Jestem absolwentką kierunku humanistycznego (dość specyficznego, więc nie piszę całej nazwy). Na 3 roku studiów zaczęliśmy chodzić na przedmiot, którego było zdecydowanie za dużo (aż 60 godzin), a nie mieliśmy mieć z niego żadnych, ale to żadnych uprawnień, przy czym z przedmiotów, które miały być wpisane do "Przygotowania zawodowego" mieliśmy np. jedynie 15 godzin. Można się wkurzyć. Prowadząca ćwiczenia z owego bezsensownego przedmiotu miała w zwyczaju zadawać pytania i nie odpowiadać na nie, czekając czasem nawet po 5 minut, aż ktoś wpadnie na dobrą odpowiedź (a większość z nas się nudziła, więc nikt nie odpowiadał).
Od paru lat mam stwierdzony niedosłuch na niektórych pasmach, więc gdy szepczę, to nie jestem czasem w stanie stwierdzić, czy szepczę głośno, czy cicho. W taki oto sposób, w czasie jednej z słynnych przerw prowadzącej, wyszeptałam do koleżanki (siedząc na samym końcu sali): "Gdyby sama sobie odpowiadała na te pytania i nie czekała na nasze odpowiedzi, to mielibyśmy 30, a nie 60 godzin z tego durnego przedmiotu".
Wzrok koleżanki, która dała mi do zrozumienia, że nie był to "cichy" szept, a potem wzrok prowadzącej i kilka odwróconych w moją stronę głów będą mi towarzyszyć do końca życia ;).
Dodaj anonimowe wyznanie
Miałem taką nauczycielkę kiedyś. To była istna masakra. Potrafiliśmy przez 15 minut siedzieć cicho, a ona przez 15 minut stała i patrzyła się na nas. :D
O kurczę, wyższy monitoring :D
Ja miałem taką panią doktor na studiach, która żeby zaliczyć projekt wymagała, żeby przyjść do niej na odpowiedź ustną z tego projektu. Pamiętam do tej pory, jak siedziałem u niej około 1h 20min w gabinecie, bo właśnie w taki sposób zadawała pytanie i czekała aż wymyślę odpowiedź :) po 10-15 minutach czekania aż się odpieprzy wymyślałem coraz głupsze odpowiedzi, żeby w końcu zrozumiała, że nie wymyślę czegoś, czego nie wiem :)
W mojej szkole (3 liceum) mamy tylko dwie matmy, przy obowiązkowej maturze.. A wf-y 3. Chore dla mnie, żeby wf-u było więcej niż matematyki, ale cóż, co ja mam do gadania xD
Wf jak wf, gorzej gdyby więcej było religii.. Jestem wierząca itd, ale denerwowałam się jak w 3 klasie liceum miałam 2 razy w tyg religię i tyle samo przedmiotu, który zdawałam na maturze..
Religia tak samo jak i wf, dla mnie przynajmniej. Przedmiot jak przedmiot. Tak czy siak, nie powinno być ich wiecej niż maturalnych.
wydaje mi się że ilość godzin matematyki jest zależna od tego jak nauczyciel rozplanuje godziny na te 3 lata Z kolei religii są 2 godziny bo tak jest ustalone w Ministerstwie Edukacji (chyba) no a wf wedlug zaleceń by ćwiczyć trzy razy w tygodniu po 30 minut.
Od nauczyciela nie jest to zależne, przynajmniej nie w mojej szkole, moja nauczycielka od matematyki sama jest zdziwiona tym faktem.
E to nie macie źle aż tak.
Ja mam 3 x w-f 2 x religie, a przedmiot, z którego mam egzamin zawodowy w czerwcu, tylko 1 lekcję...
3 x w tygodniu mam niemiecki ( którego u mnie w klasie nikt nie umie) a tylko jedna godzina angielskiego, z którego jest matura...
To współczuję, ja angielski mam codziennie, reszta klasy, która zdaje niemiecki ma tyle samo niemieckich co my angielskich ;)
Ale zależy też, w której jesteś klasie :)
2 technikum. Wiem że do matury jest jeszcze czas, no ale żeby było tak mało lekcji języka ktory jest tak popularny na świecie..
A masz już rozszerzenia? Godzin rozszerzeń zawsze jest więcej niż przedmiotów, których się nie rozszerza :)