresyjnej atmosferze - nie jest okej.
@Sara123456 Rozumiem, że nie przepadałaś za babką, ale pisać o człowieku, że "zdechł"? Straszne... Jeszcze o gwałcicielu czy okrutnym mordercy bym jakoś zrozumiała, ale o starej, niedołężnej kobiecie, która była po prostu złośliwa? Nie mieści mi się to w głowie.
Wszystko zależy od tego, jaki kontakt z dzieckiem miała ta starsza osoba przed śmiercią. Kiedy mój dziadek zmarł na raka miałem 5 lat. Jednak jego choroba bardzo długo pozwalała mu na normalne funkcjonowanie i spędzanie czasu ze mną. Podobno pod sam koniec w szpitalu bardzo cierpiał i moi rodzice podjęli decyzję, że do szpitala na OIOM nie będą mnie zabierać. Bardzo długo miałem im to za złe, że nie pozwolili mi się pożegnać, ale po jakimś czasie zrozumiałem - to nie miejsce dla dzieci. Natomiast jeśli babcia &Sara1234567 była okropną osobą, a dziadek autora był przykuty do łóżka bez jakiejkolwiek świadomości odkąd autor pamięta to nie dziwię się reakcji. Dla dzieci to byli obcy ludzie, którzy zabierali im czas z rodzicami czy kolegami. Dzieci są bezpośrednie i często myślą zerojedynkowo. Nie możemy wymagać od dziecka żeby zrozumiało ideę śmierci i żałoby po kimś, kogo nie znało tak naprawdę. A już obudzenie dziecka w nocy, żeby poinformować, że ma trupa w pokoju to już szczyt głupoty. Mój dziadek mieszkał na wsi, tam jest tradycja wystawiania ciała zmarłego w domu. Do dzisiaj pamiętam, jak po domu unosił się zapach trupa, jak trumna stała na środku pokoju i wszyscy dookoła go opłakiwali. Bardzo długo potem bałem się spać w tym domu, jak jeździłem tam na wakacje, to spałem u ciotki po sąsiedzku. Widok trupa, czy bardzo schorowanego człowieka odciska czasami ogromny ślad na psychice dorosłego człowieka, a co dopiero u dziecka. Trzeba nie mieć za grosz wyobraźni, żeby zrobić coś takiego swojemu dziecku.
bodzioxd w końcu jakiś sensowny komentarz. Każdy jedzie po autorze, że nieczuły itp. i że powinien więcej smutku okazać. Ale on to pisał z perspektywy xletniego dziecka, nie mamy żadnych podstaw by twierdzić, że dalej tak uważa.
PrzezSamoH owszem, rodzice nie powinni całkiem odcinać dziecka od umierającego członka rodziny - to w końcu część życia, dziecko powinno ją poznać. Jednak powinni to robić z głową, zmuszanie dziecka dzień w dzień do oglądania kogoś w takim stanie kończy się jak w powyższym przypadku.
Z drobnymi różnicami mógłbym napisać takie samo wyznanie. Z tą różnicą, że nie miało to jakiegokolwiek wpływu na moje dalsze życie, więc nie odczuwam potrzeby pisania wyznania :)
Nie jestem tym jakoś zdziwiony, prawda wiele osób powie że jesteś podły, chamski etc. ale byłeś dzieckiem, a dziadek kojarzył Ci się tylko z tym czego nie lubiłeś. Tak więc i jego nie lubiłeś. W tym samym wieku zachowałbym się dokładnie tak samo.
Byles na takim etapie (lezales i wymagales opieki 24h) i prawdopodobnie jeszcze bedziesz. Ciesz sie, ze ktos sie toba zajmowal z miloscia. A Twoim rodzicom wspolczuje, bo jak stana sie bezuzyteczni, to potraktujesz ich jak dziadka.
Rozumiem dziecko, ktore jest zmuszane do opieki nad kims, ale zyczyc komus smierci, bo nie mozna bawic sie z kolegami, tylko jechac odwiedzic do dziadka, to juz nie moge zrozumiec.
A zwolennikom eutanazji proponuje zaczac od siebie.
W ogóle tego nie rozumiem. Jak jako zwolennik eutanazji mam coś zaczynać? Co mam iść do kogoś i go zabić czy co? Bo wiesz, gdybym była w takiej sytuacji to, będąc za eutanazją, co jest logiczne, podjęłabym się jej. Jakbym mogła zrobić to profesjonalnie i zacząć od siebie, to bym się cieszyła. Więc to kiepskie "pouczenie". Jeśli ktoś chce eutanazji, to niech się jej podejmie na sobie, co to kogo obchodzi, to tak jak z aborcją.
Tutaj to brak empatii ze strony wcale nie tak małego dziecka (tendencje do socjo/psychopatii? Czy tylko brak oceny sytuacji?). Ale też bym czuła może nie radość ulgę. Że dziadek się już nie męczy. Nie męczą się też jego dzieci.
Moja babcia leżała jak warzywo przez 6 lat. Rodzice mnie zabierali do niej non stop jak mialam 9-10 lat. Później już nie jeździłam. Babcia zmarła. Było mi z tym nieswojo, bo to babcia. Ale to by było na tyle. Na dzień dzisiejszy (mam 31 lat) nie umiem okazać współczucia i empatii do osoby schorowanej w ten sposób. To jest dla mnie tak naturalne, że nie wywiera na mnie żadnych emocji. Po prostu taki widok za dzieciaka mógł w autorze wypaczyć część ludzkich odruchów.
Mam nadzieję, że kiedyś zmienisz zdanie i docenisz swojego dziadka. A ten uśmieszek na końcu był zbędny, mogłeś sobie darować.
Cóż, nie wiemy jakim człowiekiem był ten dziadek, ale co do samego autora to wydaje mi się on straszliwie mało empatyczny... Może rodzice nigdy nie tłumaczyli mu, co czuje taka chora, uziemiona osoba i jedyne z czym kojarzył dziadka to nieprzyjemne, nudne chwile, ale nadal smutne jest, że w miarę dorastania nie doszedł do żadnych innych wniosków.
Rozumiem, że mogłeś nie lubić jeździć do dziadka, bo był chory a ty byłeś mały, nudziłeś się i wgl... Ale żeby się cieszyć, że umarł? Tego nigdy nie zrozumiem.