#ZjICZ
Ostatnio napotkałam na reklamę strony z ofertami sponsoringu. Postanowiłam, z czystej ciekawości, sprawdzić jak to wszystko działa. Założyłam konto, dodałam zdjęcie i niezbyt wyczerpujący opis. Niemal od razu dostałam mnóstwo propozycji. Chociażby jeden mężczyzna zaproponował mi 1200 zł za dwugodzinne spotkanie, czyli drink, rozmowa, później ewentualnie hotel (nie, to nie jest reklama, bo zdarzają się też poje*y). Niczego mi nie brakuje, jedzenie mam, ubrania i dach nad głową też, ale stwierdziłam, że skoro już i tak w oczach ogółu jestem dziwką, a ktoś chce mi zapłacić spore pieniądze za coś, co i tak mam ochotę zrobić nawet za darmo, to czemu nie?
Oczywiście nikt o tym nie wie, bo nie chcę słuchać, że to jest czyste zło itd. Po prostu stwierdziłam, że spiszę swoje aktualne przemyślenia tak na przyszłość, jakbym miała do siebie pretensje za to wszystko i jestem nieco ciekawa, co myślicie na ten temat.
Zastanawia mnie ogólna chęć do wypowiedzi na temat, którego się w ogóle nie zna. Prostytucja i sponsoring nie bez przyczyny mają inne nazwy. Można to porównać do sprintu i maratonu. W przypadku sponsoringu nie jest tak, że z "każdym miesiącem zwiększa się przebieg", bo sugar babe przez dłuższy czas najpierw poznaje drugą stronę. Układ ten przypomina tak naprawdę zwykły związek, w którym jedna ze stron jest bogatsza, więc zabiera drugą połówkę na wycieczki czy czasami zrobi prezent. To do prostytutki można zadzwonić w ciągu nocy i nie podając żadnych swoich danych zamówić ją na szybki numerek. Aby zostać sugar babe nie wystarczy mieć pochwy (btw faceci też tam są) i chęci sprzedania się, trzeba się dobrze prezentować w towarzystwie i potrafić wypowiedzieć się na wiele tematów, bo sugar daddy/mommy chcę mieć kobietę do towarzystwa, którą może przedstawić współpracownikom, znajomym czy rodzinie.
Czyli tak naprawdę, to sugar babe, to wspòłczesna gejsza. Oczywiście w pewnym uproszczeniu. Wykształcona, dobrze wychowana, z wieloma zainteresowaniami, elokwentna i inteligentna. Nie szmatlawiec do doraźnego użytku, ale towarzyszka/towarzysz bez miłosnych zobowiązań.
Jak dla mnie to te wszystkie wasze nazwy typu sugar baby itp. zawsze beda synonimem dzi*ki. Dlaczego nie nazywacie rzeczy po imieniu ? 21 wiek i glupia tolerancja nie pozwala ? Jestem w szoku, ze tak wiele osob na tym forum popiera takie dzialanie. Czy ktorys z panow znajac jej przeszlosc chcialby pozniej taka kobie za zone ?
Zaczęłaś uprawiać seks w wieku 11 lat??
"według wszystkich znajomych", to nie oznacza, że to prawda :)
Mysle, ze autorka ma po prostu bardzo glupich znajomych.
Ty no ale na jakiejś podstawie ta plota poszla w obieg haha.. Niemniej jednak współczuję autorce😉
Niemamfajnejnazwy nie. Nie musiało być żadnej podstawy. Nastolatki, zwłaszcza tak młode, mają bujną wyobraźnię jeśli chodzi o wymyślanie takich głupot. "Podstawą" mogło być to, że ktoś widział jak się przebierała w szatni i miała inny kolor majtek niż wszyscy. Albo trzymała się za rękę z kolegą.
Mnie kiedyś uważali za lesbijkę... Nie wiem na jakiej podstawie, ale jak zaczynałam być dla kogoś miła i pomocna, to mi mówili, że są hetero...
A jeśli nawet, to prawdopodobnie autorka była wtedy zmolestowana tak, że pozostawiło to traumę, jaż przerodziła się w nimfomanię. Znam parę kobiet z takimi zaburzeniami, a dzięki jednej nauczyłem się nie myśleć tylko fiutkiem.
Mnie to trochę brzydzi, a bardziej przeraża. Ale tylko w kontekście potencjalnego partnera. Mam na myśli to, że nie związałabym się z kimś z taką przeszłością. Nie umiałabym szanować kogoś takiego, a zwłaszcza być z nim blisko. Natomiast gdybyś była moją koleżanką, to pewnie niezbyt by mnie to obchodziło po prostu. Twoje życie, to Twoja sprawa. Jeśli Tobie się tak podoba, to ok. Nie oceniałabym Cię przez pryzmat tego.
Brzmi jak uzależnienie, nic nadzwyczajnego, zdarza się i często wynika z jakichś zaburzeń/patologicznej przeszłości (chociaż pewnie nie zawsze i nic takiego nie sugeruję w tym wypadku). Nic nam do tego jeśli nie chcesz się leczyć i nie jest to dla Ciebie problematyczne.
Natomiast nie chcę sobie nawet wyobrażać jakim siedliskiem i wektorem chorób wenerycznych może być autorka wyznania. Mnóstwo chorób tego typu może nie dawać objawów przez lata (czasem nie dają ich wcale, jak np. niektóre przypadki HPV) lub objawy bywają bardzo nieswoiste, a tymczasem infekcje po cichu sieją spustoszenie w organizmie i co gorsza zarażają innych ludzi. I jeśli ktoś myśli, że podstawowy zakres badań krwii (który i tak kosztuje jakieś 500zł) wystarcza to niestety jest w błędzie (pomijając już kwestię okienka serologicznego, które sprawia, że nawet jeśli badania robimy regularnie, to jest co miesiąc w wypadku tak ryzykownych zachowań, to w momencie kiedy dowiadujemy się o takiej bezobjawowej infekcji w rodzaju krętka bladego, drożdżaków, HSV, HPV itp. to przez ostatni miesiąc zarażało się już swoich licznych partnerów). Z mojego doświadczenia większość ludzi, którzy się tak zachowują mają w tym temacie 0 świadomości, wydaje im się, że stosowanie prezerwatyw ich zabezpiecza albo robią sobie wyłącznie testy na mało prawdopodobny HIV. Część osób nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że można się tak zarazić żółtaczką i masą innych rzeczy normalnie nieutożsamianych z chorobami przenoszonymi drogą płciową (między innymi często bezobjawową boreliozą).
Chcącemu nie dzieje się krzywda, ale jeśli kiedyś zdecydujesz, że zegar biologiczny tyka i potrzebujesz "poważnego partnera" to błagam, poinformuj go uczciwie o swojej przeszłości. On ma prawo wiedzieć, co robiła wcześniej potencjalna matka jego dzieci. Jeśli mu to nie przeszkadza, tym lepiej, ale ukrywanie czegoś takiego przed chłopakiem jest moim zdaniem wysoce niemoralne. Możesz w ten sposób zrobić komuś bardzo poważną krzywdę.
Logicznie ciekawie i w temacie. Podoba mi się .
Ja myślę, że to twoja sprawa i mnie jakoś zupełnie nie razi fakt, że ludzie lubią uprawiać seks nie tylko w związkach :D
Osobiście uważam, że każdy jest kowalem swojego losu i robi co chce, to jego sprawa. Gdybyś była bliższą mi osobą, pewnie namawiałabym cię do znalezienia sobie partnera tak samo lubiącego seks oraz zwyczajnej pracy, niekoniecznie jako zabawka dla zdesperowanych mężczyzn. Aczkolwiek to z dwóch powodów, chorób i przemocy. Bałbym się, jako twój przyjaciel czy tam kumpel, że zachorujesz, że coś ci ktoś zrobi, choćby pobije, bo mu się nie spodobało. Bo to, że żadna praca nie hańbi jest prawdą, ale nie każda praca jest aż tak ryzykowna, nie w każdej wystawia się na groźne choróbska czy pobicia dobrowolnie.
Akurat ''praca'' prostytutki hańbi.
I to bardzo.
Praca prostytutki hańbi tylko w niektórych kręgach.
Tak jak w kręgu Sebixów hańbi praca policjanta, a co dopiero strażaka miejskiego.
W kręgu Januszów to taką pracą jest kontroler(biletów, z pip, sanepidu czy inny).
W "wysokich sferach" za hańbę i kogoś gorszego uważa się sprzątaczkę.
Wśród wielu uważa sie prace polityków. Jakby dobrze poszukać, to znalazł by sie taki krąg ludzi na każdą prace.
livanir Ok.
Z tym, że policjant, czy strażak miejski i tp. nie sprzedaje swojego ciała za pieniądze.
Praca prostytutki hańbi w każdy możliwy sposób. Takie jest moje zdanie.
Ludzie mieli Cię za dziwkę, więc postanowiłaś coś sobie udowodnić. Dobra robota
Chwalisz się czy zalisz?
Bo gdybyś chciała tylko dla siebie to spisać to napisałabys list do przyszłej siebie.
A tu wygląda jakbyś się tym chwalił lub próbowała siebie przekonywać że wcale Cię nie boli opinia wszystkich.
Przecież napisała, że ciekawi ją nasze zdanie na ten temat. Czemu niektórzy czepiają się takich głupot?
Ile tu kiepskich komentarzy: od razu dziwka i ze tylko potwierdzila to co znajomi mowili.
Wg mnie to, gdyby jej tak nie wyzywali ciagle to pewnie nawet by o tym nie pomyslala, albo sie nie odwazyla. Jezeli autorka jest nimfomanka, albo po prostu uwielbia seks (jedni potrzebuja raz w miesiacu, a inni 2 razy dziennie), nie chce sie z nikim wiazac, moze na tym zarobic i dla niej osobiscie to nie jest problem, to niech to robi. Niech korzysta z tego, ze jest mloda i moze wybierac z kim czas spedzi i za ile.
Tylko bardzo wazne jest zachowanie bezpieczenstwa: jesli chodzi o choroby i po prostu pobicie, gwalt itp. Livanir opisala dobry system, tylko ja bym sie znajomym nie chwalila. Lepiej sobie znalezc jakiegos kierowce taxi albo ubera, ktoremu by odpalala dzialke i ustalala z nim haslo. Albo niech zamiesci ogloszenie, ze szuka kogos takiego. Wielu chetnych sie znajdzie, bo latwy pieniadz, a malo pracy.
Tylko podstawą tamtego planu był ktoś zaufany. W momencie kiedy wszystko rozbija się o pieniądze nie można liczyć na kogoś obcego. Kierowca bądź osoba z otoczenia może wiele prywatnych spraw przedłożyć ponad zarobek z takiej "akcji". Samo bezpieczeństwo pierwszej lepszej prostytutki (którą autorka dla niego będzie) może nie znaczyć dla niego za wiele.
@wergil, a ja się kompletnie nie zgodzę. Prostytucja to z definicji uprawianie seksu za pieniadze albo inne korzyści materialne. Jeżeli ktoś uprawia przygodny seks to po prostu uprawia przygodny seks. Możesz sobie myśleć, że to jest moralnie złe (to gdzieś tam kwestia Twojej hierarchii wartości, nic mi do tego), ale nie możesz tego nazywać prostytucją, bo po prostu sens tego słowa jest inny.
Świat się zmienia, ale nadal posługujemy się językiem polskim i taka jest po prostu definicja tego słowa, tak po prostu.
A co do tych niebezpieczeństw to aż znalazłam raport steru o przemocy seksualnej.
"Najczęściej sprawcą gwałtu to były (63,3 proc.) lub obecny partner (21,4 proc.). Te dwie grupy sprawców zdecydowanie najczęściej pojawiają się w odpowiedziach respondentek. Tylko w ponad 8 proc. przypadków był to ktoś, kogo kobieta wcześniej nie znała."
Wiec generalnie to, żeby było bezpiecznie to najlepiej się po prostu nie wiązać.
Ja nie mówię, że przygodny seks jest bezpieczny, ale błagam, w ciągu życia robi się tyle niebezpiecznych rzeczy...
Np. Chodzenie po ulicach, podróże, rozmowy z nieznajomymi ludźmi, rozmowy ze znajomymi ludźmi. Tak naprawdę w każdej sytuacji w codziennym życiu może się zdarzyć kradzież, gwałt czy morderstwo...
Mam wrażenie, że dzieci w podstawówce są, delikatnie mówiąc, p*jebane.