#bBcqm
Działo się to wszystko dość dawno temu, więc może teraz sytuacja w klasach integracyjnych wygląda inaczej, a możliwe też, że to, co opiszę, nie występuje wszędzie.
Z powodu pewnych problemów zdrowotnych (fizycznych) znalazłam się w klasie integracyjnej. W założeniu chodzi o to, że dzieci z różnymi dysfunkcjami mają przebywać z dziećmi zdrowymi, co podobno ma jakieś tam pozytywne skutki. W zależności od problemów uczniów przysługują im różne udogodnienia. U nas był to nauczyciel wspomagający, oprócz tego, który prowadził lekcje, a ponadto dodatkowe pomoce do nauki, przystosowania otoczenia dla osób niepełnosprawnych. Były też zajęcia z psychologiem dla dzieci z dysfunkcjami. Tyle z pozytywnych kwestii.
Miałam swoje za uszami, więc nie wszyscy mnie lubili, ale faktem jest też, że klasy integracyjne nie miały dobrej opinii wśród uczniów. Zdarzało mi się słyszeć od nich, że do takich klas chodzą „downy” (nie miałam ani w podstawówce, ani w gimnazjum w klasie dziecka z trisomią). Ponieważ klasy integracyjne były z zasady małe (do 21 uczniów, a zwykle mniejsze), często trafiały też do nich osoby sprawiające trudności wychowawcze lub takie, które nie zdały do następnej klasy (tutaj już piszę bardziej o gimnazjum). One oczywiście potrafiły psuć lekcje nauczycielom, wprowadzać zamęt, a ponadto ich obecność była niebezpieczna, zważywszy na fakt, że czasem wykazywały agresję, a w klasie były przecież dzieci niepełnosprawne.
Kiedy poszłam do liceum, nie miałam możliwości podjęcia nauki w klasie integracyjnej, ale okazało się, że to nie jest żaden problem. Miałam orzeczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznej o potrzebie kształcenia specjalnego (w moim przypadku nie chodziło o materiał do nauczenia się, a jedynie o dostosowania) i szkoła załatwiła wszystko to, co było mi potrzebne. Brakowało mi co prawda obecności nauczyciela wspomagającego, ale to nie była tak wielka strata, bo poza tym miałam wszystko. Czułam się lepiej, czułam, że jestem traktowana poważnie i że mogę poprosić o pomoc.
Nie rozumiem idei klas integracyjnych. Wydaje mi się, że chodzi po prostu o pieniądze – łatwiej umieścić wszystkie dzieci z dysfunkcjami w jednej klasie, dać jednego nauczyciela wspomagającego (choć czasem jest kilka dzieci potrzebujących pomocy!), niż pozwolić, by w każdej klasie było np. po jednym takim dziecku. Wtedy uczniowie nie opowiadaliby o tym, że do takiej a takiej klasy chodzą „downy”. Integracja miała stworzyć poczucie normalności, a dała odwrotny skutek. Choć nie wiem, czy coś się nie zmieniło w ciągu ostatnich lat.
No dobra, ale chyba część anonimową Ci skasowało. Może w komentarzu dopiszesz?
Ta strona przestaje być Anonimowymi, a powoli staje się opisem swoich poglądów na pewne sprawy.
I dobrymi radami.. Już niedługo się będą pytać czy majtki różowe czy niebieskie na pierwszą randkę nakładać ^^
Z klasami integracyjnymi jest pewien problem, zeby pomóc garstce uczniów z dysfunkcjami fizycznymi czy psychicznymi ktore chcą chodzic do tej szkoly i ucza sie dobrze itd, potrzebna jest okreslona minimalna ilosc uczniów, wiec co sie robi dla tej garski? dobiera sie uczniów z "wyrokiem" poradni pp, którzy zazwyczaj orzeczenie dostaja bo sa "ciężkimi przypadkami patologi" i wciska sie ich tam, aby zapelnic wymogi liczebne. Inaczej taka klasa nie powstanie, bo to za duży koszt dla WE utzymac taka klase dla garstki.
Guzik prawda. W wielu szkołach do klas integracyjnych trudniej się dostać, bo trzeba spełniać określone wymogi. Przede wszystkim nienaganne zachowanie i brak większych problemów z nauką.
Wymog jest jeden orzeczenie z pp. Innych wymogow nie ma. Jesli na orzeczeniu pisze, uczen agresywny, konfliktowy, zaburzenia w dostrzeganiu roznic "dobro/zlo", tez trafi do takiej klasy ale w szkole z mniejszymi wymogami. Wystarczy, ze masz zaburzenie koncentracji, pamieci i juz mozesz isc do takiej klasy. I przepraszam ale do takich klas nabory sa jak w zwyklych, jesli szkoła jest w czołówce to nie wezmie pod swe skrzydła kogos ze słabym wynikiem. I tylko to.
Waniliowabeza- chodziłam do takiej klasy, rzeczywiście było tak jak pisze PrzezSamoH. Uczniowie, którzy mieli bardzo dobre wyniki w nauce z założenia mieli pomagać tym słabszym, w praktyce to średnio działało, ale generalnie mi miejsce w tej klasie zaproponowano, ponieważ miałam bardzo dobre wyniki w nauce w szkole podstawowej.
Bezik - nie zrozumiałaś mnie. Dla dzieci, które potrzebują specjalnego wsparcia edukacyjnego wymagane jest jedynie zaświadczenie (tak jak napisałaś) z poradni - jeśli dziecko ma na przykład problemy typu ADHD lub od lekarza - w przypadku niepełnosprawności fizycznej. W założeniu klasy integracyjnej uczniów z problemami ma być kilku (chyba do 5) a reszta dzieci powinna być dobrana w taki sposób, aby stworzyć im odpowiednie, życzliwe środowisko. Dlatego właśnie w wielu szkołach wymogiem dostania się do takiej klasy (dla uczniów zdrowych) są dobre stopnie i zachowanie. Za to klasa liczy sobie mniej osób i posiada drugiego nauczyciela tzw wspomagającego. Dla uczniów, o których piszesz, że są "ciężkim przypadkiem patologii" są też szkoły z oddziałami dla dzieci i młodzieży niedostosowanymi społecznie, gdzie pracują nauczyciele po dodatkowych kursach z resocjalizacji.
PSH "zachowania patologiczne" akurat użyłam w odniesieniu do wyznania. Ogolnie w szkołach jest nabór na podstawie orzeczenia z pp, jesli niepelnosprawnosc fizyczna no to wiadomo, spis lekow, spis chorow, zaswiadczenia itp. Jesli przy zapisie do szkoły z klasami integracyjnymi, rodzic zdrowego ucznia wyrazi zgodę na uczeszczanie do takiej klasy, to wtedy "garstka" jest uzupelniana takimi uczniami( niestety rodzice uwazaja te klasy za klasy debili i nieuków) ale wiem, ze czasem brakuje 1,2 uczniów i zazwyczaj ta"patologia" do nich trafia.
Nie w kazdym miescie sa szkoly podstawowe, gimnazja( kiedys) dla niedostosowanych. Szkoly srednie, tak są, a my rozmawiamy o podst i gimnazjum
Miałaś pecha. Znałem klasę integracyjną, gdzie były dzieci z problemami ruchowymi itp. ,bez problemów psychicznych. Świetnie się uczyli i nawet po latach sporo z nich ma że sobą kontakt.